wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 39-" Nie płacz"

 2 tygodnie później

Jessica's POV:

Właśnie dziś był dzień, kiedy Justin wraca z wyjazdu służbowego. Bardzo się cieszyłam z tego powodu, ale od samego rana źle się czułam. Strasznie bolał mnie brzuch i załączały mi się do tego mdłości. Niezależnie od tego nie mogłam się już doczekać. Dostałam sms'a, wzięłam mojego iPhone z szafki i odczytałam.

Od: Justin <33

Kotku, wyjdź na balkon.!

Zrobiłam to co mi kazał. Myślałam, że on będzie tam stał, ale rozejrzałam się dookoła i nikogo nie zastałam. Była tylko karteczka:

Obróć się o 180 stopni :D

-Justin?- zawołałam zdezorientowanie.

-Tak, kochanie, to ja.- kiedy go zobaczyłam uśmiechnęłam się. Justin odwzajemnił minę i otworzył szeroko ramiona. Podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję. Złapał mnie i okręcił dookoła.

-Tak bardzo mi cię brakowało.- wyszeptałam i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.

-Mi ciebie też, bardzo.- powiedział i przyjrzał mi się od stóp do głowy.- Kochanie? Wszystko z tobą dobrze? Coś cię boli? Jesteś strasznie blada.- pytał z troską.

- Nic mi nie jest.- skłamałam. Próbowałam uniknąć wzroku Justina.

-Wiem, że kłamiesz. Co jest?- powiedział. On zawsze musi wiedzieć kiedy kłamię.

-Naprawdę nic.- trzymałam się swojego, bo to na pewno nic poważnego i nie chciałam go martwić.- Nie martw się i lepiej mnie pocałuj.- uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. Justin nie mógł się powstrzymać i zrobił, to co mu kazałam. Pocałunek mnie pochłonął. Uczucie jego ust na moich... Tęskniłam za tym. Nagle mój brzuch zaczął niesamowicie boleć.

Justin's POV:

Wreszcie mam swoją dziewczynę przy sobie. Tęskniłem za nią cholernie. Jej usta idealnie pasują do moich.

-Ała.- załkała Jess kiedy się od siebie oderwaliśmy.

-Jess..Jess, co ci jest ?- zaniepokoiłem się.

-Nie wiem... strasznie boli...- wyjąkała i upadłaby na ziemię, ale zdążyłem ją złapać.

-Jess !- krzyczałem i uderzałem ją lekko palcami po twarzy, żeby się obudziła, ale bez reakcji.- Cholera co ja mam robić?- gadałem sam do siebie. A w końcu zdecydowałem się żeby zadzwonić po pogotowie. Zabrałem mój telefon i wydusiłem numer.

-Proszę szybko przyjechać, moja dziewczyna zemdlała!

-Dzień dobry, ale co się stało dokładnie?- zapytała jakaś kobieta po drugiej stronie telefonu.

-Kurwa, nie wiem. Niech mi się pani nie pyta. Proszę szybko przyjechać.- chodziłem cały zdenerwowany po pokoju, a mój głos był zdesperowany.

-Dobrze, proszę się uspokoić. Gdzie mam wysłać karetkę ?

-Dom niedaleko Gallery Row, ulica Roosvelta 69.

- Już jedziemy.

***

Nie wiedziałem co ma robić. Próbowałem obudzić Jess, ale nic to nie dawało. Jeszcze ta cholerna karetka, długo jej nie było.
Po 15 minutach przyjechali.

-Do cholery czemu tak długo?- otwarłem im drzwi.

-Proszę się uspokoić !- jeden z facetów powiedział do mnie.

-Jak ma być spokojny skoro moja dziewczyna jest nieprzytomna?!- byłem zirytowany tym, że chcą żebym był spokojny w takiej sytuacji.

-Nie pomoże jej pan takim zachowaniem. - przemówił drugi chłopak, był mniej więcej w moim wieku. Przejechałem ręką po włosach, kiedy zauważyłem, że zajmują się Jess.

-I co z nią ?- zapytałem.

-Zabieramy ją do szpitala.- poinformował mnie i przełożyli Jess na noszę.- Niestety nie może pan jechać z nami.- dodał.

-Dobrze, pojadę własnym autem. -powiedziałem i założyłem moją kurtkę.
Jechałem do szpitala jak najszybciej się dało. Chciałem wiedzieć co się dzieję z Jess.

-Jebane korki!- przekląłem i uderzyłem ręką w kierownice. Po 15 minutach dotarłem na miejsce. Podszedłem do okienka "informacji" i spytałem.- Gdzie znajdę moją dziewczynę?

-Nazwisko?- odezwała się starsza pani zza lady.

-Jessica Room, dopiero co przyjechała.

-Ach... panna Jessica. Właśnie do niej idę. Proszę się uspokoić i usiąść, a ja zawołam lekarza. Zrobiłem to co kazała. Usiadłem na jednym z krzeseł w poczekalni i przeczesałem ręką włosy z frustracji. Nagle zauważyłem lekarza, który szedł w moją stronę. Od razu wstałem.

- Wie pan co z Jessicą?- zapytałem.

-Jest pan kimś z rodziny?

-Jestem jej chłopakiem.- wyjaśniłem.

-Dobrze, to zapraszam do mojego gabinetu.- skinąłem głową i podążyłem za lekarzem.- Proszę.- otworzył drzwi do jakiegoś pomieszczenia. Wszedłem i zająłem miejsce. Doktor zrobił to samo tylko za biurkiem. Miał poważną minę, zresztą ja też. Byłem zdenerwowany.- Mam dla pana przykrą wiadomość.- zaczął.

-Jak to? Co z Jess? Co było przyczyną jej omdlenia?- zacząłem zadawać pytania.

-Pańska dziewczyna była w ciąży...

-W ciąży ?- byłem zszokowany tym co usłyszałem z ust tego lekarza.

-Tak.- odparł.-  Ona poroniła. Zaczęła krwawić w karetce.- kontynuował.- Zemdlenie, bóle i wymioty były tym wszystkim spowodowane.

-To chyba żart !- zakpiłem i złapałem się za głowę. Lekarz zignorował mnie, bo zaczął znowu mówić.

-Musieliśmy zrobić jej kilka badań i przy tym okazało się, że doszło do gwałtu.

-No, to chyba jednak żart! - zaśmiałem się na siłę.- Proszę powiedzieć, że to wszystko, to żart.

-Przykro mi.- spojrzał na mnie ze współczuciem. To co teraz czułem było nie do opisania.- Czy wie pan kto, to zrobił i jak do tego doszło?- zapytał po chwili.

-Cholera, nie. Nie było mnie całe dwa tygodnie.- przekląłem. Jedno pytanie mnie zaczęło dręczyć.- Czyje to było dziecko?- zapytałem. Lekarz założył okulary i zaczął zaglądać w jakiś stosik papierów.

-Do zapłodnienia doszło około dwóch tygodni temu.

- Cholera.- wyrwało mi się.- To wszystko moja wina, gdybym nie wyjechał...

-Proszę się nie obwiniać. - przerwał mi.- Teraz musimy zadzwonić na policję.

- Proszę..- powstrzymałem go.- Nie dzisiaj. Wszyscy mam dosyć zmartwień, a dodać do tego przesłuchania...

-Rozumiem.- przytaknął mi doktor.

-Czy mogę zobaczyć się z Jessicą ?

-Tak, tylko proszę być ostrożnym. Jest w szoku.- wyjaśnił.- Sala nr 4.- dodał.

-Dziękuję.- uścisnąłem jego rękę i wyszedłem. Poszukałem szybko sali, w której leży Jess. Zanim wszedłem wziąłem głęboki oddech, żeby się uspokoić. Otworzyłem drzwi i ujrzałem skuloną Jess na łóżku. Ten widok doprowadził mnie do tego, że chciałem jak najszybciej znaleźć tego kto to zrobił i zabić. Podszedłem do niej bliżej. Zauważyłem, że płaczę.

-Cholera Jess..- mruknąłem. Nie mogłem patrzeć jak płaczę.

-Justin, ja nie chciałam.- wydusiła z siebie.

-Kochanie nie płacz. Ty nic nie zrobiłaś.- usiadłem na jej łóżku i złapałem jej rękę. Co sprawiło, że rozpłakała się jeszcze bardziej.- Nie płacz. Proszę.- błagałem.- Nie lubię tego.- dodałem cicho.

-Przepraszam.- mruknęła przez płacz.

-Nie masz za co, na prawdę. Chodź tu.- powiedziałem i przyciągnąłem ją do siebie. Podniosła się i od razu wtuliła się w moją klatkę piersiową. Owinąłem swoje ręce wokół jej tali i mocno ją trzymałem. Słyszałem jak płaczę. Postanowiłem się nie odzywać. Chciałem tylko, żeby wiedział, że jestem przy niej. Po kilku nastu minutach się uspokoiła. Odchyliłem ją trochę od siebie i spojrzałem jej w oczy. Było w nich widać ból, smutek i żal. Była w strasznym stanie. Złapałem ją za rękę. Miała krótki rękaw, więc mogłem ujrzeć jeszcze lekkie ślady i siniaki na jej nadgarstkach. Przyjrzałem się dokładnie i uniosłem jej rękę do moich ust. Patrząc w jej oczy ucałowałem siniaki. W jej oczach zebrały się łzy. Ktoś kto doprowadził ją do takiego stanu pożałuję.- Już nigdy nie zostawię cię samej. Obiecuję.- powiedziałem szeptem. Z jej oczu wypłynęły pojedyncze łzy. Umieściłem swoją rękę na jej policzku i je starłem.

-Przepraszam.- odezwała się. Jej głos drżał.

-Nie przepraszaj. To wszystko wina tego skurwiela, który ci to wszystko zrobił i moja, nie twoja.- przyznałem.

-Nie mów tak.- wyszeptała. Nadal trzymałem ją blisko siebie.

-Jak mam tak nie mówić skoro to prawda. Mogłem nie wyjeżdżać.- powiedziałem. Byłem wkurzony na siebie.

-Nie mogłeś tego przewidzieć Justin.- odparła cichutko. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w czoło.

-Jess ?- chciałem się czegoś dowiedzieć, musiałem. Spojrzała na mnie. Uznałem, że mogę kontynuować.- Wiem, że to może być dla ciebie trudny temat, ale muszę coś wiedzieć...

-Justin...- chciała mi przerwać.

-Poczekaj chwileczkę. Muszę zadać ci to pytanie. Czy pamiętasz kto cię...- nie miałem odwagi żeby dokończyć. Widziałem jak Jess zamyka oczy.

-Tak.- wydusiła z siebie po chwili.- To był... Miguel.- wyszeptała, TO imię. Musiała minąć chwila żeby to do mnie dotarło. Zacisnąłem szczękę i pięści. Myśl, że on ją dotykał doprowadzała mnie do szału. Jess chyba wyczuła, że moje mięśnie się napięły, bo momentalnie pogładziła moją rękę.- Justin..- do moich uszu dobiegł ten dobrze mi znany głosik. Jednak emocje wzięły nade mną górę. Wstałem z łóżka i podszedłem do okna.

-Jebany skurwiel.- warknąłem.- Jak on mógł?- zacząłem chodzić w tą i z powrotem.- Dotykał cię.. bił..- obrazy pojawiały się w mojej wyobraźni.- Zabiję tego chuja, pożał...- przerwałem kiedy poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu.

-Justin.- wyszeptała Jess za mną. Odwróciłem się w jej stronę. Stała przede mną taka krucha. Pocierała moje ramię. Od razu się rozluźniłem pod jej dotykiem.- Proszę, uspokój się.- spojrzała mi w oczy. Miała po części rację. To jej nie pomagało.

-Masz rację, przepraszam.- westchnąłem i przytuliłem ją.- Myśl, że on cię dotykał mnie zabija.- powiedziałem.

-Justin..- chciała coś powiedzieć, ale musiałem jej przerwać.

-Jess, muszę wyjść, mam coś pilnego do załatwienia.

-Justin nie zostawiaj mnie. Proszę.- zaczęła mnie błagać. Sam nie chciałem jej zostawić, ale nie miałem wyboru. Chciałem to załatwić jak najszybciej.

-Przyjadę później. Kocham cię.- ucałowałem ją i wyszedłem.

***

15 minut później byłem na miejscu. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem.

-Justin? Co ty tutaj robisz ?!- zapytała zaskoczona Ariana, gdy otworzyła mi drzwi.- Coś z Jess?- zapytała co mnie trochę zdziwiło, bo przecież ona nic nie wiedziała.

-Nie, nic się nie stało.- zapewniłem ją.- Musimy pogadać.

-Proszę, wejdź.- zaprosiła mnie do środka.

-Dzięki.- byłem lekko zdenerwowany. Usiedliśmy na beżowej kanapie w salonie.

-Więc o czym chciałeś pogadać ?- spojrzała na mnie.

-Jessica jest w szpitalu i...

-Czyli jednak coś się stało ! Wiedziałam!- zdenerwowała się.

-Ona... ona była w ciąży.- powiedziałem w końcu, a w mojej głowie pojawił się obraz płaczącej Jess.

-Jak to ?- zapytała zszokowana.

- Została zgwałcona przez tego chuja Miguela.- powiedziałem jej szybko.- Ona straciła to dziecko rozumiesz ?!

-Ehh...- czułem, że coś jest nie tak. Zachowywała się dość dziwnie.

-Wiedziałaś o tym ?- zapytałem.

-Dobra Justin, powiem ci prawdę.- westchnęła.-Jessica powiedziała mi i dziewczynom o gwałcie, bo zobaczyłyśmy siniaki.- mówiła.- Ale prosiła nas żebyśmy nikomu nie mówiły...nawet tobie.

-Dlaczego?

-Bo nie chciała cię stracić.- wytłumaczyła.

-Przecież nigdy bym jej nie opuścił.- wyznałem.

-Rozumiem Justin, wiem, że jesteś w niej zakochany jak szaleniec, ale Jess była w strasznym stanie.

-Nadal jest.- dodałem do jej wypowiedzianego zdania.- Czy mogłabyś do niej pojechać, nie chcę by była sama.- poprosiłem po chwili szoku.

-Tak, ale czemu ty nie możesz do  niej pojechać.- zmarszczyła brwi.

-Muszę coś załatwić.

***********************************************************************************

Drama jest. Jak myślicie co zamierza Justin ?

Jesteśmy bardzo zadowolone z tego rozdziału. Wyszedł chyba tak jak chciałyśmy :)
Wasze pytania na asku doprowadziły nas do tego, że zaczęłyśmy pisać rozdziały na lekcjach.
No i najważniejsze, DZIĘKUJEMY za te aż 26 komentarzy !!
Naprawdę tak trudno było napisać komentarz przy rozdziale ? Mamy nadzieję, że to się zmieni.

12 komentarzy: