wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 39-" Nie płacz"

 2 tygodnie później

Jessica's POV:

Właśnie dziś był dzień, kiedy Justin wraca z wyjazdu służbowego. Bardzo się cieszyłam z tego powodu, ale od samego rana źle się czułam. Strasznie bolał mnie brzuch i załączały mi się do tego mdłości. Niezależnie od tego nie mogłam się już doczekać. Dostałam sms'a, wzięłam mojego iPhone z szafki i odczytałam.

Od: Justin <33

Kotku, wyjdź na balkon.!

Zrobiłam to co mi kazał. Myślałam, że on będzie tam stał, ale rozejrzałam się dookoła i nikogo nie zastałam. Była tylko karteczka:

Obróć się o 180 stopni :D

-Justin?- zawołałam zdezorientowanie.

-Tak, kochanie, to ja.- kiedy go zobaczyłam uśmiechnęłam się. Justin odwzajemnił minę i otworzył szeroko ramiona. Podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję. Złapał mnie i okręcił dookoła.

-Tak bardzo mi cię brakowało.- wyszeptałam i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.

-Mi ciebie też, bardzo.- powiedział i przyjrzał mi się od stóp do głowy.- Kochanie? Wszystko z tobą dobrze? Coś cię boli? Jesteś strasznie blada.- pytał z troską.

- Nic mi nie jest.- skłamałam. Próbowałam uniknąć wzroku Justina.

-Wiem, że kłamiesz. Co jest?- powiedział. On zawsze musi wiedzieć kiedy kłamię.

-Naprawdę nic.- trzymałam się swojego, bo to na pewno nic poważnego i nie chciałam go martwić.- Nie martw się i lepiej mnie pocałuj.- uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. Justin nie mógł się powstrzymać i zrobił, to co mu kazałam. Pocałunek mnie pochłonął. Uczucie jego ust na moich... Tęskniłam za tym. Nagle mój brzuch zaczął niesamowicie boleć.

Justin's POV:

Wreszcie mam swoją dziewczynę przy sobie. Tęskniłem za nią cholernie. Jej usta idealnie pasują do moich.

-Ała.- załkała Jess kiedy się od siebie oderwaliśmy.

-Jess..Jess, co ci jest ?- zaniepokoiłem się.

-Nie wiem... strasznie boli...- wyjąkała i upadłaby na ziemię, ale zdążyłem ją złapać.

-Jess !- krzyczałem i uderzałem ją lekko palcami po twarzy, żeby się obudziła, ale bez reakcji.- Cholera co ja mam robić?- gadałem sam do siebie. A w końcu zdecydowałem się żeby zadzwonić po pogotowie. Zabrałem mój telefon i wydusiłem numer.

-Proszę szybko przyjechać, moja dziewczyna zemdlała!

-Dzień dobry, ale co się stało dokładnie?- zapytała jakaś kobieta po drugiej stronie telefonu.

-Kurwa, nie wiem. Niech mi się pani nie pyta. Proszę szybko przyjechać.- chodziłem cały zdenerwowany po pokoju, a mój głos był zdesperowany.

-Dobrze, proszę się uspokoić. Gdzie mam wysłać karetkę ?

-Dom niedaleko Gallery Row, ulica Roosvelta 69.

- Już jedziemy.

***

Nie wiedziałem co ma robić. Próbowałem obudzić Jess, ale nic to nie dawało. Jeszcze ta cholerna karetka, długo jej nie było.
Po 15 minutach przyjechali.

-Do cholery czemu tak długo?- otwarłem im drzwi.

-Proszę się uspokoić !- jeden z facetów powiedział do mnie.

-Jak ma być spokojny skoro moja dziewczyna jest nieprzytomna?!- byłem zirytowany tym, że chcą żebym był spokojny w takiej sytuacji.

-Nie pomoże jej pan takim zachowaniem. - przemówił drugi chłopak, był mniej więcej w moim wieku. Przejechałem ręką po włosach, kiedy zauważyłem, że zajmują się Jess.

-I co z nią ?- zapytałem.

-Zabieramy ją do szpitala.- poinformował mnie i przełożyli Jess na noszę.- Niestety nie może pan jechać z nami.- dodał.

-Dobrze, pojadę własnym autem. -powiedziałem i założyłem moją kurtkę.
Jechałem do szpitala jak najszybciej się dało. Chciałem wiedzieć co się dzieję z Jess.

-Jebane korki!- przekląłem i uderzyłem ręką w kierownice. Po 15 minutach dotarłem na miejsce. Podszedłem do okienka "informacji" i spytałem.- Gdzie znajdę moją dziewczynę?

-Nazwisko?- odezwała się starsza pani zza lady.

-Jessica Room, dopiero co przyjechała.

-Ach... panna Jessica. Właśnie do niej idę. Proszę się uspokoić i usiąść, a ja zawołam lekarza. Zrobiłem to co kazała. Usiadłem na jednym z krzeseł w poczekalni i przeczesałem ręką włosy z frustracji. Nagle zauważyłem lekarza, który szedł w moją stronę. Od razu wstałem.

- Wie pan co z Jessicą?- zapytałem.

-Jest pan kimś z rodziny?

-Jestem jej chłopakiem.- wyjaśniłem.

-Dobrze, to zapraszam do mojego gabinetu.- skinąłem głową i podążyłem za lekarzem.- Proszę.- otworzył drzwi do jakiegoś pomieszczenia. Wszedłem i zająłem miejsce. Doktor zrobił to samo tylko za biurkiem. Miał poważną minę, zresztą ja też. Byłem zdenerwowany.- Mam dla pana przykrą wiadomość.- zaczął.

-Jak to? Co z Jess? Co było przyczyną jej omdlenia?- zacząłem zadawać pytania.

-Pańska dziewczyna była w ciąży...

-W ciąży ?- byłem zszokowany tym co usłyszałem z ust tego lekarza.

-Tak.- odparł.-  Ona poroniła. Zaczęła krwawić w karetce.- kontynuował.- Zemdlenie, bóle i wymioty były tym wszystkim spowodowane.

-To chyba żart !- zakpiłem i złapałem się za głowę. Lekarz zignorował mnie, bo zaczął znowu mówić.

-Musieliśmy zrobić jej kilka badań i przy tym okazało się, że doszło do gwałtu.

-No, to chyba jednak żart! - zaśmiałem się na siłę.- Proszę powiedzieć, że to wszystko, to żart.

-Przykro mi.- spojrzał na mnie ze współczuciem. To co teraz czułem było nie do opisania.- Czy wie pan kto, to zrobił i jak do tego doszło?- zapytał po chwili.

-Cholera, nie. Nie było mnie całe dwa tygodnie.- przekląłem. Jedno pytanie mnie zaczęło dręczyć.- Czyje to było dziecko?- zapytałem. Lekarz założył okulary i zaczął zaglądać w jakiś stosik papierów.

-Do zapłodnienia doszło około dwóch tygodni temu.

- Cholera.- wyrwało mi się.- To wszystko moja wina, gdybym nie wyjechał...

-Proszę się nie obwiniać. - przerwał mi.- Teraz musimy zadzwonić na policję.

- Proszę..- powstrzymałem go.- Nie dzisiaj. Wszyscy mam dosyć zmartwień, a dodać do tego przesłuchania...

-Rozumiem.- przytaknął mi doktor.

-Czy mogę zobaczyć się z Jessicą ?

-Tak, tylko proszę być ostrożnym. Jest w szoku.- wyjaśnił.- Sala nr 4.- dodał.

-Dziękuję.- uścisnąłem jego rękę i wyszedłem. Poszukałem szybko sali, w której leży Jess. Zanim wszedłem wziąłem głęboki oddech, żeby się uspokoić. Otworzyłem drzwi i ujrzałem skuloną Jess na łóżku. Ten widok doprowadził mnie do tego, że chciałem jak najszybciej znaleźć tego kto to zrobił i zabić. Podszedłem do niej bliżej. Zauważyłem, że płaczę.

-Cholera Jess..- mruknąłem. Nie mogłem patrzeć jak płaczę.

-Justin, ja nie chciałam.- wydusiła z siebie.

-Kochanie nie płacz. Ty nic nie zrobiłaś.- usiadłem na jej łóżku i złapałem jej rękę. Co sprawiło, że rozpłakała się jeszcze bardziej.- Nie płacz. Proszę.- błagałem.- Nie lubię tego.- dodałem cicho.

-Przepraszam.- mruknęła przez płacz.

-Nie masz za co, na prawdę. Chodź tu.- powiedziałem i przyciągnąłem ją do siebie. Podniosła się i od razu wtuliła się w moją klatkę piersiową. Owinąłem swoje ręce wokół jej tali i mocno ją trzymałem. Słyszałem jak płaczę. Postanowiłem się nie odzywać. Chciałem tylko, żeby wiedział, że jestem przy niej. Po kilku nastu minutach się uspokoiła. Odchyliłem ją trochę od siebie i spojrzałem jej w oczy. Było w nich widać ból, smutek i żal. Była w strasznym stanie. Złapałem ją za rękę. Miała krótki rękaw, więc mogłem ujrzeć jeszcze lekkie ślady i siniaki na jej nadgarstkach. Przyjrzałem się dokładnie i uniosłem jej rękę do moich ust. Patrząc w jej oczy ucałowałem siniaki. W jej oczach zebrały się łzy. Ktoś kto doprowadził ją do takiego stanu pożałuję.- Już nigdy nie zostawię cię samej. Obiecuję.- powiedziałem szeptem. Z jej oczu wypłynęły pojedyncze łzy. Umieściłem swoją rękę na jej policzku i je starłem.

-Przepraszam.- odezwała się. Jej głos drżał.

-Nie przepraszaj. To wszystko wina tego skurwiela, który ci to wszystko zrobił i moja, nie twoja.- przyznałem.

-Nie mów tak.- wyszeptała. Nadal trzymałem ją blisko siebie.

-Jak mam tak nie mówić skoro to prawda. Mogłem nie wyjeżdżać.- powiedziałem. Byłem wkurzony na siebie.

-Nie mogłeś tego przewidzieć Justin.- odparła cichutko. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w czoło.

-Jess ?- chciałem się czegoś dowiedzieć, musiałem. Spojrzała na mnie. Uznałem, że mogę kontynuować.- Wiem, że to może być dla ciebie trudny temat, ale muszę coś wiedzieć...

-Justin...- chciała mi przerwać.

-Poczekaj chwileczkę. Muszę zadać ci to pytanie. Czy pamiętasz kto cię...- nie miałem odwagi żeby dokończyć. Widziałem jak Jess zamyka oczy.

-Tak.- wydusiła z siebie po chwili.- To był... Miguel.- wyszeptała, TO imię. Musiała minąć chwila żeby to do mnie dotarło. Zacisnąłem szczękę i pięści. Myśl, że on ją dotykał doprowadzała mnie do szału. Jess chyba wyczuła, że moje mięśnie się napięły, bo momentalnie pogładziła moją rękę.- Justin..- do moich uszu dobiegł ten dobrze mi znany głosik. Jednak emocje wzięły nade mną górę. Wstałem z łóżka i podszedłem do okna.

-Jebany skurwiel.- warknąłem.- Jak on mógł?- zacząłem chodzić w tą i z powrotem.- Dotykał cię.. bił..- obrazy pojawiały się w mojej wyobraźni.- Zabiję tego chuja, pożał...- przerwałem kiedy poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu.

-Justin.- wyszeptała Jess za mną. Odwróciłem się w jej stronę. Stała przede mną taka krucha. Pocierała moje ramię. Od razu się rozluźniłem pod jej dotykiem.- Proszę, uspokój się.- spojrzała mi w oczy. Miała po części rację. To jej nie pomagało.

-Masz rację, przepraszam.- westchnąłem i przytuliłem ją.- Myśl, że on cię dotykał mnie zabija.- powiedziałem.

-Justin..- chciała coś powiedzieć, ale musiałem jej przerwać.

-Jess, muszę wyjść, mam coś pilnego do załatwienia.

-Justin nie zostawiaj mnie. Proszę.- zaczęła mnie błagać. Sam nie chciałem jej zostawić, ale nie miałem wyboru. Chciałem to załatwić jak najszybciej.

-Przyjadę później. Kocham cię.- ucałowałem ją i wyszedłem.

***

15 minut później byłem na miejscu. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem.

-Justin? Co ty tutaj robisz ?!- zapytała zaskoczona Ariana, gdy otworzyła mi drzwi.- Coś z Jess?- zapytała co mnie trochę zdziwiło, bo przecież ona nic nie wiedziała.

-Nie, nic się nie stało.- zapewniłem ją.- Musimy pogadać.

-Proszę, wejdź.- zaprosiła mnie do środka.

-Dzięki.- byłem lekko zdenerwowany. Usiedliśmy na beżowej kanapie w salonie.

-Więc o czym chciałeś pogadać ?- spojrzała na mnie.

-Jessica jest w szpitalu i...

-Czyli jednak coś się stało ! Wiedziałam!- zdenerwowała się.

-Ona... ona była w ciąży.- powiedziałem w końcu, a w mojej głowie pojawił się obraz płaczącej Jess.

-Jak to ?- zapytała zszokowana.

- Została zgwałcona przez tego chuja Miguela.- powiedziałem jej szybko.- Ona straciła to dziecko rozumiesz ?!

-Ehh...- czułem, że coś jest nie tak. Zachowywała się dość dziwnie.

-Wiedziałaś o tym ?- zapytałem.

-Dobra Justin, powiem ci prawdę.- westchnęła.-Jessica powiedziała mi i dziewczynom o gwałcie, bo zobaczyłyśmy siniaki.- mówiła.- Ale prosiła nas żebyśmy nikomu nie mówiły...nawet tobie.

-Dlaczego?

-Bo nie chciała cię stracić.- wytłumaczyła.

-Przecież nigdy bym jej nie opuścił.- wyznałem.

-Rozumiem Justin, wiem, że jesteś w niej zakochany jak szaleniec, ale Jess była w strasznym stanie.

-Nadal jest.- dodałem do jej wypowiedzianego zdania.- Czy mogłabyś do niej pojechać, nie chcę by była sama.- poprosiłem po chwili szoku.

-Tak, ale czemu ty nie możesz do  niej pojechać.- zmarszczyła brwi.

-Muszę coś załatwić.

***********************************************************************************

Drama jest. Jak myślicie co zamierza Justin ?

Jesteśmy bardzo zadowolone z tego rozdziału. Wyszedł chyba tak jak chciałyśmy :)
Wasze pytania na asku doprowadziły nas do tego, że zaczęłyśmy pisać rozdziały na lekcjach.
No i najważniejsze, DZIĘKUJEMY za te aż 26 komentarzy !!
Naprawdę tak trudno było napisać komentarz przy rozdziale ? Mamy nadzieję, że to się zmieni.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 38-"Sen"

CZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM,TO WAŻNE!

***

Obudziłam się rano ,strasznie bolała mnie głowa, w dodatku nic nie pamiętałam. Zaczęłam się podnosić ,ale coś silnie zaczęło ściągać mi nadgarstki, koniecznie chciałam sprawdzić co to. Byłam przywiązana do jakiejś rury i leżałam na zimnej podłodze. Moje zamiary wyrwania się z tego udały się. Wstałam i nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Byłam goła ,jedyna rzecz ,która leżała gdzieś na ziemi w całości ,były moje jeansy. Nic nie pamiętałam, co się stało. W pomieszczeniu ,w którym się znajdowałam było bardzo ciemno i przytłaczająco w oknach znajdowały się jakieś kraty, a kiedy próbowałam otworzyć drzwi ,nie dało rady. Wyglądało to jak stara piwnica. Było zimno.
Próbowałam się ubrać, z "resztek" moich ubrań, czyli stanik i jeansy. Obmyślałam tylko plan jak się stąd wydostać. Kiedy podeszłam do okna i próbowałam je otworzyć, niestety bez skutku przez te jebane kraty.

-Kurwa mać.-przeklinałam. Nic nie pamiętam, a do tego nie wiem jak się stąd wydostać. Podeszłam do drzwi i zaczęłam w nie walić z całej siły, ale niestety też bez skutku. Oparłam się o ścianę i byłam bliska płaczu. W końcu wpadłam na pomysł, że przecież skoro są tu kraty to gdzieś tutaj musi być klucz do ich otwarcia. Po 10-minutowym szukaniu, znalazłam. Otwierając szybko stamtąd wyskoczyłam, weszłam po schodach, wyszukałam drzwi, które prowadziły na zewnątrz i zaczęłam kawałek biec upewniając się ,że nikt mnie nie goni. Ujrzałam za sobą dom. Coś pojawiło się w moim umyśle. Cały czas droczyło mnie,co się stało. Przechodnie gapili się na mnie jak na pojebaną, wzięłam do ręki mój telefon i przejrzałam się, pod okiem miałam małe siniaki. Od czego?
Chodziłam po ulicach i próbowałam dowiedzieć się gdzie jestem. Byłam zdezorientowana i przestraszona. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. W końcu się nie dziwie. Wyglądałam jak jakaś szmata. W dodatku wszystko mnie bolało. W końcu znalazłam drogę do domu. Było mi strasznie zimno. Cała się trzęsłam. Po 15 minutach byłam już w środku mieszkania. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że udało mi się uciesz, ale nie wiem od czego i kogo. I to mnie właśnie przytłaczało. Znalazłam w salonie karteczkę. Otworzyłam ją i przeczytałam jej treść.

"Hej siostra. Nie odbierałaś telefonu, więc postanowiłam zostawić ci  karteczkę żebyś się nie denerwowała.
Wyjeżdżam z Danem na weekend. Wrócę za dwa dni. Trzymaj się. x

Ps. Mam nadzieję, że nocka z dziewczynami się udała."

Chociaż ich mam z głowy. Nie będą pytali się co się stało. Zresztą sama nie znam odpowiedzi.- pomyślałam. Poszłam wziąć prysznic. Chciałam się odprężyć i przypomnieć sobie sytuację, która miała miejsce wczoraj, ale niestety nic. Kompletna pustka w głowie. Ubrałam się w moje ulubione dresy i położyłam się na łóżku. Byłam cholernie zmęczona. Momentalnie odpłynęłam.

***
"-Proszę. Zostaw mnie.- wyszeptałam. Z moich oczu wydostawało się coraz więcej łez. Bałam się go.

-Chyba nie myślisz, że sobie teraz odpuszczę maleńka.- zaśmiał się. Zaczął jeździć rękami po moich piersiach.- W końcu mam to co chciałem.- wychrypiał i zaczął całować mnie po szyi. Byłam przerażona. Co ona zamierza zrobić ? Przeniósł swoje ręce na moje pośladki. Przybliżyłam się jeszcze bardziej do ściany łkając. Musiałam działać. Nie mogłam mu pozwolić na to co chciał ze mną zrobić. Myślałam, intensywnie myślałam co mam zrobić. W końcu. Oplułam mu twarz i nadepnęłam na stopę.

-Ty suko!- syknął. Odsunął się ode mnie i wytarł swoją twarz. Ja wykorzystałam sytuację i pobiegłam do drzwi. Niestety zdążył mnie złapać za nadgarstek. Próbowałam się wyrwać, ale uderzył mnie w twarz i rzucił na kanapę. Syknęłam z bólu.- Co ty sobie kurwo myślisz?!- krzyknął i zbliżył się do mnie. Przesuwałam się na skrawek kanapy, kiedy on nachylił się nade mną i zaśmiał mi się w twarz. Łzy spływały po mojej twarzy niekontrolowanie. Miguel rozerwał moją koszulkę i spojrzał się na moje ciało. W jego oczach widziałam podniecenie.

-Proszę cię.- błagałam go, ale oberwałam.

-Zamknij się!- warknął i zaczął mnie obmacywać.- Jesteś cholernie seksowna. Nie dziwię się Bieberowi, że pieprzy cię dniami i nocami.- usłyszałam z jego ust. Byłam zupełnie bez ruchu. Napierał na mnie całym ciałem. Próbowałam jakoś się wyrwać, ale jego ręce spoczęły na moich nadgarstkach i nie miałam sił się podnieść. Po chwili odpiął swoje spodnie i zerwał moje. Zostałam tylko w bieliźnie. Byłam przerażona. Nie chciałam wierzyć w to co się właśnie dzieję. Był natarczywy. Gdy próbowałam krzyczeć momentalnie dostawałam w twarz.

-Zejdź ze mnie. –mój głos się załamywał, ale starałam się mówić stanowczo. Jego oddech cuchnął piwem, zaczęło mi się zbierać na wymioty. Wolna ręka chłopaka wróciła na moje lewe udo, a on przesunął się i leżał teraz całym ciężarem na moim prawym boku. Próbowałam zgiąć kolano i wsunąć nogę pod siebie, ale on tylko śmiał się z moich żałosnych wysiłków. Gdy wsadził mi rękę między nogi, krzyknęłam i próbowałam je złączyć, ale było już za późno. Szarpałam się i wyrywałam, żeby go z siebie zrzucić, ale w końcu dotarło do mnie, że nie mam z nim szans, więc zaczęłam błagać.- Przestań. Będziesz tego żałował. Proszę.- mówiłam przez łzy. -Nie, proszę.- przygnieciona jego ciężarem nie mogłam złapać tchu, by krzyczeć. Szarpałam się beznadziejnie i nie mogłam uwierzyć, że za chwilę zrobię coś , na co nie mam najmniejszej ochoty. Ściągnął mi majtki do kolan, a gdy próbował całkiem je zdjąć, podjęłam kolejną próbę wyrwania się. Skończyło się na tym, że usłyszałam trzask rozrywanego materiału.

-Zamierzam cię pieprzyć kochanie.- sapnął. Znowu wepchnął rękę między moje nogi i na ułamek sekundy uniósł się nieco, dzięki czemu mogłam nabrać w płuca powietrza i krzyknąć. Wypuścił mój nadgarstek, uderzył mnie w tył głowy.

-Masz być grzeczna.- wypowiedział w moje ucho. Skomlałam rozpaczliwie. Nienawidziłam własnego, żałosnego, słabiutkiego głosu. Po chwili poczułam ból, którego nie chciałam."

Podniosłam się na łóżku. Byłam cała spocona i zdyszana. Miałam coraz gorsze przeczucia. W mojej głowie pojawiały się nowe obrazy. Czy ten sen to prawda ? Czy Miguel mnie zgwałcił? Nie chciałam nawet o tym myśleć, ale w mojej głowie zaczęły odtwarzać się filmiki z nocy. To się stało. W końcu do mnie dotarło. Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Dlaczego on to zrobił? Przypomniało mi się wszystko. Po tym.., on podał mi wodę i zaczął prowadzić pchając do swojej piwnicy. Coś musiało być w tej wodzie, że nic nie pamiętam. Zaczęłam płakać, zrzuciłam z szafki, która leżała obok wszystko co na niej było. Nie kontrolowałam już tego co się działo. Teraz pamiętam nawet jego ostatnie słowa "Jeśli komuś powiesz maleńka, to cię zabiję. Zrozumiałaś ?". Nie wiem co mam zrobić. Mam komuś powiedzieć? Ale on mnie zabiję, a teraz wierzę, że jest do tego zdolny. Byłam sfrustrowana. Oparłam się o ścianę siedząc na łóżku i przeczesałam swoje włosy szarpiąc za nie. Nagle mój telefon zaczął wibrować na pościeli. Podniosłam go i zobaczyłam, że zostałam sms od Justina. Otworzyłam wiadomość.

Od: Justin <3

Dzień dobry. Jak ci minęła noc ? Bo mi bez ciebie ciężko.

Rozpłakałam się. Chciałabym żeby Justin był teraz ze mną, żeby mnie przytulił, powiedział, że jest dobrze. Potrzebowałam teraz tego, ale niestety nie mogłam mieć. Musiałam coś postanowić. Miałam dwa wyjścia. Powiedzieć wszystko Justinowi, pójść na policję i pozwolić żeby rozpoczęło się piekło, albo nie powiedzieć nic nikomu, pozostawić to dla siebie i nie być zabitą przez Miguela. Zdecydowanie wolałam te drugie wyjście. Wolałam żyć spokojnie, niż przypominać sobie przez różne przesłuchania, że zostałam zgwałcona. Przetarłam swoją twarz i poszłam się ogarnąć. Musiałam wyglądać tak jakby się nic nie stało. Weszłam i przejrzałam się porządnie w lustrze od kiedy wróciłam do domu. Powstrzymywałam się od płaczu. Moja twarz była posiniaczona, biodra i uda tak samo, a moje nadgarstki były całe obolałe i sine. Wzięłam porządną kąpiel żeby pozbyć się dotyku i zapachu Miguela. Cały czas łzy spływały mi po policzkach. Chciałam o tym zapomnieć, lecz nie było to takie łatwe. Ubrałam się w jeansy i luźną, kremową bluzkę z nadrukiem. Musiałam nałożyć dość grubą warstwę podkładu, ale starałam się żeby nie wyglądało to sztucznie. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta. Można powiedzieć, że z zewnątrz nie wyglądałam na dziewczynę, która została zgwałcona, ale wewnątrz było ze mną źle. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi domu. Zeszłam na dół i spojrzałam przez "Judasza" kto to. Za drzwiami stały dziewczyny. Megan, Nicol i Ariana. Nie wiem czy byłam gotowa na spotkanie się z nimi, ale miałam jakieś wyjście? Teraz kiedy stały przy moich drzwiach musiałam się postawić. Musiałam im wyjaśnić dlaczego nie pojawiłam się wieczorem, ale nie mogłam powiedzieć im prawdy.

-Cześć.- powiedziałam otwierając drzwi. Miałam na twarzy sztuczny uśmiech.

-Dziewczyno! Gdzie ty się podziewałaś?- wparowały do środka i przytuliły mnie. Były lekko zdenerwowane.

-Ej, ej !! Spokojnie.- starałam się je uspokoić.

-Laska, jak mamy być spokojnie ? Gdzie ty byłaś? Dlaczego nie odbierałaś telefonu?- zaczęły zadawać mnóstwo pytań.

-Czemu nie przyszłaś do mnie do domu?- zapytała Megan.

-Zaraz wam wszystko wyjaśnię.- powiedziałam. Właściwie to nie wiem jak, to wyjaśnić, ale muszę wymyślić jakieś kłamstwo. Myśl, myśl.- pośpieszałam się. Bingo!- Po prostu zapomniałam do was zadzwonić, że jednak nie będę mogła przyjść. Przepraszam. Marg w ostatniej chwili została powiadomiona przez Dana, że wyjeżdżają i musiałam jej pomóc wszystko uszykować.

-A czemu nie odbierałaś telefonu?- zapytała Nicol. Chyba nie za bardzo chciały mi uwierzyć w to co powiedziałam.

-Telefon mi się rozładował.- skłamałam.

-I niby my mamy ci w to wszystko uwierzyć? Nie ma szans.- powiedziała Nicol i usiadła na kanapie.- Mów nam co się stało.- nakłaniała mnie.

-Nic się nie stało. Mówię prawdę.- uśmiechnęłam się lekko do nich.

-Dobrze. Chodź u mała.- powiedziała i przytuliła mnie Ariana.- Martwiłyśmy się o ciebie.- powiedziała.- Czekaj! Co to?- zapytała po chwili i wskazała na moje nadgarstki.- Boże co ci się stało?- przyłożyła dłonie do ust.

-Nic. Na prawdę.- chciałam żeby dały mi już spokój.

-No przecież widzę. Jess o co chodzi? Powiedz nam.- namawiała mnie.

- Ari jesteś straszną panikarą. To nic.- przewróciłam oczami i powiedziałam.

-Jess. Proszę nie okłamuj nas.- spojrzała na mnie Megan. Co ja miałam robić? W końcu im uległam i powiedziałam prawdę, nie mogłabym mówić dalej tych kłamstw do moich przyjaciółek. Opowiedziałam im wszystko. Nie obeszło się bez płaczu. Kiedy płakałam byłam na siebie zła, że jestem taka słaba.

-Boże Jess.- przytuliła mnie Nicol.

-Musimy iść na policję.- powiedziała łamiącym się głosem Ari.

-Nie. Proszę. Nie możemy. On mnie zabiję.- powiedziałam przez płacz.

-Ale Jessica..- chciała mnie przekonać Nicol.

-Nie!- przerwałam jej.- Macie nikomu nie mówić.- nakazałam.- Szczególnie Justinowi.- rozpłakałam się jeszcze bardziej na myśl o nim. Gdyby się dowiedział, to nie wiem co by się działo.

-Dobrze.- wyszeptała Megan i wszystkie mnie przytuliły.- Nie płacz. Będzie dobrze.- pocieszały  mnie. Z jednej strony się cieszyłam, że im powiedziałam, bo miałam wsparcie z ich strony.

***

POSŁUCHAJCIE!
Nie chcemy abyście pisały do nas na asku kiedy będzie rozdział, bo uwierzcie to nie daje motywacji!
Jesteśmy przekonane, że nikt nie czyta naszego opowiadania ,dlatego nie dodamy kolejnego rozdziału do póki nie będzie pod tym rozdziałem 25 komentarzy+ musi być podana nazwa z aska lub twittera , inaczej nie uwzględniamy .Jeśli nie będzie to kończymy z opowiadaniem, a uwierzcie mamy na prawdę fajne pomysły! Pozdrawiamy @Julix i @Alix
 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 37- "Nocka i...."

ROZDZIAŁ Z PRZEPROSINAMI DLA WAS <3
***

Bardzo się przestraszyłam. Zabrałam tackę z kawami i podeszłam, z bardzo smutną miną na twarzy:

-Kochanie co Ci jest?-zapytała Nicol.

-Nic po prostu dzisiaj zaczął mi się okres i boli mnie brzuch, to nic takiego.-musiałam skłamać, strasznie się z tym czuje, ale nic na to nie poradzę, nie chcę żeby miały zjebany dzień przeze mnie.

-Co wy na to ,aby zrobić dzisiaj nockę u mnie, jak za dawnych lat?-spytała wesoła Megan.-Moich rodziców nie ma.-dodała po chwili.

-Świetny pomysł, ale niestety nie mogę przyjąć tej propozycji.-odpowiedziała Margaret.

-Dlaczego?-spytałam, ja byłam bardzo chętna, rozerwałabym się trochę.

-Dan chciał żebyśmy spędzili ten wieczór razem.- odpowiedziała. Wymieniłyśmy się z dziewczynami spojrzeniami i zagruchałyśmy.

-Będzie dziki seks.- zaśmiała się Ariana.

-I to jak.- dodała Megan.

-Przestańcie!- skarciła nas Marg.

-Dobra, dobra. Nie spinaj się tak.- powiedziałam.

-To robimy tą nockę, ale niestety bez Marg ?- zapytała po chwili Megan.

-Tak, zróbmy.- powiedziała Nicol, a my się z nią zgodziłyśmy.

-Dobra, to o której u mnie?

-No nie wiem, może o 18 ?- zaproponowałam.

-Ok, to bądźcie u mnie o 18.- uśmiechnęła się Megan. Zaczęłyśmy pić nasze kawy i plotkować. Dużo się śmiałyśmy, ale ja czułam się nieco nieswojo. Od tego sms, czuję się obserwowana. Najgorsze jest, to że nie wiem kto to jest i co zamierza.

-Przepraszam was, ale muszę iść do łazienki.- powiedziałam do dziewczyn i ruszyłam w część Starbucks'a, w której były łazienki. Weszłam do jednej i spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam za dobrze. Nagle poczułam wibracje w mojej kieszeni. Wyciągnęłam mojego iPhone i spojrzałam na ekran. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam zdjęcie Justina na wyświetlaczu.

Justin's POV :

Po dwóch godzinach byłem z ojcem i paroma innymi facetami z firmy na miejscu. Mieliśmy wynajęte pokoje w hotelu. Jak widać tato o wszystko zadbał. Wziąłem klucz od swojego pokoju i poszedłem do niego. Rozpakowałem swoje bagaże i wyszedłem na balkon, który też tam był. Miałem trochę czasu, bo ojciec powiedział, że spotkanie odbędzie się późnym wieczorem Postanowiłem zadzwonić do Jessici. Wziąłem swój telefon do ręki i wybrałem jej numer. Po kilku sygnałach odebrała.

-Hej kochanie!- odezwałem się pierwszy.
-Cześć Justin!- przywitała się.- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że dzwonisz.- dodała.
-Wszystko w porządku?- zapytałem.
-Tak, tylko tęsknię już za tobą.- uśmiechnąłem się na jej słowa.
-Minęło tylko parę godzin Jess.- zaśmiałem się.
-Wiem Justin, ale tak jakoś brakuję mi ciebie.- powiedziała.
-Wytrzymamy, okej? Jak wrócę to nadrobimy ten czas.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.- nie widziałem jej, ale mogę pewnie stwierdzić, że się uśmiechała.
-Będę musiała już kończyć, bo dziewczyny na pewno już się niecierpliwią.
-Ok, to pa. Kocham Cię.
-Też Cię kocham Justin.- powiedziała po chwili.- Bardzo.- dodała i się rozłączyła.

Była nieco dziwna, nie wiem dlaczego. Może było to spowodowane tęsknotą za mną. Nie wiem, ale coś było nie tak.

Jessica's POV:

Nie mogłam mu powiedzieć, że dostałam takiego sms, że prawdopodobnie ktoś mnie obserwował i chciał coś ze mną zrobić. Znam Justina i na pewno bardzo by się wkurzył, znalazłby tego typa i skopał mu tyłek. Jego telefon poprawił mi trochę nastrój, a na pewno poprawi mi go jeszcze bardziej wieczór z laskami. Odkręciłam wodę, nachyliłam się nad zlewem w łazience i przemyłam sobie twarz. Podniosłam głowę i spojrzałam w lustro. Moje serce zatrzymało się na chwilę, kiedy ujrzałam w nim.............Miguela. Byłam przestraszona.

-Miło widzieć twoją twarz z bliska.- odezwał się. Odwróciłam się do niego.

-Jak tutaj wszedłeś?- zapytałam.

-Normalnie. Drzwiami.- odpowiedział.

-Czego chcesz?- zapytałam.

-Odczytałaś mojego sms, tak ? Więc chyba wiesz czego chcę. Chcę ciebie.- zaśmiał się. W tym momencie zastygłam. Miałam gule w gardle i nie wiedziałam co powiedzieć. Wyszłam, a raczej wybiegłam stamtąd jak najszybciej. Usłyszałam tylko za mną jak krzyczy coś w stylu "Do zobaczenia później". Doszłam do dziewczyn, po drodze rozmyślając nad całą sprawą. Nie mogę uwierzyć, że to Miguel wysłał i tego sms. Nie odzywał się latami, a teraz nagle się pojawił. Jeszcze był na moich urodzinach. Czego on chce?

-No w końcu. Co tak długo?- zapytała Ari kiedy doszłam do naszego stolika.

-Była kolejka.- wymyśliłam jakąś wymówkę na szybko. Nie chciałam ich martwić tą całą sprawą.

-Ach... idziemy już?- zaproponowała Nicol.

-Tak, chodźmy. Już dosyć na dzisiaj.- powiedziała Marg.

***

Musiałam coś kupić na nockę- jakieś przekąski itp., więc wybrałam się do sklepu. Trochę musiałam iść, bo spożywczy mamy dość daleko. Ale chociaż, to spacer dobrze mi zrobi. Szłam długim chodnikiem z 10 minut. Robiło się już trochę ciemno. Weszłam do pomieszczenia, wzięłam koszyk i ruszyłam między regały. Zaczęłam wybierać różne rzeczy, ciastka, chipsy. Gdy już byłam zdecydowana odwróciłam się i ustawiłam się w kolejce do kasy. Zapłaciłam za wszystkie przekąski i wyszłam ze sklepu. Przystanęłam przed drzwiami na zewnątrz, bo dostałam sms. Wyciągnęłam mój telefon z torby i odebrałam wiadomość.

Od: Justin <3

Miłego wieczoru skarbie ;*
Zadzwonię jutro. Kocham Cię.

Już miałam zamiar odpisać,gdy poczułam na swojej szyi ciepły dmuch powietrza.

-Cześć kochanie,w końcu mogę zabrać swoją nagrodę.-powiedział do mnie znajomy mi głos.Ciarki przeleciały mnie po całym ciele ,chciałam się wyrwać i uciec, ale za każdym razem gdy to robiłam, on łapał mnie za nadgarstki tak mocno, że łzy spływały mi po twarzy z bólu.

-Miguel, puść mnie!- zaczęłam krzyczeć. On śmiał się złowieszczo.-Puść mnie błagam.-płakałam.

-Przepraszam, co pan jej robi?-zapytał jakiś pan,który przechodził obok.

-Spierdalaj stąd staruchu!-krzyknął Miguel .Trzymał mnie tak mocno, że nie miałam szans na ucieczkę, zaczął się do mnie dobierać.

-Co ty robisz zboczeńcu?-zapytałam.

-Właśnie też mnie to ciekawi ,czemu ja to robię tutaj,skoro mam wolną chatę. Justinek Cię nie obroni.-złapał mnie za rękę i prowadził w stronę samochodu. Zaczęłam się wyrywać, ale on zadał mi cios w twarz. Czułam pieczenie na policzku. Złapałam się za niego. Z pewnością był cały czerwony.

-Nie spodziewałabym się tego po mężczyźnie.-płakałam, a on po raz kolejny uderzył mnie.

-Zamknij ryj i wsiadaj do tego auta,masz być kurwa spokojna,bo inaczej źle skończysz, rozumiesz?-zapytał z wyczuwalną złością, nic nie powiedziałam tylko skinęłam głową, nie chciałam doprowadzić do tego ,aby zabił mnie mój były. Obszedł samochód dookoła i wsiadł na swoje miejsce. Wyruszył na drogę.

-Masz być posłuszna, kurwo.-zaśmiał się.

-Co ty ode mnie chcesz?-spytałam.

-Dobrej zabawy,dziwko.-ten idiota nie ma obycia stwierdziłam.

-Proszę cię, zostaw mnie.- powiedziałam.- Pozwól mi wysiąść.

-Co ty sobie myślisz? Dostanę to co już dawno miałem dostać i wtedy będziesz mogła iść.- powiedział i odwrócił się w moją stronę.- Będziesz cicho i nic nikomu nie powiesz, a jeżeli nie, to cię zabiję.- zagroził. Od tamtej pory siedziałam cicho. Dostanę to co już dawno miałem dostać. Co to znaczy? Byłam przerażona. Gdzie on mnie wiezie? Różne myśli krążyły w mojej głowie.

-Wysiadaj!- wrzasnął na mnie. Otrząsnęłam się i zrobiłam to co mi kazał. Złapał mnie mocno za łokieć i zaczął ciągnąć, do jakiegoś domu. Był dość stary.- Wchodź!- otworzył drzwi. Nie chciałam tam wejść. Czułam, że coś się stanie.- Wchodź do cholery!!- wykrzyknął i wepchnął mnie do środka tak, że upadłam na podłogę. Podniosłam się szybko.- To pora zacząć zabawę.- zaśmiał się przerażająco. Zaczął iść w moją stronę. Za każdym jego krokiem cofałam się. Nagle napotkałam ścianę. Przycisnął mnie do niej. Czułam jego oddech. Moje oczy zaczęły palić. Zbliżył swoją twarz do mojej i mnie pocałował. Próbowałam go odepchnąć, ale bez skutecznie. Bardzo na mnie napierał.

-Proszę. Zostaw mnie.- wyszeptałam. Z moich oczu wydostawało się coraz więcej łez. Bałam się go.

***********************************************************************************

Przepraszamy, że z takim opóźnieniem dodajemy rozdziały, ale szkoła robi swoje.
Czytajcie, bo będzie coraz więcej niespodzianek kochani.
 

sobota, 12 października 2013

Rozdział 36-"Pożegnanie"

***

Nadszedł dzień mojego wyjazdu o 12 miałem być u ojca. Byłem bardzo zdołowany ,nie chciałem zostawić Jessici samej w domu, tak jakbym przeczuwał, że stanie się coś złego. Wiedziałem, że Jess będzie miała dobrą opiekę. Dziewczyny, siostra no i w razie czego chłopaki. Sam nie mogę uwierzyć w to, że spotkało mnie w życiu takie szczęście jak taka kochaną, jedyną i niepowtarzalną dziewczyną. Wstałem wcześnie rano, było gdzieś około 7:40 ,postanowiłem zrobić romantyczne, a zarazem pożegnalne śniadanko. W lodówce nie było, ani naszej ulubionej szynki, ani sera, dosłownie nic co moja kochana lubiła najbardziej.Ubrałem się szybko i wyszedłem do sklepu.

***

Kupiłem wszystko to ,co uważałem, że przyda mi się do śniadanka bułki, szynki, sery, jogurty itp. Kupiłem również ulubione czekoladki Jessici z karmelem-bardzo je uwielbiała. Przygotowałem śniadanie i wchodziłem po schodach z ogromną tacką, pełną jedzenia. Kiedy byłem już na półpiętrze usłyszałem dziwne odgłosy, od razu zorientowałem się, że to Dan i Margaret, pomyślałem sobie "Ja pierdolę czy oni już  za siebie nie mogą?". Ten Dan to naprawdę bzykacz ,oni ruchają się dniami i nocami, nie przejmują się tym, że my jesteśmy w domu. Nie wiem jak Jess to wytrzyma. Wszedłem do pokoju, położyłem jedzenie na komodzie i odsłoniłem rolety, był piękny słoneczny dzień.Podszedłem do mojej księżniczki ,pocałowałem ją lekko w czoło, tak słodko spała, ale obudziłem ją:

-Witam Cię kochanie.-przytuliłem się do niej.

-Cześć, co tak pachnie?-spytała zaspana.

-To na pewno ja.-zachichotałem po czym wpiłem się w jej malinowe usta, zaczęliśmy się obściskiwać, trwaliśmy tak przez jakieś 15 minut.

-Kochanie, ale na serio co tak pachnie?

-Śniadanie dla Ciebie, przecież wiesz, że dziś wyjeżdżam.

-A no tak, zapomniałam.-powiedziała i pocałowała mnie w policzek, wstałem po śniadanie i położyłem tace na łóżku.-Justin co tak skrzypi?-zapytała, chyba domyślając się.

-Nasi współlokatorzy mają braki seksualne.-zaczęliśmy się śmiać i jeść śniadanie.

-O której wyjeżdżasz?- zapytała nagle Jess.

-Tata mówił, że coś około 14.- odpowiedziałem jej, a ona kiwnęła głową. Jedliśmy w ciszy. Jess była jakaś dziwna.- W porządku?- spojrzałem na nią i zapytałem.

-Tak.- odpowiedziała prawie nie słyszalnie. Nie wierzyłem jej. Coś ją dręczyło. Sięgnąłem po jej rękę i przyciągnąłem ją na swoje kolana.

-Hej, ślicznotko. Co jest?- powiedziałem z troską w głosie i złapałem ją w pasie. Nie odpowiedziała mi tylko się we mnie wtuliła.

- Dwa tygodnie, to strasznie długo Justin.- odezwała się.

-Wcale, że nie. Zanim się obejrzysz będę z tobą.- pocałowałem ją w czoło.

- Nie wiem jak wytrzymam te dwa tygodnie bez ciebie.- przyznała.- Będę mocno, mocno tęsknić.- powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.

-Też będę mocno, mocno tęsknił.- po papugowałem po niej i obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Kiedy się uspokoiliśmy Jess usiadła na mnie okrakiem i spojrzała mi w oczy.

-Przyzwyczaiłam się, że jesteś cały czas przy mnie wiesz? Że opiekujesz się mną, robisz mi o takie śniadania.- wskazała na stół.- Trudno jest pozwolić ci na wyjazd chociaż na długie jak dla mnie dwa tygodnie.- powiedziała. Uśmiechnąłem się lekko i musnąłem jej usta.

- Kocham Cię Jessico.- powiedziałem w pocałunku i wyczułem jak moja dziewczyna się uśmiecha.

-Też Cię kocham.- odparła i pogłębiła pocałunek.- Pożegnajmy się jak należy, co?- powiedziała kiedy przerwaliśmy pocałunek, żeby złapać powietrza. Od razu zrozumiałem o co jej chodzi i uśmiechnąłem się łobuzersko. Wstałem i uniosłem Jess w stylu ślubnym. Zaniosłem ją do jej pokoju, a raczej już do naszego pokoju. Położyłem ją, a później sam ściągnąłem koszulkę i uniosłem się nad nią. Jess momentalnie przyssała się do moich ust. Oczywiście zrobiłem to samo. Po chwili przejechałem językiem po jej dolnej wardze, prosząc o dostęp. Udzieliła mi go. Nasze języki idealnie ze sobą grały. Zjechałem ręką od jej szyi zatrzymując się na gołym udzie. Jeździłem po nim ręką co widocznie się Jess spodobało, bo jęknęła mi w usta. Odwróciłem nas, że teraz ona była na górze. Oderwała się na chwilę ode mnie i ściągnęła swoją koszulkę, zostając w samym staniku i szortach.

-Jesteś taka seksowna.- powiedziałem do niej, ona uśmiechnęła się i zaczęła mnie całować. Odwróciłem nas znowu tak żebym to ja był na górze. Jess chyba nie była zadowolona z tego powodu, że nie mogła za dużo po dominować, bo jęknęła. Zjechałem pocałunkami na jej szyję i odnalazłem jej czuły punkt. Zacząłem go ssać, przez co z Jessici wydobywały się jęki co mnie podniecało i na pewno mogła już wyczuć wybrzuszenie w moich spodniach. Zjechałem ręką do jej spodenek i je zdjąłem. Całowałem jej dekolt i pieściłem jej boku. Po chwili pozbyliśmy się zupełnie naszych ubrań. Jessica była już cała mokra, więc w nią wszedłem. Zacząłem się powoli w niej poruszać.

-Justin... dalej.- wychrypiała Jess.  Chciała więcej. Posłuchałem jej i zacząłem pchać mocniej i szybciej. Jessica zaczęła krzyczeć z przyjemności.-Justin..- wymruczała Jess i owinęła nogi wokół mnie żeby czuć jeszcze większą przyjemność. Wiedziałem, że zaraz dojdzie, więc pchałem coraz szybciej.- Justin! Justin szybciej!- Jess krzyczała. Pchnąłem jeszcze z kilka razy i doszliśmy w tym samym momencie. Jej ścianki zacisnęły się wokół mojego przyjaciela, a ja wypełniłem ją płynem.

-Jesteś niesamowita.- powiedziałem ciężko oddychając.

-Ty też.- musnęła moje usta. Wyszedłem z niej i opadłem obok.

-Czy my jesteśmy tacy jak nasi współlokatorzy?-spytałem,śmiejąc się.

-Ależ skąd,Justin !-powiedziała Jesicca ,przytulona do mnie.

-Która godzina?-zapytałem.

-11.00,a o której mas zbyć u swojego taty?-zapytała.

-No właśnie się składa ,ze za godzinę,muszę się spakować.-powiedziałem.

-Mogę Ci pomóc,dziewczyny przyjdą dopiero o 14 ,także..-zaproponowała z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach .

-Chyba skorzystam.-zacząłem wstawać i ubierać się, kiedy Jess robiła to samo, uwielbiałem patrzeć na jej tyłek. Postanowiłem nic nie mówić jej o mojej niespodziance dla niej ,kiedy przyjadę. Myślę ,że będzie jej się to podobać, chciałbym po przyjeździe zabrać ją do studia tatuażu ,żebyśmy zrobili sobie tatuaże na karku, z naszymi imionami. Ja jej ,a ona moje .Byłem już prawie spakowany ,miałem do spakowania tylko: żel pod prysznic,pastę do zębów i takie rzeczy. Miała się tym zając Jess.

-Kochanie proszę. -podała mi torbę z tymi właśnie rzeczami.

-Dziękuje.-wziąłem od niej torbę i musnąłem ją w usta.-A więc gdzie zamierzacie dzisiaj z dziewczynami iść?

-Zapewne do galerii ,przydałyby mi się nowe buty i w ogóle.-odpowiedziała.-Juss jest już 11.45.

-O ja!Już się zbieram.-wziąłem torby ,zszedłem na dół i zapakowałem je do auta.Jesicca w międzyczasie ubrała się w pełni i wyszła przed dom..

-Będę tęsknić.-powiedziała ochrypiałym głosem,a łzy spływały jej po policzku.

-Ja też kochanie,ale proszę Cię nie płacz. Nie rób mi tego.- przytuliłem ją i po chwili już się uspokoiła i wtuliła się we mnie.

-Do zobaczenia misiu.-powiedziała odchodząc powoli.Wiedziałem ,że jest to dla niej trudne, ale co poradzę.Wsiadłem do auta i odjechałem,widziałem jak mi machała. Po chwili byłem już pod domem rodziców.

***

Jessica's POV:

Nie wiedziałam co mam ze sobą robić.Pobiegłam do naszej sypialni i wtuliłam się szybko w poduszkę .Rozbeczałam się jak małe dziecko.

-Jessica to tylko dwa tygodnie.-mówiłam do siebie, gdy usłyszałam kroki w moim pokoju.

-Siostra,czego płaczesz?-spytała Margaret.

-Justin wyjechał,na dwa tygodnie.-zaszlochałam-Sprawy zawodowe.

-No dobrze kochanie,ale czemu płaczesz?

-Tęsknie.-uspokoiła mnie trochę przytulając się do mnie,zaczęła mi opowiadać dowcipy itp.

-Nie będzie źle, siostrzyczko.-zachichotała,a ja razem z nią.

-Właśnie idziesz dzisiaj z nami na zakupy?-zapytałam już uspokojona.

-Pewnie,przyda się pare nowych ciuszków.-zaśmiałyśmy się.

***

Po dwóch godzinach przyszły dziewczyny i poszłyśmy do galerii. Pocieszały mnie, że Justin wróci zanim się obejrzę. W takich chwilach cieszysz się, że masz przyjaciółki. Z nimi zapominałam o świecie. Kochałam spędzać czas z moimi laskami. Bawiłyśmy się, śmiałyśmy, rozmawiałyśmy.

- To teraz może kawa?- zapytała Megan.

-Tak!- powiedziała z ekscytacją Ari. Zachichotałyśmy i wzięłyśmy się wszystkie pod pachę.

-Starbucks wita, dziewczyny.- powiedziała Nicol i otworzyła nam drzwi. Weszłyśmy do środka i usiadłyśmy na naszej ulubionej zielonej kanapie.

-Pójdę zamówić.- zaproponowałam.

-Ok.- odpowiedziała Marg. Podeszłam do lady i zamówiłam pięć mrożonych kaw. Poczułam czyiś wzrok na mnie. Ktoś mnie obserwował. Spojrzałam na dziewczyny, ale one żartowały i się śmiały, w ogóle na mnie nie patrząc. Rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie zauważyłam. Poczułam wibracje w mojej torebce. Pomyślałam, że to Justin, ale się myliłam. Odblokowałam telefon i odtworzyłam wiadomość.

Od: Nieznany

W końcu się zabawimy skarbie.

Ps. Zamów też kawę dla mnie.

Po przeczytaniu tej wiadomości zamurowało mnie. Ktoś mnie obserwował. Dlaczego? Kto to może być?

***********************************************************************************

Hej! Jak się podoba?
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszamy, że nie dodawałyśmy rozdziałów wcześniej, ale jakoś tak wyszło. Poprawimy się, obiecujemy tym bardziej, że będzie się działo. Nadal prosimy o komentarze ;)
@Julix @Alix

Czytasz=Komentujesz

sobota, 21 września 2013

Rozdział 35-" Wprowadzka i wyjazd."

***
Chyba nie ma sensu tego pisać,nikt nie komentuje ;( MÓWIMY WAM! KOMENTARZE MOŻNA DODAWAĆ ANONIMOWO !
***

Chłopaki pogadali jeszcze chwilkę ,a ja poszłam do pokoju rozpakować walizkę,którą przywiózł mi Justin.Byłam szczęśliwa,że zamieszkamy razem.Musiałam zostawić trochę miejsca na rzeczy Jussa.Powieszałam swoje rzeczy na wieszaki gdy ktoś wszedł do pokoju:

-Justin to ty?-zapytałam

-Tak skarbie to ja.-podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu.Odwzajemniłam przytulasa i zapytałam.

-Kiedy się wprowadzasz?

-Dzisiaj,zaraz jadę po swoje rzeczy,a jakoś w przyszłym tygodniu pojedziemy po nowe meble,co ty na to?-zaproponował

-Cieszę się, bardzo.-po moich słowach odwrócił mnie w swoją stronę i zaczął całować mnie po szyi.

-Chcę nagrodę.-całował mnie dalej zaczął ściskać moje pośladki

-Justin ,nie teraz.Przecież za chwilę ktoś tu może wejść.-nie wiedziałam jak temu zaprzestać

-Dobra,dobra,ale daj buziaka.-Pocałował mnie w usta i odszedł w stronę drzwi.

Justin's POV:

Zszedłem na dół i usiadłem na kanapie, obok Dana.

-Co oglądasz ?- zapytałem.

- Jakieś bzdury lecą, sam nie wiem co to jest.- oznajmił.

- Jak to nie wiesz co to jest?- do salonu weszła Marg.- To jest kultowy serial. Kurwa nie mówcie, że nie znacie.- wskoczyła na fotel.

-Marg, my jesteśmy prawdziwymi facetami. Myślisz, że oglądamy jakieś seriale? - zapytał Dan, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu na ustach. Bawiła mnie ich rozmowa. Słuchałem ich z ciekawością, kiedy zadzwonił mój telefon.

-Sorry.- powiedziałem do Dana i Marg i wyszedłem do kuchni, ale nawet nie wiem czy mnie zauważyli. Wyciągnąłem mojego iPhone z kieszeni i spojrzałem na ekran. Dzwonił tata.

-Halo?- odebrałem telefon i przyłożyłem do ucha.
-Cześć synu. O której będziesz w domu ?- usłyszałem głos ojca po drugiej stronie.
-Hej tato, będę za pół godziny a coś się stało?
-Nie, nic, tylko musimy porozmawiać o pracy.- powiedział.
-Ok, ja też muszę z wami pogadać.
-Więc dobrze. Widzimy się za pół godziny.- powiedział i się rozłączył. Schowałem iPhone do kieszeni moich spodni i ruszyłem w stronę pokoju Jess.

- Kochanie?- powiedziałem wchodząc do pokoju.

-Tak?- obróciła się od okna i spojrzała na mnie. Podszedłem do niej i złapałem ją w pasie.

-Będę musiał jechać do rodziców. Tata chce ze mną pogadać o pracy i myślę, że ja też z nimi pogadam o naszych planach.- powiedziałem.

-Okej. - uśmiechnęła się delikatnie.

-Postaram się przyjechać jak najszybciej.- pocałowałem ją w usta i wyszedłem z pokoju. Założyłem swoje Supry. Wyszedłem z domu i wsiadłem do swojego auta. Odpaliłem go i wjechałem na drogę. Rozpędzałem się coraz bardziej. Lubiłem szybką jazdę. Kilka minut później byłem na podjeździe domu. Wysiadłem z samochodu i podążyłem do drzwi. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Moja mama była w kuchni.

-Dzień dobry mamo.- podszedłem do niej i pocałowałem w policzek.

-Hej Justinku.- uśmiechnęła się promiennie.

-Gdzie tata ?- zapytałem

-A nie wiem, chyba w salonie.

- To chodź. - złapałem ją za rękę i zacząłem iść w stronę salonu.- Chciałbym z wami pogadać. - wytłumaczyłem

-Dobrze, więc mów.- powiedziała mama. Usiedliśmy na kanapie i zacząłem mówić.

-No... więc...j.. chc..- zacząłem się jąkać.

-Justin uspokój się. Mów o co chodzi.- mama złapała mnie za rękę i zachęciła.

- Przeprowadzam się do Jessici. Chcemy razem zamieszkać.- powiedziałem.

-A czy ona się zgadza?- zapytał tata.

-Tak, oczywiście.

-Więc, dobrze.- zgodził się tata. Nie spodziewałem się, że taka będzie ich reakcja.

-Ale nie macie nic przeciwko?- zapytałem.

-Kochanie, Jessica to naprawdę fajna dziewczyna, dlaczego mielibyśmy być przeciwko. A tak po za tym jesteście już dorośli. - powiedziała mama z uśmiechem.

-Kocham was.- powiedziałem i przytuliłem mamę.

-Też cię kochamy synku.- powiedziała mama i wyszła z salonu.

-Więc tato, o czym chciałeś gadać ?

- Justin chodzi mi o pracę. Mamy wyjazd służbowy za dwa dni i ty też będziesz musiał jechać.- oznajmił mój ojciec.

-Na jak długo ?- zapytałem.

-Na tydzień lub więcej, ale są z tego niezłe pieniądze.- powiedział i spojrzał na mnie.- To jak jedziesz ?

- Tak, nie mam innego wyjścia. Zresztą kasa mi się przyda.- uśmiechnąłem się.

-Cieszę się.- powiedział.

-To ja teraz pójdę zabrać swoje rzeczy.- powiedziałem, wstałem z kanapy i poszedłem do mojego pokoju.

Jessica's POV:

Byłam ciekawa ,co chciał od Jussa jego ojciec.Na pewno chodzi o pracę,ale przecież to nic.Postanowiłam napisać sms'y do dziewczyn z prośbą o spotkanie.Tęskniłam za nimi-bardzo,bardzo,bardzo.Dostałam bardzo szybką odpowiedź-umówiłyśmy się na pojutrze pod moim domem.Nasz cel?Oczywiście galeria niedaleko mnie.Musiałabym kupić sobie coś nowego.Położyłam się na łóżku i włączyłam TV,akurat leciał jakiś teleturniej,ze względu na to,że nic nie leciało zaczęłam go oglądać .Uświadomiłam sobie,że teraz z Justinem stworzymy malutką(jak na razie) rodzinkę.Nadal nie mogę uwierzyć w to,że spotkało mnie takie szczęście-spotkałam Jussa.Rozmyślałam,marzyłam sobie gdy ktoś wszedł do pokoju ,podchodząc do telewizora wyłączył go:

-Kochanie to ja-usłyszałam znajomy głos mojego chłopaka-Musimy pogadać

-Nie wprowadzasz się?-spytałam ze smutkiem na twarzy

-Nie o to chodzi,moje rzeczy mam w samochodzie,ale chodzi o to ,że mam pilny wyjazd z ojcem ,chodzi o firmę.-odpowiedział mi,a ja uspokoiłam się

-Justin przecież mówiłam Ci ,że masz się mną nie przejmować .Praca to praca,ja to ja .Wiem ,że jestem dla Ciebie ważna,ale obiecałam Ci,że nie będę miała nic przeciwko Twoim wyjazdom tak?

-No tak,ale ja będę tęsknił,my pojedziemy tak na tydzień lub dwa.-zasmucał się

-Justin! Są telefony,laptopy.Będziemy pisali przez sms'y i dzwonili do siebie.

-No dobrze.-po tych słowach zaczął się do mnie dobierać.Wsadził mi rękę pod bluzkę i zaczął gładzić i łaskotać mój brzuch.

-Kurwa! Na co ty liczysz?-zachichotałam z cichutkimi jękami

-Za dwa dni wyjeżdżam,nie będziemy się kochać przez dwa tygodnie.Jess nie bądź taka.- uległam mu. Delikatnie ściągnął mi bluzkę i dobierał się do stanika,ale mu na to nie pozwoliłam ,sięgnęłam rękami do jego spodni i je odpiełam.Justin wstał ściągając spodnie i bokserki po czym rzucił je gdzieś w kąt.Przyssał się do moich ust niczym pijawka.Podnosiłam się powoli,nie pozwalając Justinowi przestać mnie całować.Ściągnęłam stanik oraz dresy.Pozostałam w samych majtkach,były one skąpe.Widziałam jak on na mnie patrzy.Chciał czegoś więcej,nie zaprzeczę bo ja też.Zaczął pieścić moje piersi i raz po raz przygryzał moje stojące sutki.Pojękiwaliśmy raz po raz z podniecenia.Po chwili zabawy Justin gwałtownie we mnie wszedł,a ja krzyknęłam z bólu,który po chwili zamienił się w rozkosz.Czułam jak ciepła maź wypełnia mnie od środka.

POV Justin:

Chciałem jej tu u teraz,nie obchodziło mnie to ,że jest dzień i inni domownicy są akurat w domu.Wiedziałem,że to ostatni seks przed wyjazdem,więc musiałem dać z siebie wszystko.

Wszedłem w nią i poruszałem się delikatnie,ale potem zacząłem bardzo gwałtowne ruchy.Jessica swoimi jękami podniecała mnie coraz bardziej.Czułem ,że zaraz dojdziemy.Spuściłem jej się a ona cichutko krzykła.

-Obiecuję Ci,że jak przyjadę to pojedziemy na wakacje do ciepłych krajów,sama wybierzesz.-wyszeptałem jej w usta ,nadal w niej będąc.

-Juu..Juustin  kontynuuj. -jęczała

***

Po chwili było już po wszystkim,moja księżniczka prosiła mnie abym poszedł jej po coś do picia.Zszedłem po schodach i od razu zostałem "zaatakowany".

-Ja pierdole,szwagier co wy tam robiliście do chuja?-zapytała Marg

-No...o my tylko rozmawialiśmy.-zawstydziłem się,w ogóle co ją to obchodzi.

-Dobra,dobra stary my już wiemy.-śmiał się Dan-Jakiś koleś przywiózł niezłą furę w panterkę,to do was?-zapytał

-Ooo świetnie przyjechało auto Jess.-ucieszyłem się i nawet zapomniałem wziąć dla niej sok. Pobiegłem na górę, do Jess.

-Hej, twoje autko przyjechało.- powiadomiłem ją i w tym samym czasie ubrałem bluzkę.

-O to świetnie.- uśmiechnęła się.- A tak w ogóle masz dla mnie picie?

- Oj, kochanie zapomniałem. Sorry.- słodko się uśmiechnąłem, a ona pokiwała głową- Zaparkuję auto w inne miejsce. Zaraz wracam.- powiedziałem i wyszedłem z pokoju. Popędziłem na zewnątrz i wziąłem kluczyki od mojego kumpla, który miał się zająć dostarczeniem auta.

-Dzięki stary.- powiedziałem do niego i podałem rękę.

-Spoko. Ja muszę lecieć. Na razie.- brunet uścisnął moją rękę i poszedł w stronę parku. Wsiadłem do samochodu i zaparkowałem go na podjeździe domu obok mojego  Lamborghini.  Zgasiłem silnik i wysiadłem. Wszedłem do domu, a później do kuchni gdzie stała Jess ubrana w jakąś luźną bluzkę. Wyglądała seksownie. Poszedłem do niej i objąłem ją od tyłu.

-Co robisz ?- zapytałem.

-Zgłodniałam, więc robię sobie jakąś przekąskę, a no i musiałam zejść się napić.- powiedziała.

-Kiedy zjesz zabieram cię okej ?- wyszeptałem jej do ucha.

-Gdzie?- zanim zdążyłem odpowiedzieć zaczęła mówić.- I nie mów mi, że niespodzianka, bo mam już tego po uczy. Serrio Justin, powiedz mi gdzie jedziemy i bez żadnych wykrętów. - mówiła i smarowała sobie chleb masłem orzechowym. Obróciłem ją w swoją stronę, tak że teraz praktycznie stykaliśmy się nosami.- Ejj!- Jess zapiszczała.

***
Po około godzinie. Byliśmy na miejscu. Kupiłem dwa bilety i weszliśmy do środka. Było widać, że Jess spodobał się ten pomysł.

- Nie pamiętam kiedy tu ostatnio byłam.- powiedziała szczerze.- Ostatni raz to było chyba z rodzicami, gdy miałam 15 lat.

-To dużo czasu.- powiedziałem. Nastała cisza. - Chodź!- złapałem Jessicę za rękę i poprowadziłem.- Kupmy sobie lody i pozwiedzajmy zoo.- powiedziałem, a Jess tylko zachichotała. - Jaki chcesz smak ?- zapytałem, gdy już staliśmy w kolejce po lody.

-Truskawkowy.- powiedziała z uśmiechem.

-Dobra, ja wezmę sobie waniliowe.

***

Chodziliśmy po zoo z dobrą godzinę. Jess praktycznie cały czas się śmiała, gdy zobaczyła jakieś dziwne zwierzę, co mnie też przyprawiało o uśmiech. Fajnie widzieć jak jest taka szczęśliwa.

-Justin! Chodź na tą kolejkę !- powiedziała podekscytowana Jess i wskazała palcem na żółtą ciuchcie, która 'jeździła' po zoo.

-Co? Chyba sobie żartujesz.- zaśmiałem się.- Ja szybciej chodzę.

-No weź! Chodź! Proszę.- zaczęła mnie błagać.

-Dobra, chodź.- wiedziałem, że w końcu jej ulegnę. Złapałem ją za rękę i weszliśmy do ciuchci. Usiedliśmy na wolnych miejscach koło siebie. Po chwili, gdy wszyscy zajęli miejsca, kolejka ruszyła. Koło mnie i Jess praktycznie nikt nie siedział, może z trzy osoby, a to dlatego, że usiedliśmy na tyle. Nie spodziewanie Jess obróciła się w moją stronę i usiadła na mnie okrakiem. Spojrzała mi w oczy i zaczęła całować. Byłem zaskoczony, więc od razu nie odwzajemniłem pocałunku. Podobało mi się.

-Fuj!- usłyszałem za sobą cichy głosik. Odwróciłem się i spojrzałem na dzieciaka, który siedział za nami, Jess zrobiła to samo.

-Co?- zapytałem.

-To jest ohydne. Możecie tego tu nie robić?- powiedział mały blondynek, na co ja wybuchłem śmiechem a Jess się zawstydziła i zeszła ze mnie.

***

Pół godziny później byliśmy w domu.

-Dziękuję ci.- Jess podeszła do mnie i złożyła słodki pocałunek na ustach.

-Za co?- zapytałem

-Za wszystko.- uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Sam też się uśmiechnąłem.

***********************************************************************************
Rozdział długi, bo piszemy teraz razem i jest więcej pomysłów ;)
A i przypominamy o komentarzach ! One naprawdę nas dopingują, a jeżeli będzie tak jak teraz to na prawdę rozważamy poważnie decyzję z przestaniem pisania.  @Alix @Julix

sobota, 14 września 2013

Rozdział 34-"W końcu w domu"

****
Posłuchajcie ! Zostawiajcie komentarze mogą być nawet anonimowe, mogą to być zwykłe emotikony, każdy komentarz się liczy! Dokładnie nie wiemy ile osób to czyta i czy w ogóle jest sens pisania tego :D PROSIMY!:*

****

Justin zawiózł mnie do domu i powiedział ,że przyjedzie do mnie jutro-ten noc musimy spędzić osobno w swoich domach ,taki odpoczynek przyda nam się .

-Do jutro kotku-mówiąc to pocałował mnie w policzek. Wysiadłam z auta i szłam po dróżce ,która prowadziła do domu,byłam tak zafascynowana,że zapomniałam o walizce z ubraniami,laptopie ...Zabrałam tylko torebkę.Byłam tak rozkojarzona,nie wiedziałam czy będę potrafiła rozmawiać z Margaret,przecież pokłóciłyśmy się przed wyjazdem.Weszłam do domu,drzwi były otwarte.Margaret i Dan siedzieli w salonie,przytuleni do siebie,miło było zobaczyć ich po takim czasie:

-Cześć-skradłam się do pomieszczenia ,w którym się znajdowali i przywitałam się.

-O młoda,wróciłaś,a gdzie tatulek?-zachochotał Dan

Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu-Co ? Jaki tatulek-nie wiedziałam o co mu chodziło

-Yyyyy...To wy nie pojechaliście spłodzić Bieber'ka?-znowu śmiał się Dan

-Kochanie,przestań-zaprotestowała Margaret , po czym podbiegła do mnie przytulając się.-Stęskniłąm się za Tobą,pomińmy tą kłótnie,proszę.Wybacz mi ! Pozwól zamieszkać tutaj Dan'owi.Jeśli chcesz Justin też może tutaj zamieszkać.

-Margaret! Ja też się za Tobą stęskniłam  i zgadzam się na to wszystko,ale proszę Cię nie tak wszystko na raz -zachochotałam,a zaraz ona dołączyła do mnie-Z tego zestresowania zapomniałam walizki z samochodu Justina.-Margaret złapała mnie za rękę i oprowadziła mnie po domu.Opowiedziała mi,że zrobili remont.Przenieśli mnie na większy pokój i ich też.Przyda nam się więcej miejsca.W końcu zeszliśmy na dół,nawet nie zdążyłam pochwalić się,że zdałam prawo jazdy.

-No,to opowiadajcie ,co tam się działo jak nas nie było-zaproponowałam,a po chwili Margaret wyciągnęła rękę w moją stronę ,spojrzałam na jej palce ,a tam ukazał mi się piękny pierścionek z diamentem

-Zaręczyliśmy się-powiedział Dan

-Nie no kochani,nie wierzę,gratulacje-byłam szczęśliwa i od razu przytuliłam każdego z nas,po policzku spływały mi łzy wzruszenia,podstawiłam do tej sytuacji mnie i Jussa,nie mogę doczekać się tego momentu.

-No,a co tam było słychać u Ciebie siostra?Gdzie ty w ogóle byłaś?

-Byliśmy w Kanadzia,a dokładniej u dziadków Justina,on obiecał mi,że kiedyś na pewno mnie tam zabierze no i to zrobił.

-A zabezpieczaliście się chociaż-śmiał się Dan

-Ja pierdole jaki kretyn,Marg weź go jebnij-śmiałąm się z niego,tak na prawdę bardzo go lubiłam

-Dan,proszę Cię-Margaret powiedziała do niego i musnęła lekko jego usta,to jeszcze nie było takie obleśne.

-No i zdałam prawo jazdy,Jutro do L.A przyjeżdża moja panterka

-Co ty gadasz?Serio?-zafascynowana Margaret przytuliła mnie

-No mówię Ci,jutro rano,auto ma tutaj być,skoczymy sobie na jakieś zakupy.

***

Justin's POV :

Moja kochana niezdara zapomniałą o walizce,chciałem się cofnąć i jej podrzucić ,ale byłem już zmęczony,a tak w ogóle to tęskniłem już za rodzicami. Jazda zajęła mi chwilę,zaparkowałem przed domem,wiedziałe,że  ktoś jest w domu.bo świeciły się światła.Wszedłęm do domu:

-Justin!Synku!Gdzie ty się podziewałeś?-zapytałam zaniepokojona mama

-Cześć wszystkim,spokojnie mamo,byłem z Jesiccą u dziadków w Kanadzie,nie ma się o co martwić.-uspokoiłem ją

-Ale dlaczego nie dałeś znaku życia?Policja Cię szukała-zapytał tata

-Przepraszam,ale jak to szukała?To już nie szuka?-byłem zdziwiony

-Nie,już nie ,dali sobie z Tobą spokój,mają teraz inne sprawy.-odpowiedział mi tata,mama zrobiłą mi w tym czasie moje ulubione kakao,byłem strasznie zmarznięty.

-Na przykład?Co robią?-byłem ciekawski

-Dwie dzielnice stąd doszło do zabójstwa młodej dziewczyny,szukają sprawcy-wtrąciła mama

-Boże ,co się tutaj działo synu-powiedział tata

-Wyobrażam to sobie tato-zachichotałem

-A gdzie Jesicca?-spytała mama

-Postanowiliśmy od siebie odpocząć do jutra-śmiałem się

-Och ta dzisiejsza młodzież-tata śmiał się

Wypiłem kakao i poszedłem do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku, byłem zmęczony, myślałem tylko o śnie no i oczywiście o Jess.Postanowiłem napisać do niej sms:

Do:Kotek<33

Tęsknię ;c Dobranoc<3

Po chwili miałem już odpowiedź:

Od:Kotek<33

Ja również,erotycznych snów heheh <3 Kocham Cię!

Gdy przeczytałem tego sms od razu się uśmiechnąłem. Jessica umiała sprawić, że na mojej twarzy od razu pojawiał się 'banan', za to ją kocham,jest jedyna i nie powtarzalna.Czasem myślę sobie o przyszłości. Co będzie z nami? Ze mną i Jess? Czas pokaże, ale wiem na pewno, że chcę z nią spędzić moje życie, nie zależnie co się będzie działo zawsze będę przy niej.

***

Jessica's POV :

Wstałam rano około 10. Poszłam do kuchni. Nikogo nie było. Widocznie Marg i Dan jeszcze spali. Wzięłam miskę, nasypałam do niej płatków i wlałam mleko. Gdy wyszłam z kuchni podążyłam do łazienki  się ogarnąć. Wzięłam ze sobą krótkie, przetarte jeansowe szorty i białą, luźną bluzkę. Wzięłam szybki poranny prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w rzeczy, które przygotowałam. Włosy związałam w niechlujnego koka i nałożyłam lekko podkład i tusz do rzęs, to wszystko. Gdy już załatwiłam wszystko w łazience poszłam do mojego pokoju, włączyłam laptopa i zalogowałam się na facebook'u i na twitterze. Musiałam ogarnąć co się działo, bo u dziadków weszłam może z kilka razy na te strony i może napisałam z dziesięć twittów, nie więcej. Sama jestem w szoku, ale myślę, że to przez to że nie miałam czasu, u nich tak wiele się działo. Mniejsza z tym, postanowiłam to teraz nadrobić. Zaczęłam pisać co działo się u dziadków Justina i jak było cudownie. Nagle usłyszałam jakieś hałasy, ale to zignorowałam i wróciłał do mojego laptopa. Nie minęła chwila, a w mojej kieszeni zawibrował telefon. Wyciągnęłam go i zobaczyłam, że Justin do mnie dzwoni. Uśmiechnęłam się i odebrałam.

-Tak?- przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej kochanie, podejdź do okna okej? - powiedział, słychać było, że jest zadowolony.
-Okej? Ale po co?-zapytałam.
-Nie zadawaj pytań tylko podejdź.- powiedział i się rozłączył.

Odłożyłam laptopa i podeszłam do mojego okna balkonowego. Zobaczyłam Justina, który stał na balkonie z uśmiechem na ustach i opakowaniem truskawek w rękach. Zachichotałam.

-Co ty tu robisz? Dlaczego nie wszedłeś drzwiami?- zapytałam, gdy otworzyłam Justinowi drzwi balkonowe.

-A może tak najpierw byś się przywitała co?- uśmiechną się łobuzersko. Przewróciłam oczami i dałam mu słodkiego buziaka.- Tak lepiej.- zaśmiał się.

- Więc?- zapytałam.

-Pomyślałem, że fajnie będzie wejść do ciebie przez balkon i zrobić ci niespodziankę.- powiedział i wszedł do mojego pokoju.

-Uuu... jak słodko.- zachichotałam.

-Cholera!- warknął Justin, gdy usiadł na moje łóżko.

-Co jest?- zapytałam. Nie odpowiedział, tylko zaczął coś mówić.

-Może to i było słodkie, ale już nigdy tego nie powtórzę.- powiedział tak śmiesznie, że nie mogłam się nie śmiać.

-Czemu?- zapytałam.

-Bo spadłem, gdy się wspinałem, a teraz boli mnie cała dupa.- powiedział pocierając swoje plecy.

-Oj biedactwo.- zaśmiałam się.

-Nie śmiej się ze mnie.- powiedział ostro, ale nadal nie przestałam się śmiać.- Chciałem być romantyczny tak jak w tych filmach to wszystko.- dodał i podał mi pudełko z truskawkami. Zachichotałam

-Dobrze, może i trochę ci to nie wyszło, ale dziękuję.- pocałowałam go w policzek.- To co zjemy te truskawki czy co? Bo przyznam, że mam na nie ochotę.- powiedziałam szerokim uśmiechem na ustach, po chwili zauważyłam też taki u Justina.Jedzenie truskawek było takie słodkie,że ogonki od nich leżały po całym pokoju-karmiliśmy się wzajemnie.

-A jak tam gołąbeczki?-spytał

-Wczoraj po przyjeździe ich widziałam,mieli się dobrze,ale rano śniadanie jadłam sama oni chyba jeszcze śpią-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy-Właśnie rozmawiałam z Margaret tak na poważnie i zdecydowałyśmy,że jeśli zechcesz będziesz mógł u nas zamieszkać-uśmiechnęłam się

-Co ty gadasz..kochanie,na serio?-widać było,że był "zamurowany"

-Tak to czysta prawda,to jak wprowadzasz się?-zapytałam

-Pewnie,jeśli zamieszkamy razem będziemy mogli zrealizować nasz plan-nie wiedziałam o jaki plan mu chodzi

-Jaki plan?

-Nie wychodzenia z łóżka-zachichotał-Ale ja też będę miał sprawy rodzinne no i oczywiście firma ojca,wiesz wyjazdy itp.

-Głupek...Kochanie ja wszystko rozumiem ,nie ma się o co martwić-zapewniłam go po czym pocałowałam go lekko w czoło.a on przytulił mnie do siebie

-Ee...mała mam taki plan-zachichotał,od kiedy on mówi na mnie mała?-Chodź zrobimy im mokrą pobudkę.-śmiał się

-Justin ... Jesteś taki okrutny-warknęłam,ale przyznam,że byłąm zadowolona takim pomysłem,w końcu odegrałabym się .Poszliśmy do łazienki i zabraliśmy jakieś małe pojemniczki po soli morskiej i napełniliśmy je wodą.Podążaliśmy w stronę sypialni Margaret i Dan'a i w końcu schwytaliśmy za klamkę wchodząc do środka.Narzeczeni byli wtuleni w siebie i słodko spali:

-Jess ty oblewasz Margaret a ja Dan'a-szeptał Justin

-Okej-powieedziałam,troszkę głośno-Kochanie oni się zaręczyli-oznajmniłam

-To super,Danuś będzie zadowolony-śmiał się.Zaczęliśmy realizować nasz plan,podeszliśmy do łóżka-ja z jednej strony,Juss z drugiej.

-Na trzy...-uśmiechnęłam się

-Raz...

-Dwa... i....

-Trzy...-krzyknęliśmy ,oblewając młodych wodą-niezły ubaw

-Kurwa...-warknął Dan-Jak tu mokro,co się tu do chuja dzieje-był oburzony,ale na szczęście do żartów . Wstał i przywitał się z moim chłopakiem

-Kupe miesięcy stary-Justin przywitał się-Gdzie mały Dan ,albo Marg?-zachichotał

-Siemanko,no a ty gdzie masz Bieber'ka?

-Eeee...szwagier stopuj wodze-śmiałam się,a oni razem ze mną...



*********************************************************************************
Przepraszamy,że znowu nie dałyśmy w piątek,ale mi @Julix zepsuł się laptop-mam u naprawy.Postanowiłyśmy,że od teraz będziemy dodawały co sobote,nie nadrabiamy z @Alix.
Nauka,kartkówki,wiersze i te sprawy.Bardzo was przepraszamy<3 I prosimy o wyrozumiałość.Zróbcie coś z notką na początku :D:D:D xd

@Julix i @Alix


Ola to dla Ciebie-<3333