sobota, 21 września 2013

Rozdział 35-" Wprowadzka i wyjazd."

***
Chyba nie ma sensu tego pisać,nikt nie komentuje ;( MÓWIMY WAM! KOMENTARZE MOŻNA DODAWAĆ ANONIMOWO !
***

Chłopaki pogadali jeszcze chwilkę ,a ja poszłam do pokoju rozpakować walizkę,którą przywiózł mi Justin.Byłam szczęśliwa,że zamieszkamy razem.Musiałam zostawić trochę miejsca na rzeczy Jussa.Powieszałam swoje rzeczy na wieszaki gdy ktoś wszedł do pokoju:

-Justin to ty?-zapytałam

-Tak skarbie to ja.-podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu.Odwzajemniłam przytulasa i zapytałam.

-Kiedy się wprowadzasz?

-Dzisiaj,zaraz jadę po swoje rzeczy,a jakoś w przyszłym tygodniu pojedziemy po nowe meble,co ty na to?-zaproponował

-Cieszę się, bardzo.-po moich słowach odwrócił mnie w swoją stronę i zaczął całować mnie po szyi.

-Chcę nagrodę.-całował mnie dalej zaczął ściskać moje pośladki

-Justin ,nie teraz.Przecież za chwilę ktoś tu może wejść.-nie wiedziałam jak temu zaprzestać

-Dobra,dobra,ale daj buziaka.-Pocałował mnie w usta i odszedł w stronę drzwi.

Justin's POV:

Zszedłem na dół i usiadłem na kanapie, obok Dana.

-Co oglądasz ?- zapytałem.

- Jakieś bzdury lecą, sam nie wiem co to jest.- oznajmił.

- Jak to nie wiesz co to jest?- do salonu weszła Marg.- To jest kultowy serial. Kurwa nie mówcie, że nie znacie.- wskoczyła na fotel.

-Marg, my jesteśmy prawdziwymi facetami. Myślisz, że oglądamy jakieś seriale? - zapytał Dan, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu na ustach. Bawiła mnie ich rozmowa. Słuchałem ich z ciekawością, kiedy zadzwonił mój telefon.

-Sorry.- powiedziałem do Dana i Marg i wyszedłem do kuchni, ale nawet nie wiem czy mnie zauważyli. Wyciągnąłem mojego iPhone z kieszeni i spojrzałem na ekran. Dzwonił tata.

-Halo?- odebrałem telefon i przyłożyłem do ucha.
-Cześć synu. O której będziesz w domu ?- usłyszałem głos ojca po drugiej stronie.
-Hej tato, będę za pół godziny a coś się stało?
-Nie, nic, tylko musimy porozmawiać o pracy.- powiedział.
-Ok, ja też muszę z wami pogadać.
-Więc dobrze. Widzimy się za pół godziny.- powiedział i się rozłączył. Schowałem iPhone do kieszeni moich spodni i ruszyłem w stronę pokoju Jess.

- Kochanie?- powiedziałem wchodząc do pokoju.

-Tak?- obróciła się od okna i spojrzała na mnie. Podszedłem do niej i złapałem ją w pasie.

-Będę musiał jechać do rodziców. Tata chce ze mną pogadać o pracy i myślę, że ja też z nimi pogadam o naszych planach.- powiedziałem.

-Okej. - uśmiechnęła się delikatnie.

-Postaram się przyjechać jak najszybciej.- pocałowałem ją w usta i wyszedłem z pokoju. Założyłem swoje Supry. Wyszedłem z domu i wsiadłem do swojego auta. Odpaliłem go i wjechałem na drogę. Rozpędzałem się coraz bardziej. Lubiłem szybką jazdę. Kilka minut później byłem na podjeździe domu. Wysiadłem z samochodu i podążyłem do drzwi. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Moja mama była w kuchni.

-Dzień dobry mamo.- podszedłem do niej i pocałowałem w policzek.

-Hej Justinku.- uśmiechnęła się promiennie.

-Gdzie tata ?- zapytałem

-A nie wiem, chyba w salonie.

- To chodź. - złapałem ją za rękę i zacząłem iść w stronę salonu.- Chciałbym z wami pogadać. - wytłumaczyłem

-Dobrze, więc mów.- powiedziała mama. Usiedliśmy na kanapie i zacząłem mówić.

-No... więc...j.. chc..- zacząłem się jąkać.

-Justin uspokój się. Mów o co chodzi.- mama złapała mnie za rękę i zachęciła.

- Przeprowadzam się do Jessici. Chcemy razem zamieszkać.- powiedziałem.

-A czy ona się zgadza?- zapytał tata.

-Tak, oczywiście.

-Więc, dobrze.- zgodził się tata. Nie spodziewałem się, że taka będzie ich reakcja.

-Ale nie macie nic przeciwko?- zapytałem.

-Kochanie, Jessica to naprawdę fajna dziewczyna, dlaczego mielibyśmy być przeciwko. A tak po za tym jesteście już dorośli. - powiedziała mama z uśmiechem.

-Kocham was.- powiedziałem i przytuliłem mamę.

-Też cię kochamy synku.- powiedziała mama i wyszła z salonu.

-Więc tato, o czym chciałeś gadać ?

- Justin chodzi mi o pracę. Mamy wyjazd służbowy za dwa dni i ty też będziesz musiał jechać.- oznajmił mój ojciec.

-Na jak długo ?- zapytałem.

-Na tydzień lub więcej, ale są z tego niezłe pieniądze.- powiedział i spojrzał na mnie.- To jak jedziesz ?

- Tak, nie mam innego wyjścia. Zresztą kasa mi się przyda.- uśmiechnąłem się.

-Cieszę się.- powiedział.

-To ja teraz pójdę zabrać swoje rzeczy.- powiedziałem, wstałem z kanapy i poszedłem do mojego pokoju.

Jessica's POV:

Byłam ciekawa ,co chciał od Jussa jego ojciec.Na pewno chodzi o pracę,ale przecież to nic.Postanowiłam napisać sms'y do dziewczyn z prośbą o spotkanie.Tęskniłam za nimi-bardzo,bardzo,bardzo.Dostałam bardzo szybką odpowiedź-umówiłyśmy się na pojutrze pod moim domem.Nasz cel?Oczywiście galeria niedaleko mnie.Musiałabym kupić sobie coś nowego.Położyłam się na łóżku i włączyłam TV,akurat leciał jakiś teleturniej,ze względu na to,że nic nie leciało zaczęłam go oglądać .Uświadomiłam sobie,że teraz z Justinem stworzymy malutką(jak na razie) rodzinkę.Nadal nie mogę uwierzyć w to,że spotkało mnie takie szczęście-spotkałam Jussa.Rozmyślałam,marzyłam sobie gdy ktoś wszedł do pokoju ,podchodząc do telewizora wyłączył go:

-Kochanie to ja-usłyszałam znajomy głos mojego chłopaka-Musimy pogadać

-Nie wprowadzasz się?-spytałam ze smutkiem na twarzy

-Nie o to chodzi,moje rzeczy mam w samochodzie,ale chodzi o to ,że mam pilny wyjazd z ojcem ,chodzi o firmę.-odpowiedział mi,a ja uspokoiłam się

-Justin przecież mówiłam Ci ,że masz się mną nie przejmować .Praca to praca,ja to ja .Wiem ,że jestem dla Ciebie ważna,ale obiecałam Ci,że nie będę miała nic przeciwko Twoim wyjazdom tak?

-No tak,ale ja będę tęsknił,my pojedziemy tak na tydzień lub dwa.-zasmucał się

-Justin! Są telefony,laptopy.Będziemy pisali przez sms'y i dzwonili do siebie.

-No dobrze.-po tych słowach zaczął się do mnie dobierać.Wsadził mi rękę pod bluzkę i zaczął gładzić i łaskotać mój brzuch.

-Kurwa! Na co ty liczysz?-zachichotałam z cichutkimi jękami

-Za dwa dni wyjeżdżam,nie będziemy się kochać przez dwa tygodnie.Jess nie bądź taka.- uległam mu. Delikatnie ściągnął mi bluzkę i dobierał się do stanika,ale mu na to nie pozwoliłam ,sięgnęłam rękami do jego spodni i je odpiełam.Justin wstał ściągając spodnie i bokserki po czym rzucił je gdzieś w kąt.Przyssał się do moich ust niczym pijawka.Podnosiłam się powoli,nie pozwalając Justinowi przestać mnie całować.Ściągnęłam stanik oraz dresy.Pozostałam w samych majtkach,były one skąpe.Widziałam jak on na mnie patrzy.Chciał czegoś więcej,nie zaprzeczę bo ja też.Zaczął pieścić moje piersi i raz po raz przygryzał moje stojące sutki.Pojękiwaliśmy raz po raz z podniecenia.Po chwili zabawy Justin gwałtownie we mnie wszedł,a ja krzyknęłam z bólu,który po chwili zamienił się w rozkosz.Czułam jak ciepła maź wypełnia mnie od środka.

POV Justin:

Chciałem jej tu u teraz,nie obchodziło mnie to ,że jest dzień i inni domownicy są akurat w domu.Wiedziałem,że to ostatni seks przed wyjazdem,więc musiałem dać z siebie wszystko.

Wszedłem w nią i poruszałem się delikatnie,ale potem zacząłem bardzo gwałtowne ruchy.Jessica swoimi jękami podniecała mnie coraz bardziej.Czułem ,że zaraz dojdziemy.Spuściłem jej się a ona cichutko krzykła.

-Obiecuję Ci,że jak przyjadę to pojedziemy na wakacje do ciepłych krajów,sama wybierzesz.-wyszeptałem jej w usta ,nadal w niej będąc.

-Juu..Juustin  kontynuuj. -jęczała

***

Po chwili było już po wszystkim,moja księżniczka prosiła mnie abym poszedł jej po coś do picia.Zszedłem po schodach i od razu zostałem "zaatakowany".

-Ja pierdole,szwagier co wy tam robiliście do chuja?-zapytała Marg

-No...o my tylko rozmawialiśmy.-zawstydziłem się,w ogóle co ją to obchodzi.

-Dobra,dobra stary my już wiemy.-śmiał się Dan-Jakiś koleś przywiózł niezłą furę w panterkę,to do was?-zapytał

-Ooo świetnie przyjechało auto Jess.-ucieszyłem się i nawet zapomniałem wziąć dla niej sok. Pobiegłem na górę, do Jess.

-Hej, twoje autko przyjechało.- powiadomiłem ją i w tym samym czasie ubrałem bluzkę.

-O to świetnie.- uśmiechnęła się.- A tak w ogóle masz dla mnie picie?

- Oj, kochanie zapomniałem. Sorry.- słodko się uśmiechnąłem, a ona pokiwała głową- Zaparkuję auto w inne miejsce. Zaraz wracam.- powiedziałem i wyszedłem z pokoju. Popędziłem na zewnątrz i wziąłem kluczyki od mojego kumpla, który miał się zająć dostarczeniem auta.

-Dzięki stary.- powiedziałem do niego i podałem rękę.

-Spoko. Ja muszę lecieć. Na razie.- brunet uścisnął moją rękę i poszedł w stronę parku. Wsiadłem do samochodu i zaparkowałem go na podjeździe domu obok mojego  Lamborghini.  Zgasiłem silnik i wysiadłem. Wszedłem do domu, a później do kuchni gdzie stała Jess ubrana w jakąś luźną bluzkę. Wyglądała seksownie. Poszedłem do niej i objąłem ją od tyłu.

-Co robisz ?- zapytałem.

-Zgłodniałam, więc robię sobie jakąś przekąskę, a no i musiałam zejść się napić.- powiedziała.

-Kiedy zjesz zabieram cię okej ?- wyszeptałem jej do ucha.

-Gdzie?- zanim zdążyłem odpowiedzieć zaczęła mówić.- I nie mów mi, że niespodzianka, bo mam już tego po uczy. Serrio Justin, powiedz mi gdzie jedziemy i bez żadnych wykrętów. - mówiła i smarowała sobie chleb masłem orzechowym. Obróciłem ją w swoją stronę, tak że teraz praktycznie stykaliśmy się nosami.- Ejj!- Jess zapiszczała.

***
Po około godzinie. Byliśmy na miejscu. Kupiłem dwa bilety i weszliśmy do środka. Było widać, że Jess spodobał się ten pomysł.

- Nie pamiętam kiedy tu ostatnio byłam.- powiedziała szczerze.- Ostatni raz to było chyba z rodzicami, gdy miałam 15 lat.

-To dużo czasu.- powiedziałem. Nastała cisza. - Chodź!- złapałem Jessicę za rękę i poprowadziłem.- Kupmy sobie lody i pozwiedzajmy zoo.- powiedziałem, a Jess tylko zachichotała. - Jaki chcesz smak ?- zapytałem, gdy już staliśmy w kolejce po lody.

-Truskawkowy.- powiedziała z uśmiechem.

-Dobra, ja wezmę sobie waniliowe.

***

Chodziliśmy po zoo z dobrą godzinę. Jess praktycznie cały czas się śmiała, gdy zobaczyła jakieś dziwne zwierzę, co mnie też przyprawiało o uśmiech. Fajnie widzieć jak jest taka szczęśliwa.

-Justin! Chodź na tą kolejkę !- powiedziała podekscytowana Jess i wskazała palcem na żółtą ciuchcie, która 'jeździła' po zoo.

-Co? Chyba sobie żartujesz.- zaśmiałem się.- Ja szybciej chodzę.

-No weź! Chodź! Proszę.- zaczęła mnie błagać.

-Dobra, chodź.- wiedziałem, że w końcu jej ulegnę. Złapałem ją za rękę i weszliśmy do ciuchci. Usiedliśmy na wolnych miejscach koło siebie. Po chwili, gdy wszyscy zajęli miejsca, kolejka ruszyła. Koło mnie i Jess praktycznie nikt nie siedział, może z trzy osoby, a to dlatego, że usiedliśmy na tyle. Nie spodziewanie Jess obróciła się w moją stronę i usiadła na mnie okrakiem. Spojrzała mi w oczy i zaczęła całować. Byłem zaskoczony, więc od razu nie odwzajemniłem pocałunku. Podobało mi się.

-Fuj!- usłyszałem za sobą cichy głosik. Odwróciłem się i spojrzałem na dzieciaka, który siedział za nami, Jess zrobiła to samo.

-Co?- zapytałem.

-To jest ohydne. Możecie tego tu nie robić?- powiedział mały blondynek, na co ja wybuchłem śmiechem a Jess się zawstydziła i zeszła ze mnie.

***

Pół godziny później byliśmy w domu.

-Dziękuję ci.- Jess podeszła do mnie i złożyła słodki pocałunek na ustach.

-Za co?- zapytałem

-Za wszystko.- uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Sam też się uśmiechnąłem.

***********************************************************************************
Rozdział długi, bo piszemy teraz razem i jest więcej pomysłów ;)
A i przypominamy o komentarzach ! One naprawdę nas dopingują, a jeżeli będzie tak jak teraz to na prawdę rozważamy poważnie decyzję z przestaniem pisania.  @Alix @Julix

sobota, 14 września 2013

Rozdział 34-"W końcu w domu"

****
Posłuchajcie ! Zostawiajcie komentarze mogą być nawet anonimowe, mogą to być zwykłe emotikony, każdy komentarz się liczy! Dokładnie nie wiemy ile osób to czyta i czy w ogóle jest sens pisania tego :D PROSIMY!:*

****

Justin zawiózł mnie do domu i powiedział ,że przyjedzie do mnie jutro-ten noc musimy spędzić osobno w swoich domach ,taki odpoczynek przyda nam się .

-Do jutro kotku-mówiąc to pocałował mnie w policzek. Wysiadłam z auta i szłam po dróżce ,która prowadziła do domu,byłam tak zafascynowana,że zapomniałam o walizce z ubraniami,laptopie ...Zabrałam tylko torebkę.Byłam tak rozkojarzona,nie wiedziałam czy będę potrafiła rozmawiać z Margaret,przecież pokłóciłyśmy się przed wyjazdem.Weszłam do domu,drzwi były otwarte.Margaret i Dan siedzieli w salonie,przytuleni do siebie,miło było zobaczyć ich po takim czasie:

-Cześć-skradłam się do pomieszczenia ,w którym się znajdowali i przywitałam się.

-O młoda,wróciłaś,a gdzie tatulek?-zachochotał Dan

Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu-Co ? Jaki tatulek-nie wiedziałam o co mu chodziło

-Yyyyy...To wy nie pojechaliście spłodzić Bieber'ka?-znowu śmiał się Dan

-Kochanie,przestań-zaprotestowała Margaret , po czym podbiegła do mnie przytulając się.-Stęskniłąm się za Tobą,pomińmy tą kłótnie,proszę.Wybacz mi ! Pozwól zamieszkać tutaj Dan'owi.Jeśli chcesz Justin też może tutaj zamieszkać.

-Margaret! Ja też się za Tobą stęskniłam  i zgadzam się na to wszystko,ale proszę Cię nie tak wszystko na raz -zachochotałam,a zaraz ona dołączyła do mnie-Z tego zestresowania zapomniałam walizki z samochodu Justina.-Margaret złapała mnie za rękę i oprowadziła mnie po domu.Opowiedziała mi,że zrobili remont.Przenieśli mnie na większy pokój i ich też.Przyda nam się więcej miejsca.W końcu zeszliśmy na dół,nawet nie zdążyłam pochwalić się,że zdałam prawo jazdy.

-No,to opowiadajcie ,co tam się działo jak nas nie było-zaproponowałam,a po chwili Margaret wyciągnęła rękę w moją stronę ,spojrzałam na jej palce ,a tam ukazał mi się piękny pierścionek z diamentem

-Zaręczyliśmy się-powiedział Dan

-Nie no kochani,nie wierzę,gratulacje-byłam szczęśliwa i od razu przytuliłam każdego z nas,po policzku spływały mi łzy wzruszenia,podstawiłam do tej sytuacji mnie i Jussa,nie mogę doczekać się tego momentu.

-No,a co tam było słychać u Ciebie siostra?Gdzie ty w ogóle byłaś?

-Byliśmy w Kanadzia,a dokładniej u dziadków Justina,on obiecał mi,że kiedyś na pewno mnie tam zabierze no i to zrobił.

-A zabezpieczaliście się chociaż-śmiał się Dan

-Ja pierdole jaki kretyn,Marg weź go jebnij-śmiałąm się z niego,tak na prawdę bardzo go lubiłam

-Dan,proszę Cię-Margaret powiedziała do niego i musnęła lekko jego usta,to jeszcze nie było takie obleśne.

-No i zdałam prawo jazdy,Jutro do L.A przyjeżdża moja panterka

-Co ty gadasz?Serio?-zafascynowana Margaret przytuliła mnie

-No mówię Ci,jutro rano,auto ma tutaj być,skoczymy sobie na jakieś zakupy.

***

Justin's POV :

Moja kochana niezdara zapomniałą o walizce,chciałem się cofnąć i jej podrzucić ,ale byłem już zmęczony,a tak w ogóle to tęskniłem już za rodzicami. Jazda zajęła mi chwilę,zaparkowałem przed domem,wiedziałe,że  ktoś jest w domu.bo świeciły się światła.Wszedłęm do domu:

-Justin!Synku!Gdzie ty się podziewałeś?-zapytałam zaniepokojona mama

-Cześć wszystkim,spokojnie mamo,byłem z Jesiccą u dziadków w Kanadzie,nie ma się o co martwić.-uspokoiłem ją

-Ale dlaczego nie dałeś znaku życia?Policja Cię szukała-zapytał tata

-Przepraszam,ale jak to szukała?To już nie szuka?-byłem zdziwiony

-Nie,już nie ,dali sobie z Tobą spokój,mają teraz inne sprawy.-odpowiedział mi tata,mama zrobiłą mi w tym czasie moje ulubione kakao,byłem strasznie zmarznięty.

-Na przykład?Co robią?-byłem ciekawski

-Dwie dzielnice stąd doszło do zabójstwa młodej dziewczyny,szukają sprawcy-wtrąciła mama

-Boże ,co się tutaj działo synu-powiedział tata

-Wyobrażam to sobie tato-zachichotałem

-A gdzie Jesicca?-spytała mama

-Postanowiliśmy od siebie odpocząć do jutra-śmiałem się

-Och ta dzisiejsza młodzież-tata śmiał się

Wypiłem kakao i poszedłem do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku, byłem zmęczony, myślałem tylko o śnie no i oczywiście o Jess.Postanowiłem napisać do niej sms:

Do:Kotek<33

Tęsknię ;c Dobranoc<3

Po chwili miałem już odpowiedź:

Od:Kotek<33

Ja również,erotycznych snów heheh <3 Kocham Cię!

Gdy przeczytałem tego sms od razu się uśmiechnąłem. Jessica umiała sprawić, że na mojej twarzy od razu pojawiał się 'banan', za to ją kocham,jest jedyna i nie powtarzalna.Czasem myślę sobie o przyszłości. Co będzie z nami? Ze mną i Jess? Czas pokaże, ale wiem na pewno, że chcę z nią spędzić moje życie, nie zależnie co się będzie działo zawsze będę przy niej.

***

Jessica's POV :

Wstałam rano około 10. Poszłam do kuchni. Nikogo nie było. Widocznie Marg i Dan jeszcze spali. Wzięłam miskę, nasypałam do niej płatków i wlałam mleko. Gdy wyszłam z kuchni podążyłam do łazienki  się ogarnąć. Wzięłam ze sobą krótkie, przetarte jeansowe szorty i białą, luźną bluzkę. Wzięłam szybki poranny prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w rzeczy, które przygotowałam. Włosy związałam w niechlujnego koka i nałożyłam lekko podkład i tusz do rzęs, to wszystko. Gdy już załatwiłam wszystko w łazience poszłam do mojego pokoju, włączyłam laptopa i zalogowałam się na facebook'u i na twitterze. Musiałam ogarnąć co się działo, bo u dziadków weszłam może z kilka razy na te strony i może napisałam z dziesięć twittów, nie więcej. Sama jestem w szoku, ale myślę, że to przez to że nie miałam czasu, u nich tak wiele się działo. Mniejsza z tym, postanowiłam to teraz nadrobić. Zaczęłam pisać co działo się u dziadków Justina i jak było cudownie. Nagle usłyszałam jakieś hałasy, ale to zignorowałam i wróciłał do mojego laptopa. Nie minęła chwila, a w mojej kieszeni zawibrował telefon. Wyciągnęłam go i zobaczyłam, że Justin do mnie dzwoni. Uśmiechnęłam się i odebrałam.

-Tak?- przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej kochanie, podejdź do okna okej? - powiedział, słychać było, że jest zadowolony.
-Okej? Ale po co?-zapytałam.
-Nie zadawaj pytań tylko podejdź.- powiedział i się rozłączył.

Odłożyłam laptopa i podeszłam do mojego okna balkonowego. Zobaczyłam Justina, który stał na balkonie z uśmiechem na ustach i opakowaniem truskawek w rękach. Zachichotałam.

-Co ty tu robisz? Dlaczego nie wszedłeś drzwiami?- zapytałam, gdy otworzyłam Justinowi drzwi balkonowe.

-A może tak najpierw byś się przywitała co?- uśmiechną się łobuzersko. Przewróciłam oczami i dałam mu słodkiego buziaka.- Tak lepiej.- zaśmiał się.

- Więc?- zapytałam.

-Pomyślałem, że fajnie będzie wejść do ciebie przez balkon i zrobić ci niespodziankę.- powiedział i wszedł do mojego pokoju.

-Uuu... jak słodko.- zachichotałam.

-Cholera!- warknął Justin, gdy usiadł na moje łóżko.

-Co jest?- zapytałam. Nie odpowiedział, tylko zaczął coś mówić.

-Może to i było słodkie, ale już nigdy tego nie powtórzę.- powiedział tak śmiesznie, że nie mogłam się nie śmiać.

-Czemu?- zapytałam.

-Bo spadłem, gdy się wspinałem, a teraz boli mnie cała dupa.- powiedział pocierając swoje plecy.

-Oj biedactwo.- zaśmiałam się.

-Nie śmiej się ze mnie.- powiedział ostro, ale nadal nie przestałam się śmiać.- Chciałem być romantyczny tak jak w tych filmach to wszystko.- dodał i podał mi pudełko z truskawkami. Zachichotałam

-Dobrze, może i trochę ci to nie wyszło, ale dziękuję.- pocałowałam go w policzek.- To co zjemy te truskawki czy co? Bo przyznam, że mam na nie ochotę.- powiedziałam szerokim uśmiechem na ustach, po chwili zauważyłam też taki u Justina.Jedzenie truskawek było takie słodkie,że ogonki od nich leżały po całym pokoju-karmiliśmy się wzajemnie.

-A jak tam gołąbeczki?-spytał

-Wczoraj po przyjeździe ich widziałam,mieli się dobrze,ale rano śniadanie jadłam sama oni chyba jeszcze śpią-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy-Właśnie rozmawiałam z Margaret tak na poważnie i zdecydowałyśmy,że jeśli zechcesz będziesz mógł u nas zamieszkać-uśmiechnęłam się

-Co ty gadasz..kochanie,na serio?-widać było,że był "zamurowany"

-Tak to czysta prawda,to jak wprowadzasz się?-zapytałam

-Pewnie,jeśli zamieszkamy razem będziemy mogli zrealizować nasz plan-nie wiedziałam o jaki plan mu chodzi

-Jaki plan?

-Nie wychodzenia z łóżka-zachichotał-Ale ja też będę miał sprawy rodzinne no i oczywiście firma ojca,wiesz wyjazdy itp.

-Głupek...Kochanie ja wszystko rozumiem ,nie ma się o co martwić-zapewniłam go po czym pocałowałam go lekko w czoło.a on przytulił mnie do siebie

-Ee...mała mam taki plan-zachichotał,od kiedy on mówi na mnie mała?-Chodź zrobimy im mokrą pobudkę.-śmiał się

-Justin ... Jesteś taki okrutny-warknęłam,ale przyznam,że byłąm zadowolona takim pomysłem,w końcu odegrałabym się .Poszliśmy do łazienki i zabraliśmy jakieś małe pojemniczki po soli morskiej i napełniliśmy je wodą.Podążaliśmy w stronę sypialni Margaret i Dan'a i w końcu schwytaliśmy za klamkę wchodząc do środka.Narzeczeni byli wtuleni w siebie i słodko spali:

-Jess ty oblewasz Margaret a ja Dan'a-szeptał Justin

-Okej-powieedziałam,troszkę głośno-Kochanie oni się zaręczyli-oznajmniłam

-To super,Danuś będzie zadowolony-śmiał się.Zaczęliśmy realizować nasz plan,podeszliśmy do łóżka-ja z jednej strony,Juss z drugiej.

-Na trzy...-uśmiechnęłam się

-Raz...

-Dwa... i....

-Trzy...-krzyknęliśmy ,oblewając młodych wodą-niezły ubaw

-Kurwa...-warknął Dan-Jak tu mokro,co się tu do chuja dzieje-był oburzony,ale na szczęście do żartów . Wstał i przywitał się z moim chłopakiem

-Kupe miesięcy stary-Justin przywitał się-Gdzie mały Dan ,albo Marg?-zachichotał

-Siemanko,no a ty gdzie masz Bieber'ka?

-Eeee...szwagier stopuj wodze-śmiałam się,a oni razem ze mną...



*********************************************************************************
Przepraszamy,że znowu nie dałyśmy w piątek,ale mi @Julix zepsuł się laptop-mam u naprawy.Postanowiłyśmy,że od teraz będziemy dodawały co sobote,nie nadrabiamy z @Alix.
Nauka,kartkówki,wiersze i te sprawy.Bardzo was przepraszamy<3 I prosimy o wyrozumiałość.Zróbcie coś z notką na początku :D:D:D xd

@Julix i @Alix


Ola to dla Ciebie-<3333



niedziela, 8 września 2013

Rozdział 33-"Czas minął..."

***

Następnego dnia miałam egzamin na prawo jazdy.Justin zawiózł mnie na miejsce,ale prosiłam go aby został w samochodzie.Wiedząc ,że Justin byłby przy mnie nie byłabym skupiona.Tak jakoś on na mnie działa.Lubię to uczucie(...)

***

-Zdałam!-krzyknęłam wychodząc z ośrodka,biegłam w stronę Justina.Wskoczyłam mu na ręce i od razu się przytuliłam.Byłam taka szczęśliwa.

-Jessica,to wspaniale,do domu dziadków jedziesz sama.

-Co,ale jak to?Przecież nie mam tutaj auta.-byłam zdziwiona

-Kto powiedział,że nie masz?Proszę-wskazał w prawo,a moja "panterka" tam była i pocałował mnie w usta.

-Justin,jak ty to zrobiłeś?

-Normalnie,tajemnica.Wsiadaj i jedziemy.

(...)

Pochwaliłam się dziadkom i poszłam na laptopa.Przecież musiałam pochwalić się tym na twitterze.

***
1 miesiące później...

-Kochanie nie wychodź jeszcze. Zostań.-usłyszałam głos Justina,wychodząc z łóżka

-No,ale ja już jestem głodna-powiedziałam

-Przestań już,babcia już na pewno coś zrobiła jeśli wstaniemy troszkę później to nic się nie stanie.-zachichotał i zaczął całować mnie po szyi i dekolcie .

-Nie Juss,nic z tego-powiedziałam wstając 

-Jessica!Nie bądź taka!- nic nie odpowiadając zaczęłam ubierać jego koszulkę,wiedziałam,że wtedy jeszcze bardziej go podniecam.

-Idę do łazienki ciao!-zaśmiałam się

-Ja pierdolę,jak ja tego nie cierpię.-powiedział

***

Justin's POV:

Czekałem w chwilę w pokoju na Jess i rozmyślałem..
Wiedziałem,że i tak przegram,byłem z tego powodu smutny,ale jakoś to przeżyłem.Wiedziałem ,że muszę powiedzieć Jessice ,że już niedługo wyjeżdżamy do rodzinnego miejsca,nie wiem jak ona to zniesie.Przez ten czas zdążyła się już przyzwyczaić do dziadków i w ogóle,oczywiście ja również.Cały czas czuję ,że nie będzie z tego zadowolona.Przecież po powrocie do domu znowu zaczną się kłopoty.

-Już jestem.- powiedziała radośnie Jessica wchodząc do pokoju.- Justin?-popatrzyła się na mnie.

-Ach... tak kochanie?

-Co jest?-zapytała. Ona zawsze przeczuwała jak coś było ze mną nie tak, a w tej chwili było, bo nie wiedziałem jak jej powiedzieć, że wracamy do L.A.

-A nic. Zamyśliłem się.- uśmiechnąłem się i wstałem z łóżka.- To co idziemy coś zjeść?

-Pewnie. Jestem strasznie głodna.- powiedziała, a ja złapałem ją za rękę i zeszliśmy na dół, do kuchni. Babcia szwendała się po domu, chyba sprzątała, a dziadka nigdzie nie zauważyłem.

-Hej babciu! - zawołałem i dałem jej buziaka w policzek.

- Dzień dobry.- powiedziała Jess.

-Cześć dzieci.-uśmiechnęła się.- Jak się pało?

-A dobrze, dziękujemy.- odpowiedziała Jessica.

- Pewnie jesteście głodni co?- zapytała.- Kanapki są przygotowane w kuchni. Zjedźcie sobie.- uśmiechnęła się.

-A ty i dziadek?-zapytałem.

-My już jedliśmy.-poinformowała.

-Okej.- powiedziałem i poszliśmy z Jess do kuchni. Na blacie leżał talerz z mnóstwem pysznych kanapek.

- Wow, nie wiem czy damy radę to wszystko zjeść.- powiedziała Jess na co ja się zaśmiałem.

-Chcesz soku?- wyciągnąłem sok z lodówki i potrząsnąłem nim.

-Tak, po proszę.- odpowiedziała i wzięła talerz z kanapkami, który położyła na stół. Po chwili, gdy nalałem sok w szklanki dołączyłem do niej. Usiedliśmy na krzesłach i zaczęliśmy jeść.

-Smacznego.- powiedziała Jess.

-Dziękuję, wzajemnie.-uśmiechnąłem się.

-Dzięki.- powiedziała i wzięła duży kęs kanapki. Nadal myślałem jak jej powiedzieć, że musimy już wracać do domu.

***

Śniadanie przebiegło w ciszy.

-Może pójdziemy do ogrodu?- zaproponowała Jess.

-Pewnie.- złapałem ją w tali i poszliśmy. Usiadłem na wygodnym fotelu a Jess usiadła mi na kolana.

-Tu jest tak bardzo fajnie. Chciałabym mieć kiedyś taki dom, w którym był by spokój.- widać było mały uśmiech na jej twarzy. Rozmarzyła się, a ja wiedziałem, że będzie mi jeszcze trudniej jej powiedzieć, że wyjeżdżamy.

-Ja też.- uśmiechnąłem się.

- Ale ja mówię serio Justin.-spojrzała mi w oczy.

-Ja też mówię całkowicie serio.-powiedziałem i przez chwilę była cisza.

-Widzisz naszą przyszłość?- zapytała nagle Jess.

-Oczywiście.

-A co widzisz?-uśmiechnęła się.

-Widzę ciebie i mnie nie wychodzących z sypialni.- zaśmiałem się.

-Justin!- uderzyła mnie w ramię. Znowu była chwila ciszy.- Będziemy mieć dzieci?- zapytała.

-Myślę, że jak nie będziemy wychodzić z tej sypialni to na pewno.- uśmiechnąłem się.

-Justin, ja tutaj na poważnie a ty co? Żart sobie robisz?- powiedział i zeszła z moich kolan. Poszła w innym kierunku ogrodu. Podszedłem od razu do niej i złapałem ją w tyli od tyłu.

-Chcesz wiedzieć co widzę w naszej przyszłości tak?- zapytałem. Ona tylko kiwnęła głową na 'tak'.- Więc, widzę ciebie i mnie, razem w dużym domu z ogrodem takim jak ten, z dwójką biegającymi i śmiejącymi się dziećmi.- rozmarzyłem się i na moich ustach pojawił się uśmiech. Kątem oka widziałem, że Jess też się uśmiecha.- Ale najważniejsze, widzę nas jako szczęśliwych, kochających się ludzi.- powiedziałem i odwróciłem do siebie Jess. Widziałem radość w jej oczach. Musnęła lekko moja usta.

-Kocham cię.- powiedziała mi w pocałunku.

-Ja ciebie też, najbardziej na świecie.- uśmiechnąłem się. Patrzyliśmy sobie w oczy. Było miło.

-Kochanie, muszę ci coś powiedzieć.- zacząłem.

-Co takiego?- zapytała

-Nie będziesz chyba z tego zbytnio zadowolona.

-Justin? Co jest?

-No.. więc. Jesteśmy tu ponad miesiąc i wiesz.. Wiem, że bardzo ci się tu podoba i...

-Justin do rzeczy. Proszę.

-Nie myślisz, że powinniśmy wracać?- powiedziałem szybko.

Jessica's POV:

Co on w takiej chwili zaczął ten temat? Chyba coś z nim dzisiaj nie tak.

- Ale już?- zapytałam zaskoczona jego tematem.

- Tak. Wiem, że ci się tu podoba i w ogóle, ale nie myślisz, że pora wracać?- powiedział Justin. Nie odpowiedziałam. Rozmyślałam przez chwilę. W końcu podjęłam decyzję.

-Masz rację. Czas minął. Pora wracać do rzeczywistości.- powiedziałam, można było wyczuć trochę smutku w moim głosie. Ale Justin miał chyba rację. Nie możemy siedzieć u jego dziadków ile chcemy. Zresztą tęsknię już za moimi przyjaciółmi.- To kiedy wyjeżdżamy?- zapytałam Jussa.

-Myślałem, że może dzisiaj wieczorem. Pasuję ci?

-Pewnie. Jest mi to obojętne.- odparłam. Spojrzałam jeszcze na Justina i ruszyłam w kierunku domu.

-Ale Jess. Nie bądź zła.- krzyknął za mną Justin. Nie byłam na zła. Było mi tylko trochę smutno, ponieważ pokochałam to miejsce. Szłam do pokoju, ale ktoś mnie zatrzymał. Poczułam rękę na moim ramieniu.

-Jess...- powiedział spokojnie Justin.

-Co?- obróciłam się do niego. Chyba nie wiedział co powiedzieć, bo przez chwilę coś mamrotał. Nie szło go zrozumieć.

- Spakuj się.- powiedział po chwili i ruszył w inną stronę. Serio to chciał mi tylko powiedzieć?
Weszłam do pokoju i 'rzuciłam' się na łóżko. Miałam w dupie spakowanie się. Zaczęłam rozmyślać.

***

Był już wieczór. Nie odzywaliśmy się z Justinem do siebie zbytnio. Tylko to co było trzeba. Zeszliśmy na dół z walizkami, gdzie czekali na nas dziadkowie.

-Och.. na prawdę już musicie jechać?- zapytała babcia.

-Tak babciu. Nie możemy siedzieć tu w nieskończoność.- powiedział Justin.

-Szkoda, ale obiecajcie, że jeszcze kiedyś przyjedziecie.- uśmiechnęła się.

-Tak, dopilnuję tego.- powiedziałam i uścisnęłam babcie, w trakcie, kiedy Justin żegnał się z dziadkiem. Babcia pocałowała mnie w policzek i wyszeptała w ucho ' Jesteś na prawdę świetną dziewczyną dla naszego wnuka. On nie widzi świata po za tobą'. Zarumieniłam się, gdy usłyszałam te słowa. Wyszeptałam jej szybkie 'Dziękuję' i się uśmiechnęłam. Podeszłam teraz do dziadka i pożegnałam się z nim.

-Będę tęsknić.- krzyknęłam do dziadków, gdy podchodziliśmy z Justinem do jego samochodu. Jechałam razem z nim w jego 'cudeńku'. Powiedział mi, że moje auto już jutro będzie w L.A. Nie mam pojęcia jak to zrobi, ale spoko. Wsiedliśmy do samochodu i Justin odpalił silnik. Pokiwałam, jeszcze dziadkom, którzy stali na zewnątrz. Po chwili Justin ruszył i wyjechał na drogę.

-Musimy ich jeszcze kiedyś odwiedzić Justin.- powiedziałam patrząc w okno.

-Oczywiście księżniczko.- powiedział bez emocji, a ja nie wiem dlaczego się uśmiechnęłam.

***********************************************************************************

Dość długi rozdział.
Przepraszamy, że rozdział dopiero dzisiaj, ale były małe problemy. ;)

Początek rozdziału napisała @Julix.
@Alix

Czytasz=Komentujesz

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 32-"..."

***

Jessica's POV:

Pojeździliśmy jeszcze z jakieś pół godziny i wróciliśmy do domu. Zaparkowaliśmy 'cudeńko' Justina na podjeździe i poszliśmy w kierunku domu. Justin nagle się zatrzymał i przy tym też mnie bo trzymaliśmy się za ręce.

-Chcesz zobaczyć?-zapytał.

-Co?- spojrzałam na niego. Nie wiedziałam o co chodzi? Justin tylko spojrzał na mnie jak na głupią i pociągnął w kierunku garażu. Otwarł bramę i to co zobaczyłam było dosłownie b o s k i e. Obeszłam samochód dookoła. Był w panterkę tak jak Justin mówił. Spojrzałam na Justina, miał szeroki uśmiech na twarzy, od razu go odwzajemniłam i podeszłam do niego.

-O mój Boże! Justin! Jest wspaniały!- powiedziałam z podekscytowaniem. Spojrzałam jeszcze kilka razy na auto -Ale nie będę mogła go chyba jednak przyjąć.- powiedziałam tym razem spokojniej.

-Nie ma żadnego 'ale'.-podszedł do mnie bliżej.- To prezent dla ciebie ode mnie, więc musisz go przyjąć.- złapał mój podbródek w dwa palce i spojrzał mi w oczy.- Nie masz wyboru. Chyba, że chcesz karę?- zaśmiał się. Wywróciłam oczami i po chwili ciszy się odezwałam.

-Dziękuję- przytuliłam go.

-Proszę.- pocałował mnie w ucho- Wszystko dla mojej księżniczki.- wyszeptał, a ja się zarumieniłam i cały czas od tej chwili miałam uśmiech na twarzy.- Chodź pojedziemy na przejażdżkę.- złapał mnie za rękę i pociągnął mnie w stronę drzwi pasażera. Otworzył je i kazał mi wsiąść. Zrobiłam to i po chwili Justin również wsiadł do samochodu z drugiej strony. Odpalił auto i ruszył na drogę.

-Wypróbujemy go co nie?- uśmiechnął się do mnie łobuzersko.

-Co masz na myśli?- zapytałam. Nic nie odpowiedział tylko coraz bardziej przyśpieszał. Mieliśmy szczęście, że byliśmy na mało ruchliwej drodze-znaczy się nic na niej nie jeździło. Spojrzałam na licznik, jechaliśmy 220 km/h i Justin nadal przyśpieszał. To była niezła adrenalina. W końcu Justin zaczął zwalniać.

-Daje radę. Nie tak jak mój, ale jest spoko.- powiedział i spojrzał na mnie.- Bałaś się?- zapytał.

-Szczerze?- zapytałam, ale nie dałam mu odpowiedzieć.- To miało tyle adrenaliny. Przez moment się bałam, ale przestałam, bo ci ufam.- uśmiechnęłam się. Justin odwzajemnił wyraz twarzy i zatrzymał się ma jakimś poboczu.

-Co ty robisz? Dlaczego się zatrzymałeś?- zapytałam zdziwiona.

-Wysiądźmy.- powiedział ignorując moje pytania i wysiadał z samochodu. Zrobiłam to samo. Justin oparł się o samochód i zapalał papierosa. Podeszłam do niego i spojrzałam pytająco.- Co?- zapytał.

-To ja się pytam co?

-Musiałem sobie zapalić- zaciągnął się.

-Teraz?- zapytałam.- W dodatku na jakimś pustkowiu.- wskazałam na wszystko dookoła. Była tam duża łąka i las, a dalej pola. Zignorował mnie i zaciągał się. Nie odzywałam się i po chwili postanowiłam wsiąść do samochodu, lecz mi się to nie udało. Justin złapał mnie za rękę i przycisnął do siebie. Zaczął mnie całować, po chwili zastanowienia odwzajemniłam go. Wplątałam ręce w włosy Justina a on delikatnie pieścił moją pupę. Po chwili ją ścisnął i owinęłam nogi wokół niego. Odessaliśmy się od siebie żeby złapać powietrze, ale chwile po tym znowu zaczęliśmy się całować. Justin posadził mnie na masce samochodu i wsunął rękę pod moją bluzkę. Czułam już 'przyjaciela' Justina przy moim udzie.- Justin..-jęknęłam w przerwie pocałunku.

-Cicho.- wychrypiał i zaczął ponownie mnie całować, ale mu przerwałam.

-Nie możemy tego tu robić.- powiedziałam.

-Czemu?-zaczął znowu się do mnie przybliżać.

-Nie czuła bym się komfortowo.- bardzo go pragnęłam, ale nie tu. Ktoś by mógł jechać albo iść.

-Dobrze, to może się przejdziemy?- powiedział i odsunął się ode mnie. Złapał mnie w tali i ściągnął z maski samochodu.

-Dziękuję.- uśmiechnęłam się.- Możemy iść.- dodałam. Złapałam Justina za rękę i poszliśmy w kierunku łąki. Znaleźliśmy mały stawik i postanowiliśmy do niego podejść. Szliśmy przez kawałek łąki. Przy okazji zerwałam sobie kilka maków i różnych kwiatków.

-Pięknie tu.- powiedział Justin.

-Tak. Masz rację.- spojrzałam na niego.- Jest tak magicznie. Byłeś tu już kiedyś?

-Nie. Pierwszy raz tu jestem.- uśmiechnął się i oplótł swoje ramiona wokół mojej tali. -Może dokończymy to co zaczęliśmy przy samochodzie tutaj?- uśmiechnął się łobuzersko.

-Może.- uśmiechnęłam się również. Po chwili podziwiania widoku usiadłam na piasku. Justin zaraz zrobił to samo.

-No nie bądź taka.- zaczął składać pocałunki na mojej szyi i dekolcie.- Nie mów, że ci się nie podobało.

-Ależ podobało mi się. Bardzo.- zaśmiałam się. Justin nadal mnie całował.

-Pragnę się teraz.- powiedział i pocałował mnie. Od razu odwzajemniłam pocałunek. Jego pulchne różowe usta były idealne. Justin zaczął podwijać moją koszulkę. Pomogłam mu ją ściągnąć. Gdy już to nastąpiło zrobiliśmy to samo z jego bluzką. Przejechałam dłońmi po jego idealnym torsie, aż zjechałam do paska od jego spodni. Odpięłam go bardzo szybko. Oderwaliśmy się od siebie żeby złapać oddech. Nasze klatki piersiowe poruszały się bardzo szybko. Po chwili przyssałam się do ust Justina i położyłam się na piasku. Justin był nade mną i krążył rękami po moich plecach. Odpiął mój stanik i go zdjął. Pieścił moje piersi i całował. Minęło kilka minut i już obydwoje byliśmy bez ubrań. Justin założył prezerwatywę i wszedł we mnie. Poczułam to niesamowite uczucie. Zaczął się we mnie poruszać coraz szybciej. Zaczęłam jęczeć.

-Just..Justin.- wyjękiwałam jego imię, bo wiedziałam że to go bardziej podnieca. Owinęłam nogi wokół niego żeby jeszcze bardziej go poczuć. Wiedziałam, że zaraz dojdę, więc wbiłam paznokcie w skórę na plecach  Justina i zaczęłam głośno jęczeć. On też dochodził, bo zaczął się poruszać jeszcze szybciej. Złapał rękami moje biodra i zaczął pchać z całej siły. W końcu poczułam ciepło w moim ciele. Doszliśmy w tym samym czasie. Justin opadł obok mnie i owinął ręce wokół mojego ciała.

-Kocham cię.-wychrypiał w moje ucho.

-Ja ciebie też.- pocałowałam go.

***

Po jakiś 20 minutach, gdy już się ubraliśmy byliśmy przy samochodzie.

-Wsiadaj. Jedziemy, bo już późno.- powiedział Justin.

-Tak. Późno już. Babcia z dziadkiem będą się martwić. Mogliśmy im powiedzieć, że nie będzie nas tyle czasu. - otwarłam drzwi do samochodu i wsiadłam. Justin zrobił to samo.

-Kochanie my mamy już swoje lata. Nie musimy już nikogo powiadamiać o której będziemy lub gdzie wychodzimy.- zaśmiał się.

***********************************************************************************

Wiem. Rozdział do bani.

Przepraszam, że jeden dzień spóźnienia i jeszcze tak późno i krótki i w ogóle, ale dopiero dzisiaj zaczęłam pisać, bo wcześniej nie miałam czasu, a w dodatku dzisiaj mnie wszystko rozpraszało, nie mogłam się skupić i robiłam sobie co chwile przerwy.  @Alix

Czytasz=Komentujesz