***
Następnego dnia miałam egzamin na prawo jazdy.Justin zawiózł mnie na miejsce,ale prosiłam go aby został w samochodzie.Wiedząc ,że Justin byłby przy mnie nie byłabym skupiona.Tak jakoś on na mnie działa.Lubię to uczucie(...)
***
Następnego dnia miałam egzamin na prawo jazdy.Justin zawiózł mnie na miejsce,ale prosiłam go aby został w samochodzie.Wiedząc ,że Justin byłby przy mnie nie byłabym skupiona.Tak jakoś on na mnie działa.Lubię to uczucie(...)
***
-Zdałam!-krzyknęłam wychodząc z ośrodka,biegłam w stronę Justina.Wskoczyłam mu na ręce i od razu się przytuliłam.Byłam taka szczęśliwa.
-Jessica,to wspaniale,do domu dziadków jedziesz sama.
-Co,ale jak to?Przecież nie mam tutaj auta.-byłam zdziwiona
-Kto powiedział,że nie masz?Proszę-wskazał w prawo,a moja "panterka" tam była i pocałował mnie w usta.
-Justin,jak ty to zrobiłeś?
-Normalnie,tajemnica.Wsiadaj i jedziemy.
(...)
Pochwaliłam się dziadkom i poszłam na laptopa.Przecież musiałam pochwalić się tym na twitterze.
***
1 miesiące później...
-Kochanie nie wychodź jeszcze. Zostań.-usłyszałam głos Justina,wychodząc z łóżka
-No,ale ja już jestem głodna-powiedziałam
-Przestań już,babcia już na pewno coś zrobiła jeśli wstaniemy troszkę później to nic się nie stanie.-zachichotał i zaczął całować mnie po szyi i dekolcie .
-Nie Juss,nic z tego-powiedziałam wstając
-Jessica!Nie bądź taka!- nic nie odpowiadając zaczęłam ubierać jego koszulkę,wiedziałam,że wtedy jeszcze bardziej go podniecam.
-Idę do łazienki ciao!-zaśmiałam się
-Ja pierdolę,jak ja tego nie cierpię.-powiedział
***
Justin's POV:
Czekałem w chwilę w pokoju na Jess i rozmyślałem..
Wiedziałem,że i tak przegram,byłem z tego powodu smutny,ale jakoś to przeżyłem.Wiedziałem ,że muszę powiedzieć Jessice ,że już niedługo wyjeżdżamy do rodzinnego miejsca,nie wiem jak ona to zniesie.Przez ten czas zdążyła się już przyzwyczaić do dziadków i w ogóle,oczywiście ja również.Cały czas czuję ,że nie będzie z tego zadowolona.Przecież po powrocie do domu znowu zaczną się kłopoty.
-Już jestem.- powiedziała radośnie Jessica wchodząc do pokoju.- Justin?-popatrzyła się na mnie.
-Ach... tak kochanie?
-Co jest?-zapytała. Ona zawsze przeczuwała jak coś było ze mną nie tak, a w tej chwili było, bo nie wiedziałem jak jej powiedzieć, że wracamy do L.A.
-A nic. Zamyśliłem się.- uśmiechnąłem się i wstałem z łóżka.- To co idziemy coś zjeść?
-Pewnie. Jestem strasznie głodna.- powiedziała, a ja złapałem ją za rękę i zeszliśmy na dół, do kuchni. Babcia szwendała się po domu, chyba sprzątała, a dziadka nigdzie nie zauważyłem.
-Hej babciu! - zawołałem i dałem jej buziaka w policzek.
- Dzień dobry.- powiedziała Jess.
-Cześć dzieci.-uśmiechnęła się.- Jak się pało?
-A dobrze, dziękujemy.- odpowiedziała Jessica.
- Pewnie jesteście głodni co?- zapytała.- Kanapki są przygotowane w kuchni. Zjedźcie sobie.- uśmiechnęła się.
-A ty i dziadek?-zapytałem.
-My już jedliśmy.-poinformowała.
-Okej.- powiedziałem i poszliśmy z Jess do kuchni. Na blacie leżał talerz z mnóstwem pysznych kanapek.
- Wow, nie wiem czy damy radę to wszystko zjeść.- powiedziała Jess na co ja się zaśmiałem.
-Chcesz soku?- wyciągnąłem sok z lodówki i potrząsnąłem nim.
-Tak, po proszę.- odpowiedziała i wzięła talerz z kanapkami, który położyła na stół. Po chwili, gdy nalałem sok w szklanki dołączyłem do niej. Usiedliśmy na krzesłach i zaczęliśmy jeść.
-Smacznego.- powiedziała Jess.
-Dziękuję, wzajemnie.-uśmiechnąłem się.
-Dzięki.- powiedziała i wzięła duży kęs kanapki. Nadal myślałem jak jej powiedzieć, że musimy już wracać do domu.
***
Śniadanie przebiegło w ciszy.
-Może pójdziemy do ogrodu?- zaproponowała Jess.
-Pewnie.- złapałem ją w tali i poszliśmy. Usiadłem na wygodnym fotelu a Jess usiadła mi na kolana.
-Tu jest tak bardzo fajnie. Chciałabym mieć kiedyś taki dom, w którym był by spokój.- widać było mały uśmiech na jej twarzy. Rozmarzyła się, a ja wiedziałem, że będzie mi jeszcze trudniej jej powiedzieć, że wyjeżdżamy.
-Ja też.- uśmiechnąłem się.
- Ale ja mówię serio Justin.-spojrzała mi w oczy.
-Ja też mówię całkowicie serio.-powiedziałem i przez chwilę była cisza.
-Widzisz naszą przyszłość?- zapytała nagle Jess.
-Oczywiście.
-A co widzisz?-uśmiechnęła się.
-Widzę ciebie i mnie nie wychodzących z sypialni.- zaśmiałem się.
-Justin!- uderzyła mnie w ramię. Znowu była chwila ciszy.- Będziemy mieć dzieci?- zapytała.
-Myślę, że jak nie będziemy wychodzić z tej sypialni to na pewno.- uśmiechnąłem się.
-Justin, ja tutaj na poważnie a ty co? Żart sobie robisz?- powiedział i zeszła z moich kolan. Poszła w innym kierunku ogrodu. Podszedłem od razu do niej i złapałem ją w tyli od tyłu.
-Chcesz wiedzieć co widzę w naszej przyszłości tak?- zapytałem. Ona tylko kiwnęła głową na 'tak'.- Więc, widzę ciebie i mnie, razem w dużym domu z ogrodem takim jak ten, z dwójką biegającymi i śmiejącymi się dziećmi.- rozmarzyłem się i na moich ustach pojawił się uśmiech. Kątem oka widziałem, że Jess też się uśmiecha.- Ale najważniejsze, widzę nas jako szczęśliwych, kochających się ludzi.- powiedziałem i odwróciłem do siebie Jess. Widziałem radość w jej oczach. Musnęła lekko moja usta.
-Kocham cię.- powiedziała mi w pocałunku.
-Ja ciebie też, najbardziej na świecie.- uśmiechnąłem się. Patrzyliśmy sobie w oczy. Było miło.
-Kochanie, muszę ci coś powiedzieć.- zacząłem.
-Co takiego?- zapytała
-Nie będziesz chyba z tego zbytnio zadowolona.
-Justin? Co jest?
-No.. więc. Jesteśmy tu ponad miesiąc i wiesz.. Wiem, że bardzo ci się tu podoba i...
-Justin do rzeczy. Proszę.
-Nie myślisz, że powinniśmy wracać?- powiedziałem szybko.
Jessica's POV:
Co on w takiej chwili zaczął ten temat? Chyba coś z nim dzisiaj nie tak.
- Ale już?- zapytałam zaskoczona jego tematem.
- Tak. Wiem, że ci się tu podoba i w ogóle, ale nie myślisz, że pora wracać?- powiedział Justin. Nie odpowiedziałam. Rozmyślałam przez chwilę. W końcu podjęłam decyzję.
-Masz rację. Czas minął. Pora wracać do rzeczywistości.- powiedziałam, można było wyczuć trochę smutku w moim głosie. Ale Justin miał chyba rację. Nie możemy siedzieć u jego dziadków ile chcemy. Zresztą tęsknię już za moimi przyjaciółmi.- To kiedy wyjeżdżamy?- zapytałam Jussa.
-Myślałem, że może dzisiaj wieczorem. Pasuję ci?
-Pewnie. Jest mi to obojętne.- odparłam. Spojrzałam jeszcze na Justina i ruszyłam w kierunku domu.
-Ale Jess. Nie bądź zła.- krzyknął za mną Justin. Nie byłam na zła. Było mi tylko trochę smutno, ponieważ pokochałam to miejsce. Szłam do pokoju, ale ktoś mnie zatrzymał. Poczułam rękę na moim ramieniu.
-Jess...- powiedział spokojnie Justin.
-Co?- obróciłam się do niego. Chyba nie wiedział co powiedzieć, bo przez chwilę coś mamrotał. Nie szło go zrozumieć.
- Spakuj się.- powiedział po chwili i ruszył w inną stronę. Serio to chciał mi tylko powiedzieć?
Weszłam do pokoju i 'rzuciłam' się na łóżko. Miałam w dupie spakowanie się. Zaczęłam rozmyślać.
***
Był już wieczór. Nie odzywaliśmy się z Justinem do siebie zbytnio. Tylko to co było trzeba. Zeszliśmy na dół z walizkami, gdzie czekali na nas dziadkowie.
-Och.. na prawdę już musicie jechać?- zapytała babcia.
-Tak babciu. Nie możemy siedzieć tu w nieskończoność.- powiedział Justin.
-Szkoda, ale obiecajcie, że jeszcze kiedyś przyjedziecie.- uśmiechnęła się.
-Tak, dopilnuję tego.- powiedziałam i uścisnęłam babcie, w trakcie, kiedy Justin żegnał się z dziadkiem. Babcia pocałowała mnie w policzek i wyszeptała w ucho ' Jesteś na prawdę świetną dziewczyną dla naszego wnuka. On nie widzi świata po za tobą'. Zarumieniłam się, gdy usłyszałam te słowa. Wyszeptałam jej szybkie 'Dziękuję' i się uśmiechnęłam. Podeszłam teraz do dziadka i pożegnałam się z nim.
-Będę tęsknić.- krzyknęłam do dziadków, gdy podchodziliśmy z Justinem do jego samochodu. Jechałam razem z nim w jego 'cudeńku'. Powiedział mi, że moje auto już jutro będzie w L.A. Nie mam pojęcia jak to zrobi, ale spoko. Wsiedliśmy do samochodu i Justin odpalił silnik. Pokiwałam, jeszcze dziadkom, którzy stali na zewnątrz. Po chwili Justin ruszył i wyjechał na drogę.
-Musimy ich jeszcze kiedyś odwiedzić Justin.- powiedziałam patrząc w okno.
-Oczywiście księżniczko.- powiedział bez emocji, a ja nie wiem dlaczego się uśmiechnęłam.
***********************************************************************************
Dość długi rozdział.
Przepraszamy, że rozdział dopiero dzisiaj, ale były małe problemy. ;)
Początek rozdziału napisała @Julix.
@Alix
Czytasz=Komentujesz
-Już jestem.- powiedziała radośnie Jessica wchodząc do pokoju.- Justin?-popatrzyła się na mnie.
-Ach... tak kochanie?
-Co jest?-zapytała. Ona zawsze przeczuwała jak coś było ze mną nie tak, a w tej chwili było, bo nie wiedziałem jak jej powiedzieć, że wracamy do L.A.
-A nic. Zamyśliłem się.- uśmiechnąłem się i wstałem z łóżka.- To co idziemy coś zjeść?
-Pewnie. Jestem strasznie głodna.- powiedziała, a ja złapałem ją za rękę i zeszliśmy na dół, do kuchni. Babcia szwendała się po domu, chyba sprzątała, a dziadka nigdzie nie zauważyłem.
-Hej babciu! - zawołałem i dałem jej buziaka w policzek.
- Dzień dobry.- powiedziała Jess.
-Cześć dzieci.-uśmiechnęła się.- Jak się pało?
-A dobrze, dziękujemy.- odpowiedziała Jessica.
- Pewnie jesteście głodni co?- zapytała.- Kanapki są przygotowane w kuchni. Zjedźcie sobie.- uśmiechnęła się.
-A ty i dziadek?-zapytałem.
-My już jedliśmy.-poinformowała.
-Okej.- powiedziałem i poszliśmy z Jess do kuchni. Na blacie leżał talerz z mnóstwem pysznych kanapek.
- Wow, nie wiem czy damy radę to wszystko zjeść.- powiedziała Jess na co ja się zaśmiałem.
-Chcesz soku?- wyciągnąłem sok z lodówki i potrząsnąłem nim.
-Tak, po proszę.- odpowiedziała i wzięła talerz z kanapkami, który położyła na stół. Po chwili, gdy nalałem sok w szklanki dołączyłem do niej. Usiedliśmy na krzesłach i zaczęliśmy jeść.
-Smacznego.- powiedziała Jess.
-Dziękuję, wzajemnie.-uśmiechnąłem się.
-Dzięki.- powiedziała i wzięła duży kęs kanapki. Nadal myślałem jak jej powiedzieć, że musimy już wracać do domu.
***
Śniadanie przebiegło w ciszy.
-Może pójdziemy do ogrodu?- zaproponowała Jess.
-Pewnie.- złapałem ją w tali i poszliśmy. Usiadłem na wygodnym fotelu a Jess usiadła mi na kolana.
-Tu jest tak bardzo fajnie. Chciałabym mieć kiedyś taki dom, w którym był by spokój.- widać było mały uśmiech na jej twarzy. Rozmarzyła się, a ja wiedziałem, że będzie mi jeszcze trudniej jej powiedzieć, że wyjeżdżamy.
-Ja też.- uśmiechnąłem się.
- Ale ja mówię serio Justin.-spojrzała mi w oczy.
-Ja też mówię całkowicie serio.-powiedziałem i przez chwilę była cisza.
-Widzisz naszą przyszłość?- zapytała nagle Jess.
-Oczywiście.
-A co widzisz?-uśmiechnęła się.
-Widzę ciebie i mnie nie wychodzących z sypialni.- zaśmiałem się.
-Justin!- uderzyła mnie w ramię. Znowu była chwila ciszy.- Będziemy mieć dzieci?- zapytała.
-Myślę, że jak nie będziemy wychodzić z tej sypialni to na pewno.- uśmiechnąłem się.
-Justin, ja tutaj na poważnie a ty co? Żart sobie robisz?- powiedział i zeszła z moich kolan. Poszła w innym kierunku ogrodu. Podszedłem od razu do niej i złapałem ją w tyli od tyłu.
-Chcesz wiedzieć co widzę w naszej przyszłości tak?- zapytałem. Ona tylko kiwnęła głową na 'tak'.- Więc, widzę ciebie i mnie, razem w dużym domu z ogrodem takim jak ten, z dwójką biegającymi i śmiejącymi się dziećmi.- rozmarzyłem się i na moich ustach pojawił się uśmiech. Kątem oka widziałem, że Jess też się uśmiecha.- Ale najważniejsze, widzę nas jako szczęśliwych, kochających się ludzi.- powiedziałem i odwróciłem do siebie Jess. Widziałem radość w jej oczach. Musnęła lekko moja usta.
-Kocham cię.- powiedziała mi w pocałunku.
-Ja ciebie też, najbardziej na świecie.- uśmiechnąłem się. Patrzyliśmy sobie w oczy. Było miło.
-Kochanie, muszę ci coś powiedzieć.- zacząłem.
-Co takiego?- zapytała
-Nie będziesz chyba z tego zbytnio zadowolona.
-Justin? Co jest?
-No.. więc. Jesteśmy tu ponad miesiąc i wiesz.. Wiem, że bardzo ci się tu podoba i...
-Justin do rzeczy. Proszę.
-Nie myślisz, że powinniśmy wracać?- powiedziałem szybko.
Jessica's POV:
Co on w takiej chwili zaczął ten temat? Chyba coś z nim dzisiaj nie tak.
- Ale już?- zapytałam zaskoczona jego tematem.
- Tak. Wiem, że ci się tu podoba i w ogóle, ale nie myślisz, że pora wracać?- powiedział Justin. Nie odpowiedziałam. Rozmyślałam przez chwilę. W końcu podjęłam decyzję.
-Masz rację. Czas minął. Pora wracać do rzeczywistości.- powiedziałam, można było wyczuć trochę smutku w moim głosie. Ale Justin miał chyba rację. Nie możemy siedzieć u jego dziadków ile chcemy. Zresztą tęsknię już za moimi przyjaciółmi.- To kiedy wyjeżdżamy?- zapytałam Jussa.
-Myślałem, że może dzisiaj wieczorem. Pasuję ci?
-Pewnie. Jest mi to obojętne.- odparłam. Spojrzałam jeszcze na Justina i ruszyłam w kierunku domu.
-Ale Jess. Nie bądź zła.- krzyknął za mną Justin. Nie byłam na zła. Było mi tylko trochę smutno, ponieważ pokochałam to miejsce. Szłam do pokoju, ale ktoś mnie zatrzymał. Poczułam rękę na moim ramieniu.
-Jess...- powiedział spokojnie Justin.
-Co?- obróciłam się do niego. Chyba nie wiedział co powiedzieć, bo przez chwilę coś mamrotał. Nie szło go zrozumieć.
- Spakuj się.- powiedział po chwili i ruszył w inną stronę. Serio to chciał mi tylko powiedzieć?
Weszłam do pokoju i 'rzuciłam' się na łóżko. Miałam w dupie spakowanie się. Zaczęłam rozmyślać.
***
Był już wieczór. Nie odzywaliśmy się z Justinem do siebie zbytnio. Tylko to co było trzeba. Zeszliśmy na dół z walizkami, gdzie czekali na nas dziadkowie.
-Och.. na prawdę już musicie jechać?- zapytała babcia.
-Tak babciu. Nie możemy siedzieć tu w nieskończoność.- powiedział Justin.
-Szkoda, ale obiecajcie, że jeszcze kiedyś przyjedziecie.- uśmiechnęła się.
-Tak, dopilnuję tego.- powiedziałam i uścisnęłam babcie, w trakcie, kiedy Justin żegnał się z dziadkiem. Babcia pocałowała mnie w policzek i wyszeptała w ucho ' Jesteś na prawdę świetną dziewczyną dla naszego wnuka. On nie widzi świata po za tobą'. Zarumieniłam się, gdy usłyszałam te słowa. Wyszeptałam jej szybkie 'Dziękuję' i się uśmiechnęłam. Podeszłam teraz do dziadka i pożegnałam się z nim.
-Będę tęsknić.- krzyknęłam do dziadków, gdy podchodziliśmy z Justinem do jego samochodu. Jechałam razem z nim w jego 'cudeńku'. Powiedział mi, że moje auto już jutro będzie w L.A. Nie mam pojęcia jak to zrobi, ale spoko. Wsiedliśmy do samochodu i Justin odpalił silnik. Pokiwałam, jeszcze dziadkom, którzy stali na zewnątrz. Po chwili Justin ruszył i wyjechał na drogę.
-Musimy ich jeszcze kiedyś odwiedzić Justin.- powiedziałam patrząc w okno.
-Oczywiście księżniczko.- powiedział bez emocji, a ja nie wiem dlaczego się uśmiechnęłam.
***********************************************************************************
Dość długi rozdział.
Przepraszamy, że rozdział dopiero dzisiaj, ale były małe problemy. ;)
Początek rozdziału napisała @Julix.
@Alix
Czytasz=Komentujesz
Cudowny <3
OdpowiedzUsuńAjudhbfjaas... Kocham <3
OdpowiedzUsuń