sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 31-"Mam dla Ciebie niespodziankę"

Położyłem ją na tapczanie,a sam oddaliłem się trochę aby ściągnąć koszulkę,Jesicca podparła się na łokciach i patrzyła co ja robię,mrucząc przy tym.Kiedy ja podchodziłem już do łóżka,ona ściągała  z siebie bluzkę,ale nic po za tym.Położyłem się obok niej .Szczerze?To chciałem,aby to ona dziś zaczęła.Weszła na mnie i zaczęła mnie namiętnie całować w usta i szyję,zjeżdżając coraz niżej i niżej.Chciałem czegoś więcej.Byłem już tak podniecony,że zaraz osiągnąłbym orgazmu.Zamieniliśmy się miejscami-teraz to ona wylądowała na dole.Zacząłem dobierać się do jej stanika ,całując jej usta,w końcu go zdjąłem i zacząłem pieścić jej piersi.Zdjąłem kolejne i ostatnie już ubrania z nas i zacząłem ją masować i całować po całym ciele-moje ręce były wszędzie.W końcu w nią wszedłem,wiedziałem ,że na to czeka,bo zaraz potem jęczała z rozkoszy.Mój "przyjaciel" bardzo dobrze się w niej czuł.

-Kochanie jest mi z Tobą tak dobrze-wyszeptałem jej do ucha

-Szybciej,Juss,szybciej-była mega podniecona,a mnie to rozpalało,zacząłem gwałtownie ruszać się w górę i w dół,byłem blisko dojścia,a tym bardziej ona.Oboje syczeliśmy,nie wiedziałem czy to z bólu czy poziomu zadowolenia,raczej to drugie.Doszliśmy w tym samym czasie,ona była tak energiczna,a ja żądałem więcej,ale nie miałem już sił,dałem z siebie wszystko.Położyłem się obok niej ,a ona przytuliła się do mnie-przykryłem nas kołdrą,przecież byliśmy nadzy.

***

POV Jesicci:

Kochałam tego kolesia.On mnie nakręca jak budzik.Byłam już śpiąca więc szybko zasnęłam (...)Obudziłam się rano i nie zastałam nikogo obok.Po chwili ktoś wszedł do pokoju:

-Justin,to ty?-zapytałam

-Nie,kochanie to ja babcia-wyłoniła się twarz kobiety,którą pokochałam jak własną babunię-Przyszłam spytać czy masz jakieś brudne rzeczy ,bo mam zamiar wyprać.-oznajmiła

-Nie babciu,nic nie mam ,wszystko jest już w koszu na brudy,a gdzie Juss?-zapytałam

-Nie wiem,on rano wyszedł z domu i pojechał.-powiedziała,po czym wyszła z pokoju i zeszła na dół.Martwiłam się o Justina,napisałam do niego sms:

Do:Skarb<33

Gdzie ty jesteś?:P

***

Szybko odpisał...

***

Od:Skarb<33

Zaraz będę,mam dla Ciebie niespodziankę.<3

***

Jej... Jak ja nie lubię niespodzianek,a szczególnie od Juss'a ,on jest taki...taki nieobliczalny.Wstałam i od razu podeszłam do szafy"Muszę się w coś ubrać"-tylko to miałam w głowie...Wybrałam błękitne rurki ,a do tego czarną bokserkę-to był mój ulubiony zestaw,bardzo go lubiłam,ale jak zawsze miałam problem z butami,standardowo wybrałam czarne vansy i zeszłam na dół.Zabrałam dzbanek z herbatą ,nalałam sobie do kubka i wyszłam trochę na świeże powietrze.Usiadłam Na tarasie i myślałam nad tym co dzieję się w domu,jak tam dziewczyny,a najbardziej dręczyła mnie myśl "Dlaczego on mnie tu przywiózł",postanowiłam od razu po przyjeździe Justina z nim poważnie pogadać.

-Jestem-usłyszałam głos za plecami,oczywiście szybko zorientowałam się czyj to głos.

-Hej,musimy pogadać,ale najpierw co to za niespodzianka?-zapytałam zaciekawiona

-Chodź,musisz to spróbować-powiedział do mnie,schwycił mnie za rękę i zaprowadził do samochodu.Otworzył mi drzwi-od zawsze wiedziałam ,że jest gentelmenem .Kocham tego Guptasa.Usiadł na miejsce kierowcy i ruszyliśmy na drogę.Byłam zdziwiona ,że nie zapalił;

-Justin,ty nie palisz?-zachichotałam

-Jess,mówiłem Ci kiedyś,że palę tylko w nagłych wypadkach,albo kiedy jestem no wiesz...-nie dokończył,bo oczywiście musiałam mu przerwać.

-A więc gdzie mnie zabierasz,co to za niespodzianka?-zapytałam,bo byłam już zmęczona drogą.Uknułam malutki plan:

- Justin, siiiiiku – przeciągnęłam, zakładając nogę na nogę, żeby było bardziej wiarygodne, że nie mogę już wytrzymać.

- Nie mogłaś zrobić tego w domu?? – Spojrzał na mnie zdziwiony. 

- Mam pęcherz wielkości orzeszka – zaśmiałam się.

- Jakiego? Ziemnego? – zażartował i uśmiechnął się zadowolony z siebie.
   

Zatrzymał się na jakiejś polanie z dostępem do lasku. Bezludzie. Nic więcej. Wysiadł z samochodu, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i oparł się plecami o zamknięte drzwiczki. Byłam zdziwiona ,bo zapalił papierosa,to oznaczało ,że się stresował. Zagryzłam dolną wargę i zamiast pokierować się w stronę lasku, podeszłam do Justina. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Zaczęłam zbliżać się do niego, ściągając powoli przez głowę koszulkę. Uśmiechnęłam się diabelsko i przyssałam się do jego malinowych ust. Chwilę nie reagował, ale kiedy złapałam go za czułe miejsce, chcąc by poddał się moim pokusom, odwzajemnił moje pocałunki. Delikatnie przejeżdżał ustami po mojej brodzie i szyi. Rozpiął mi stanik i otworzył drzwi. Rzuciłam się na niego, przewracając go w ten sposób na tylne siedzenia. Nasze pocałunki były brutalne, ale i pełne namiętności. Zerwałam z niego T-shirt i spodnie. Wtedy poczułam jego przyrodzenie. Otarłam się o nie, co jeszcze bardziej go podnieciło. Usiedliśmy, a on zaczął ściągać ze mnie skąpe majteczki. Mruczałam przy jego uchu, dając tym znać, że już się nie mogę doczekać. Rozchylił moje uda. Wiłam się na skórzanym siedzeniu jak wąż. Czułam, że jestem bliska szczytu, więc Justin przestał mnie pieścić, przybrał odpowiednią dla niego pozę i wsadził we mnie swojego sztywnego, nabrzmiałego pana.  Był taki szybki, że po minucie zwijałam się z ekstazy czerpanej z orgazmu. Było mi tak cudownie, że czułam się jak w niebie. Nie pozwoliłam Justinowi przestać, ponieważ chciałam by on również doszedł.  Leżeliśmy zadowoleni, wtuleni w siebie. Po kilku minutach usiadłam na Justinie i poczułam, jak jego "przyjaciel" znowu się podnosi, czując bliskość moją bliskość. Kiedy w pełni stał na warcie, wsadziłam go w siebie i zaczęłam ujeżdżać. Wykonywałam miarowe ruchy biodrami. Klepał mnie po tyłeczku, a ja krzyczałam jego imię w niebogłosy. W momencie kiedy dochodził do ponownego orgazmu, oświadczył mi, że jest gotów ponieść konsekwencje z tego wspaniałego wypadu, i że nic go nie obchodzi. Mówił, że mnie kocha i będzie cieszył się jak debil, gdy będzie miał ze mną dziecko. Przestraszyłam się trochę tej decyzji.Po chwili było już po wszystkim,byłam zadowolona z jego decyzji,przecież już od kilku razy nie używamy prezerwatyw,a ja nie zażywam żadnych tabletek -co ma  być to będzie.


***
  Założyłam na siebie ciuchy,to samo zrobił Justin i wsiedliśmy na swoje miejsca,ruszyliśmy w dalszą drogę.Po 10 minutach byliśmy już na miejscu,nie odzywał się cały czas,widocznie jeszcze był zachwycony tym.Moje oczy ujrzały jakiś plac,z pachołkami ,białymi liniami itp.Zupełnie nie wiedziałam co to jest.


-Jesicca chodź,musimy zamienić się miejscami-powiedział i wysiadł z samochodu
  -Ale Justin,jak to ,przecież ja ...-nie pozwolił mi dokończyć

-No i właśnie chcę Cię nauczyć-zgodziłam się i poszłam za kierownicę,Justin wszystko mi wyjaśnił-Co jak mam robić?- ruszyłam.Justin był zadowolony,z tego co ja robię.Jeździłam jak jakiś zawodowiec,nie obaliłam żadnego pachołka ani nic,sama byłam z siebie dumna.


-Czy to jest ta niespodzianka?-wysiadając z auta zapytałam.

-Nie,skarbie-powiedział i podszedł do mnie całując mnie w usta-Niespodzianką jest to,że załatwiłem Ci prawo jazdy.Jutro o 12 mamy się tu wstawić,będziesz zdawała.W garażu dziadków stoi "cudeńko" w panterkę ,które kupiłem rano dla Ciebie.

-Jejka,Justin dziękuje -wskoczyłam na niego i wpiłam się w jego cudowne soczyste usta-Jesteś taki kochany-powiedziałam

-Wiem,nie musisz mi tego ponownie mówić -musnął moje usta i wsiadł do samochodu,a ja zaraz za nim

-Ale przecież ty miałeś iść dzisiaj z dziadkiem na ryby-powiedziałam zszokowana

-Nie martw się,z dziadkiem wszystko załatwiłem,oni wiedzą .

-O ty-uderzyłam go w umięśniony tors.Jechaliśmy już dłuższy czas,nagle Justin zatrzymał się w tym miejscu ,gdzie przedtem uprawialiśmy seks.-Nie,nie mój drogi,nie ma drugiej rundy-powiedziałam

-Jess,nie o to mi chodzi,chciałaś pogadać to proszę,słucham-powiedział śmiejąc się ze mnie

-Nie śmiej się ze mnie no.-zrobiłam smutną minkę,a on pocałował mnie w płatek ucha-Chciałam Cię zapytać dlaczego mnie tutaj zabrałeś ,do dziadków?-zapytałam

-Przecież chciałaś-odpowiedział

-Justin!Ja wiem,że to nie jest prawdziwy powód,widzę to po Tobie. Chciałabym to po prostu w końcu wiedzieć.-warknęłam

-No dobrze,zabrałem Cię tu ,ponieważ pojechałem do Miguela z nim pogadać,ale zaczął się na mnie rzucać,to dostał po mordzie,zostawiłem go tam,a jego matka od razu zadzwoniła po pogotowie i policję.Pojechałem do domu,wziąłem prysznic,zjadłem obiad ,pogadałem z rodzicami i położyłem się spać ,kiedy się obudziłem ,zszedłem na dół i znowu gadałem z rodzicami i właśnie miałem wychodzić do Ciebie gdy nagle dzwonek do drzwi-to policja(...) No i własnie wtedy wpadłem na spontaniczną decyzję zabranie Cię tutaj-opowiedział mi-Jesteś zła?-zapytał

-Nie,a jest o co?Chętnie skwasiłabym tego gnojka,nienawidzę go!-krzyknęłam.Po czym ruszyliśmy w drogę,musiałam wypocząć przecież jutro zdaję na prawko,byłam podekscytowana.

***********************************************************************************

Bardzo was przepraszam,że nie dodałam wczoraj,ale nie miałam czasu,sorcia.@Julix 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 30-" Budyń"

-On jest mój! Więc spierdalać od niego.- powiedziałam do laluni, a kątem oka widziałam, jak na twarzy Justina pojawia się uśmiech. Te suki odeszły od nas mrucząc coś pod nosem. Justin objął mnie od tyłu i wyszeptał w ucho.

-Czy u ciebie właśnie pojawiła się zazdrość?- powiedział, a uśmiech nie zszedł mu z twarzy.

-Może.- powiedziałam. Justin odwrócił mnie tak, że teraz staliśmy twarzą w twarz.- A powinnam być zazdrosna?- zapytałam.

-Nie.- odpowiedział i przyciągnął mnie do siebie.- Jestem tylko twój.- uśmiechnął się, bo zobaczył mój rumieniec.- A ty tylko moja.- powiedział po czym mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek.

-Idź skończ grę.- odepchnęłam go od siebie.

-Masz rację.- uśmiechnął się i poszedł do swojej drużyny. Po chwili zaczęli grać. Justin trafił do kosza  za trzy punktu. Spojrzał na mnie i powiedział "To dla ciebie kochanie". Zarumieniłam się.

***
-Dzięki za grę chłopaki.- Justin pożegnał się ze wszystkimi.- Zobaczymy się jeszcze zanim wyjadę obiecuję.- powiedział jak podszedł do Rayana i Chaza.

-Mamy nadzieje.- zaśmiał się Chaz. Justin podniósł swoją koszulę, ale jej nie założył. Objął mnie w tyli i powiedział jeszcze do chłopaków, że zadzwoni jutro i poszliśmy.

-Wygrałem dla ciebie.- uśmiechnął się Juss.

- Dziękuję.- pocałowałam go w policzek. -Twoi kumple stąd są naprawdę spoko.

-Czasami są wkurzający, ale za to ich lubię.- powiedział Justin. Szliśmy chwilę w ciszy do puki nie doszliśmy do domu.- Muszę wziąć prysznic.- powiedział otwierając drzwi i wpuszczając mnie pierwszą.

-Tak. Powinieneś.- zaśmiałam się. Weszłam do domu i zauważyłam dziadków siedzących na kanapie i przytulonych do siebie.

-Justin spójrz.- powiedziałam i wskazałam na nich.- To takie słodkie.- uśmiechnęła się.

-Tak. To jest słodkie.- przyznał Justin.

-O Boże! Ty przyznałeś, że coś jest słodkie?- zaśmiałam się.

- Przestań Jess!-przewrócił oczami i poszedł do salonu.- Cześć wam! Już jesteśmy.- przywitał się. Ja podeszłam chwilę za nim i zrobiłam to samo.

***
Justin's POV:

Wziąłem szybki prysznic i zszedłem na dół.

-Dziadku, to kiedy pójdziemy na te ryby.- zapytałem i usiadłem koło niego na kanapie.

-To chcesz iść?- spojrzał na mnie.

-Oczywiście. Obiecałem ci, a po za tym to jest dla mnie przyjemność iść z moim dziadkiem na ryby.- uśmiechnąłem si.

-Dobrze, to może jutro rano?- zaproponował.

-Mi pasuję.- zgodziłem się i rozsiadłem się wygodnie na kanapie pod czas, gdy Jessica robiła coś z moją babcią w kuchni.- Co oglądasz?- zapytałem dziadka.

-A nic, tak sobie patrzę.- powiedział i chwilę później do salonu weszły dwie kobiety, które kocham. W rękach miały kubki.

-Proszę.- Jess podała mi jeden z kubków, które niosła.

-Co to?- zapytałem.

-Budyń.- powiedziała babcia i dała kubek dziadkowi.

-Oo.. pycha.- powiedziałem i wziąłem łyżeczkę do buzi.- Waniliowy. Mój ulubiony.

-My pójdziemy do ogrodu.- powiedział dziadek i poszli w kierunku drzwi balkonowych.

-Okej.- odpowiedziałem.- Jaki masz smak?- zapytałem Jess

-Czekoladowy.- odpowiedziała zajadając swój budyń.

-Daj trochę.

-Jak ty dasz mi spróbować twój.- uśmiechnęła się łobuzersko.

-Okej. Masz.- nabrałem mojego budyniu na łyżeczkę i wsadziłem jej do budzi.

-Pyszny. Zamień się.

-O nie!- zaprotestowałem.- Daj mi teraz spróbować twojego.

-Noo masz.- dała mi łyżeczkę.- I jak?- zapytała unosząc brwi.

-Dobry, daj jeszcze.- nie czkałem na jej odpowiedź i wziąłem jej kubek i zaczęłam jeść.

-Ej!- napadła na mnie i zabrała mi kubek.- Zjadłeś mi prawie połowę.- spojrzała w kubek i udawała obrażoną.

-Wynagrodzę ci to później.- uśmiechnąłem się i poruszałem brwiami.

-Oj przestań!- rzuciła we mnie poduszką.

- Wiem, że chcesz.- nie przestawałem się uśmiechać.- Nie możesz mi się oprzeć.- przysunęłam się do niej i zacząłem składać pocałunki na jej szyi.

-Boże.. Justin. Nie tutaj okej?- odepchnęła mnie.

-Dlaczego?- spojrzałem na nią pytająco. Jess wywróciła oczami.

-Twoi dziadkowie mogą wejść w każdej chwili.

-Masz rację chodź do pokoju!- złapałem ją za rękę i zacząłem prowadzić do drzwi pokoju. Kiedy dotarliśmy otworzyłem je i wszedłem do środka zamykając drzwi za nami. Od razu rzuciłem się na Jess i zacząłem ją ostro całować. Przycisnąłem ją do ściany a ona odwzajemniła i pogłębiła pocałunek. Czekałem na to od przyjazdu tutaj.

***********************************************************************************

Przepraszam, że taki krótki, ale od rana nie miałam internetu i teraz pisałam na szybko. @Alix

Czytasz=Komentujesz  Może to być zwykła emotka, ale zawsze coś nas motywuje do pisania.

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 29-"Nie zagram"

Przeczytaj!Ważne!

Postanowiłyśmy z @Alix,że teraz będziemy dawać jeden rozdział dziennie,a jak zacznie się szkoła to będziemy dawały co piątki.Prosimy o waszą wyrozumiałość :P

***

-Chodźmy do domu,trochę mi zimno-powiedziała Jess

-Masz rację,chodźmy-dałem jej swoją bluzę i poszliśmy w stronę domu

-Jutro czeka nas ciężki mecz-zachichotała

-Dokładnie,ale możemy poćwiczyć,dziadkowie mają przy garażu kosza,z młodych lat,co powiesz abyśmy potrenowali?-zaproponowałem

-Oo tak ,bardzo chętnie.-zgodziła się i poszliśmy.Kiedy już byliśmy na miejscu weszliśmy do środka ,a babcia od razu zaproponowała nam herbatkę,Jess chciała się zgodzić ,ale przecież mieliśmy iść grać:

-Kochanie,mieliśmy iść grać-zrobiłem smutną minkę i poszedłem w stronę drzwi,a Jessica zaraz za mną.Wyszliśmy na świeże powietrze ja zabrałem piłkę i zacząłem odbijać ,a Jess ściągała moją bluzę.

-Co od razu zrobiło Ci się ciepło?-zaśmiałem się

-Spadaj-odpowiedziała i chciała abym podał jej piłkę,odbijała ją i nagle trafiła do kosza "wsadem"

-Jessica!Jesteś świetna!

-Przesadzasz znowu,przecież to normalna gra-powiedziała,a nagle zaczęła pokazywać jakieś inne sztuczki z piłką i koszem.

-Jesteś cudowna,musisz być jutro w mojej drużynie-powiedziałem

-Dziękuję -powiedziała i dalej zaczęliśmy grę.Graliśmy już dłuższy czas.Jess była przy piłce ,a ja podbiegłem i jej ją odebrałem ,a ona zaczęła się nagle zwijać tak jakby z bólu.

-Eee co Ci jest?-zapytałem

-Mój palec, auuuu-łzy spływały jej po policzku
 
Jessica's POV :

Gra była świetna,ale ten palec .To był niewiarygodny ból.

-Co ci się w niego stało?-zapytał Juss

-Boli mnie strasznie.

-Chodźmy do babci ,ona coś poradzi.-zaproponował i poszliśmy.Babcia obejrzała go i powiedziała , że jest to złamanie.

-Co?Babciu zrobisz coś z tym czy muszę jechać na pogotowie?-zapytałam

-Aniołku nie martw się,zaraz coś z tym zrobimy-powiedziała babcia ,po czym  poszła do kuchni ,otworzyła szafkę i wyciągnęła z niej jakąś cuchnącą maść ,gaziki,bandaże itp.Podeszła do mnie i poprosiła mnie abym położyła rękę sztywno na stole,a Justin miał mi ją przytrzymać.Babunia otworzyła maść i zaczęła mi nią smarować bolące miejsce.

-Fuuuj ,babciu jak to śmierdzi-zachichotał Juss

-Justin jak zawsze musisz być taki zabawny ,prawda?

-Ale to na prawdę śmierdzi-wtrąciłam i wszyscy zaczęliśmy się śmiać .Po wszystkim poszliśmy z Jussem do pokoju,nie mogłam wytrzymać bólu ,dlatego babcia dała mi jakąś tabletkę na sen.Weszłam pierwsza ,a zaraz za mną Justin.

-Myszko wiem,że jutro nie będziesz grała,ale chyba pójdziesz tam ze mną -powiedział

-Pewnie,że pójdę,przecież muszę zobaczyć Cię w akcji-zachichotałam,a Justin podszedł do mnie i zaczął mnie namiętnie całować po szyi.Wyraźnie widać było,że liczy na więcej,ale przecież dostałam leki nasenne.Położył mnie na łóżko i delikatnie całował mnie w usta i ściągał mi bluzkę,niestety przeszkodził nam sms na moim iPhonie.:

Od:Arii<3

Gdzie ty jesteś do cholery? Martwimy się.

***

-Justin proszę Cię przestań muszę odpisać -powiedziałam,ale on i tak nic sobie z tego nie robił

-Nie przestanę,bo odkąd tutaj przyjechaliśmy jeszcze tego nie robiliśmy ,zawsze nam coś przeszkadza,albo ty nie masz ochoty,no proszę Cię-podniósł głowę i powiedział zbulwersowany.Odepchnęłam go od siebie i wstałam,aby odpisać:

-Juss,ja muszę.-wstałam

Do:Arii<3

Jestem u dziadków Justina,w Kanadzie.

Od :Arii<3

Nawet się nie pożegnałaś z nami?

Do:Arii<3

Przepraszam,ale nawet ja nie wiedziałam,że tu przyjedziemy,to był spontan ;p

***

Już nic nie odpisywałam,bo widziałam po Justinie,że jest na mnie obrażony.Położyłam się obok niego na łóżko i dołączyłam do oglądania jakiegoś filmu.Chciałam się do niego przytulić,ale mnie odtrącał.W końcu się wkurzyłam i odwróciłam się na bok i próbowałam zasnąć:

-Nie to nie,bez łaski-powiedziałam

-Jessica!-warknął

-Co chcesz?-zapytałam,ale nie usłyszałam odpowiedzi,seplenił coś pod nosem.Nie wiem o co mu chodzi,ale najwyraźniej nie rozumie,że musiałam odpisać,a do tego boli mnie palec.Nie miałam ochoty na kolejną kłótnie,dlatego przybliżyłam się do niego i położyłam się na jego brzuchu.

-Już ci przeszło?-zapytał

-A przepraszam bardzo,co mi miało przejść?-chichotałam.Justin kazał położyć mi się na poduszce,po czym "usiadł" na mnie i zaczął całować moje usta coraz namiętniej,ja niczemu nie zaprzeczałam,tak na prawdę sama tego pragnęłam.Obściskiwaliśmy się ,ale nic poza tym.Po skończeniu powiedział do mnie tylko "Dokończymy później",wiedziałam co ma na myśli.Postanowiłam pójść się wykąpać,a zaraz po mnie miał iść Juss.Zabrałam koszulkę Justina,w której śpię i poszłam się wykąpać-rozpuściłam włosy i weszłam do wanny-brakowało mi tego .

***

Po wyjściu z łazienki zobaczyłam słodko śpiącego Justina,przykryłam go kołdrą i poszłam na dół-miałam ochotę na herbatę.Schodząc po schodach zauważył mnie dziadek .

-Kochanie jeszcze nie śpisz?-zapytał

-Nie,mam straszną ochotę na herbatę.-odpowiedziałam

-Ja ci zaparzę-powiedziała babcia

-O dziękuję bardzo,jesteście tacy kochani.

-A gdzie mój wnuk-zapytał dziadek

-Juss śpi,jak niemowlę-zaczęliśmy się śmiać.Siedziałam tak z nimi ,bardzo milutką godzinkę.Rozmawialiśmy  o wszystkim,pytali mnie o moich rodziców i w ogóle...Byłam już trochę zmęczona,dlatego przeprosiłam ich i poszłam na górę.Weszłam do pokoju i od razu położyłam się obok Justina i zasnęłam

***

Justin's POV:

Obudziłem się rano i czułem,że muszę się wykąpać .Zobaczyłem śpiącą Jessice i nie chcąc jej budzić ,po cicho wyszedłem z pokoju.Słyszałem ,że na dole już nikt nie śpi,bo było słychać jak babcia krząta się po kuchni... Po wykąpaniu poszedłem do pokoju ,żeby się ubrać.Wybrałem dresy ,które ostatnio nosiła Jess(chociaż zwyczajnie należały do mnie) i pierwszą, lepszą koszulkę i zszedłem na dół-byłem głodny.Dziadkowie czekali już na nas ze śniadaniem.

-Babciu,która to godzina?-zapytałem

-Dokładnie 11:42,a dlaczego pytasz?

-Bo o 15 mamy mecz kosza z chłopakami-odpowiedziałem

-Ale chyba wiesz ,że Jessica nie może grać?-zapytała-A tak w ogóle to gdzie ona jest,śpi jeszcze?

-Dokładnie,śpi jeszcze-mówiąc to ujrzałem ją schodzącą po schodach,podeszła do stołu,usiadła obok mnie i pocałowała mnie w ucho-to było na prawdę słodkie.

***

Wybiła godzina 14:30 ,musieliśmy się już powoli zbierać.Zabraliśmy wszystko co potrzebne i poszliśmy.Na miejscu wszyscy już za nami czekali.Przywitaliśmy się :

-Siemano wszystkim,Jess nie gra,ponieważ wczoraj złamała palec-powiedziałem

-Jaka szkoda-powiedział Chaz

-Co zrobisz,już taka jestem-zachichotała Jessica.Poprosiłem ją aby usiadła na trybunach razem z innymi dziewczynami.

***

Po podzieleniu się na grupy,musieliśmy dogadać się co robimy,aby nasze ubiory drużynowe różniły się,zdecydowaliśmy,że moja drużyna musi ściągnąć koszulki-widać było po minach dziewczyn,że podobało im się to.Rozpoczęliśmy grę,było świetnie nasza drużyna prowadziła 4-2.

***

Jessica's POV:

Siedziałam na trybunach sama jak palec,chyba wolałabym siedzieć z dziadkami w ogrodzie,tam przynajmniej miałabym z kim pogadać.Nagle usłyszałam jak laski obok gadają."Patrzcie na Biebera,jakie ciacho i jeszcze ten ABS mmmmm" zaczynało mnie to denerwować postanowiłam to przerwać.

-Ej słuchajcie puste lalunie,tak to możecie mówić sobie o swoim ojcu,ale na pewno nie pozwolę na to abyście mówiły tak na mojego chłopaka.-byłam zbulwersowana

-Nie podoba się coś to spierdalaj-powiedziała do mnie jedna z nich

-Nie bądź śmieszna idiotko-wstałam ,emocje sięgały zenitu.Podeszłam do niej i powiedziałam ,że jak jej coś nie pasuje to ma stąd migać w podskokach,zaczęła coś tam na mnie bluźnić ,a ja miała z tego niezły ubaw.Po chwili zaczęły wkraczać już ręce.Wymachiwała nimi do mnie ,aż w końcu strzeliłam jej liścia,a ona wyjebała się na ziemie.

-I co nadal jest Ci tak miło?-zapytałam.po czym ona znowu do mnie podskoczyła,teraz to już nie wytrzymałam i położyłam ją na glebę jednym zamachem.Po chwili na miejscu byli już chłopaki.;

-Kochanie co się dzieje?-zapytał mnie Juss

-Kochanie?-zachichotały te lalunie

-Nic po prostu na to zasłużyła.-odsunęłam się od niej ,a Justin przyciągnął mnie do siebie i zaczął mnie namiętnie całować,a ja to tylko odwzajemniałam.

-Uuuuooo stary,gratulacje-piszczeli chłopaki

*********************************************************************************

Rozdział chyba troszkę krótki:D   Jak wam się to podoba,nie długo niespodzianka i wgl xdee @Julix
 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 28-"Dawna przyjaźń"

***
Obudziłam się po godzinie drzemki. Justin nadal spał, więc postanowiłam go nie budzić. Wstałam i oglądałam rzeczy w jego pokoju. Na jednej z półek były piłki do kosza, a obok znajdowało się dużo zdjęć. Były tam zdjęcia jego dziadków i rodziców z jakimś chłopcem. Domyśliłam się, że to Justin. Był na prawdę słodki w dzieciństwie. Miał dłuższe włosy i grzywkę. Trochę dalej były zdjęcia z jego starymi przyjaciółmi i drużyną hokejową. Jedno zdjęcie było na prawdę fajne. Był tak Justin i jacyś dwaj chłopcy. Jeden z nich trzymał piłkę od kosza i mieli szerokie uśmiechy. Na dole zdjęcia był napis "Na zawszę" i ich podpisy."Rayan, Justin i Chaz". Przyglądałam się zdjęciom przez długi czas. Nagle poczułam parę ramion oplatających moją talię. Justin położył głowę na moim ramieniu.

-Hej.- pocałował mnie w policzek.- Wyspałaś się?

-Tak a ty?- zapytałam.

- Tak.-spojrzał na mnie.-Oglądasz moje zdjęcia?- zapytał, poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi.

-Tak. Grałeś w hokeja ?- zapytałam.

-Tak. Uwielbiałem to, z resztą nadal uwielbiam tak samo jak koszykówkę.- powiedział Justin z lekkim uśmiechem.

-Zauważyłam.- uśmiechnęłam się.- To są twoi przyjaciele?- wskazałam na zdjęcie z Rayanem i Chazem.

-Nie widziałem ich od lat.- powiedział.

-Mieszkają tutaj ?- zapytałam.

-Nie wiem. Chyba nadal tak.- powiedział wpatrując się w zdjęcie.- Byli na prawdę dla mnie jak bracia.- powiedział a trochę smutku pojawiło się w jego oczach. Trwała cisza, kiedy postanowiłam zadać kolejne pytanie.

-Justin, kiedy się stąd wyprowadziłeś?- zapytałam.

-Jak miałem 12 lat. Moja mama dostała dobrą propozycję pracy w L.A. i musieliśmy się przeprowadzić. Nie byłem z tego zadowolony, ale nie miałem wyjścia.- powiedział i nastała chwila ciszy.- Kocham Stratford.- dodał po chwili.

- Wiem, że je kochasz. Jesteś tutaj taki szczęśliwy.- powiedziałam i musnęłam mu usta.- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś.

- Proszę.- uśmiechnął się. Nagle zaburczało mi w brzuchu.

-Uuu.. ktoś tu chyba jest znowu głodny.- zaśmiał się Justin.

-Nie moja wina. I nie śmiej się.- uderzyłam go w ramię.

-Dobra chodź. Babcia na pewno uszykowała coś do jedzenia.- złapał mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Weszliśmy do kuchni gdzie była babcia. Dziadek siedział w salonie i oglądał TV.

-Hej kochani! Właśnie robię obiad.- powiedziała.

-O to wspaniale! Jesteśmy trochę głodni.- zaśmiał się Justin.

-A zgadnij co będzie na obiad Justinku.- powiedziała. Zaśmiałam się gdy usłyszałam jak mówi 'Justinku' to było takie słodkie.

-Babciu nie mów już tak do mnie. Ja mam 21 lat.- oburzył się Justin, a ja znowu się zaśmiałam.

-Justin przestań. To jest słodkie.- powiedziałam.- Więc co będzie na ten obiad?- zwróciłam się do babci Jussa.

-Ulubione danie Justina.- podkreśliła 'Justina'- Spaghetti.-uśmiechnęła się.

-Świetnie.- odwzajemnił uśmiech.

-To ja może w czymś pomogę?- zapytałam.

-Och.. tak. Mogłabyś nakryć do stołu?

-Oczywiście.- odpowiedziałam, wzięłam talerze, sztuczce i poszłam do jadalni.

-To ja pójdę do dziadka.- poinformował Justin i poszedł w kierunku kanapy.

-Okej.- powiedziałam. Rozkładałam talerze i sztuczce a potem szklanki i przyniosłam sok.

-Możesz ich już zawołać.- wskazała na dwójkę gadającą i oglądającą TV. Przytaknęłam i poszłam do nich.

-Chodźcie już na obiad.- powiedziałam.

-Dobrze skarbie, już idziemy.- powiedział dziadek. Uśmiechnęłam się, kiedy powiedział do mnie 'skarbie'. Co ten Justin mu musiał nagadać? Po chwili zasiedliśmy wszyscy do stołu, odmówiliśmy modlitwę i zaczęliśmy jeść.

-Częstujcie się.- powiedziała babcia. Nałożyłam sobie dużą porcie spaghetti i zaczęłam jeść.

-To jest na prawdę bardzo smaczne.- powiedziałam.

-Dziękuję.- uśmiechnęła się babcia Diane.

-Tak moja babcia robi najlepsze  spaghetti.- powiedział Justin całując swoją babcie w dłoń. Był słodki.

***

Po zjedzeniu obiadu i posprzątaniu Justin zaproponował mi spacer. Powiedział, że oprowadzi mnie po okolicy. Zgodziłam się, bo chciałam zobaczyć jak wygląda to małe miasteczko. Wyszliśmy z domu i zaczęliśmy iść chodnikiem.

-Więc co mi pokażesz?- zapytałam i złapałam Justina za rękę.

-Moją starą szkołę, skatepark i co się jeszcze da.- powiedział i złapał mnie w tali przytulając do siebie. Szliśmy chwilę chodnikiem. Na drodze nie było zbytniego ruchu, tylko kilka samochodów przejeżdżało.

-O to jest szkoła, do której chodziłem.- wskazał na duży szary budynek. Wyglądał jak szkoła.

-To nie miałeś daleko do szkoły.- powiedziałam.

-Tak, chodziłem pieszo.- uśmiechnął się.- Mogłem przez to chodzić na wagary.- tym razem pojawił się ten łobuzerski uśmieszek.

-Chodziłeś na wagary?-zapytałam.- Ale byłeś niegrzeczny.- zaśmiałam się.

-Tak. Zawsze z Chazem i Rayanem szliśmy na lody, albo pojeździć na deskach.

-I nikt się nie dowiedział.- zapytałam.

-Oczywiście, że tak. Później musieliśmy zostawać dodatkowe godziny w szkole.- zaśmiał się.- A ty? Byłaś kiedyś na wagarach?- zapytał.

-Może..raz albo dwa razy.- przyznałam, a on zaczął się śmiać.

-Co? Raz albo dwa?- śmiał się nadal.

-Nie śmiej się Justin!- warknęłam.

-Dobrze, grzeczna dziewczynko.- zachichotał jeszcze raz. Tym razem uderzyłam go w tors. Poszliśmy dalej, ale nie trwało to długo. Po jakiś 5 minutach doszliśmy do skateparku.

-Tutaj było miejsce spotkań trzech przyjaciół.- powiedział i wskazał na jedną z ławek. Usiadłam koło niego.- To jest moja ulubiona ławka.-uśmiechnął się.

-Dlaczego?- zapytałam.

-Zobaczysz później.- powiedział uśmiechnął się do mnie.- Spodoba ci się.

-Mam nadzieję.- wtuliłam się w Justina.

-Popatrz tam.- wskazał na rampy i chłopców, którzy skakali deskami po rampach.- Też tak kiedyś robiłem..- powiedział.

-Fajnie. Nadal zostaje przy tym, że miałeś fajne dzieciństwo.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Siedzieliśmy chwile na ławce i rozmawialiśmy. Justin nagle zapatrzył się w coś i był zszokowany/zaskoczony.

-Justin, co jest.- zapytałam i spojrzałam w miejsce, w które się patrzy. Zauważyłam dwóch kolesi, którzy gadali ze sobą i szli przez park. Bardzo mi kogoś przypominali, ale nie wiem kogo... Aha, już wiem kogo. To byli chłopcy ze zdjęć. Rayan i Chaz. Jeden spojrzał w naszą stronę.

-Justin?- zapytał zszokowany.

-Rayan! Chaz!- Justin wstał.

-Stary, to na prawdę ty?- zapytał jeden z nich.

-Tak. Cześć! Dawno się nie widzieliśmy co ?- przywitał się z nimi w męskim uścisku.

Justin's POV:

Nie mogłem w to uwierzyć, że ich spotkałem. Minęło chyba z 7 lat odkąd się widzieliśmy ostatni raz.

-Siema brachu.- przywitał się ze mną Chaz.

-Wydoroślałeś Chaz.- powiedziałem do niego i się zaśmiałem.

-Ty też.- powiedział patrząc na mnie od stóp do głów.- Ale to ja jestem ten przystojniejszy

-Chciał być.- śmiałem się z jego słów.

-Trochę czasu minęło od naszego wspólnego spotkania co nie ?- powiedziałem.

-No tak. 7 lat.- powiedział Rayan.- Czemu się nie odzywałeś ?

-Yyy.. sam nie wiem. Jakoś tak wyszło. Ale od teraz na pewno już będę.

- Kto to?- zapytał Chaz wskazując na Jess, która stała obok.

-To jest Jessica. Moja dziewczyna. Jess to jest Rayan i Chaz, mówiłem ci o nich.- przedstawiłem ich sobie.

-Cześć. Miło mi was poznać. Wiele o was słyszałam.- podała im swoją dłoń.

-Hej. Nam też jest miło.- powiedział Rayan.

- O Bieber sobie znalazł dziewczynę.- zaśmiał się Chaz.

-Zamknij się.- powiedział Rayan.- Jak długo jesteście razem?- zapytał.

-Ponad 2 lata.- powiedziałem.

-A co wy tu robicie tak w ogóle?- zadał kolejne pytanie.

-Przyjechaliśmy do dziadków Justina i chciał mi pokazać okolicę. -powiedziała Jess.

-Tak, Justin ten romantyczny człowiek.- zaśmiał się Chaz a Jess i Rayan z nim.

-Boże.. będziecie się ze mnie nabijać czy siadamy na ławkę?- zapytałem. Byłem trochę podirytowany, ale kocham tych ludzi.

-Siadamy.- powiedział Rayan. Rozmawialiśmy na ławce dosyć długo. Wspominaliśmy stare czasy, a Jess się przy tym nieźle uśmiała.

-Ej, może jutro zagramy sobie w kosza?- zaproponował Rayan.

-Tak. Zaproszę jeszcze paru chłopaków. Na pewno przyjdą jak się dowiedzą, że Justin przyjechał.- powiedział podekscytowany Chaz.

-Okej, to może jutro o 15 ?- zapytałem.

-Okej, przy boisku. Tak gdzie kiedyś.- uśmiechnął się Ray.- My już będziemy iść, bo jest trochę późno. Pa Jess..- pożegnali się.

-Pa chłopcy.- pomachał im.- Są na prawdę fajni. Mają świetne poczucie humoru.- zwróciła się do mnie.

-Tak. Tęskniłem za nimi.- przyciągnąłem ją do siebie.-Patrz to jest to dlaczego uwielbiam tą ławkę.- wskazałem na piękne niebo. Był zachód słońca, a z tej ławki świetnie go było widać.

-Jest ślicznie.- spojrzała na mnie a później na niebo.

-Nie tak jak ty.- zaśmiałem się.

-Dziękuję.- zaśmiała się.

***********************************************************************************
Jest dosyć długi rozdział.

 Ta niespodzianka, o której mówiłam nie jest zbyt miła. @Alix

Czytasz=Komentujesz

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 27-"Herbatka i Ryby=Wspomnienia."

***
Rozmawiałam chwilę z babcią Justina, po czym przyszedł on ze swoim dziadkiem Bruce'm.

-Justin twój pokój jest tam gdzie był i nic nie było w nim ruszane od kiedy ostatni raz tu byłeś.- powiedziała babcia.

-Ooo.. dziękuję.- powiedział Justin i przytulił swoją babcie.- Tak dawno tu nie byłem. Stęskniłem się za tym wszystkim.

-My też się za tobą stęskniliśmy Justin.- powiedział dziadek Jussa.

-To może idźcie do pokoju się rozpakować?- zaproponowała.

-Tak. Pójdziemy.- powiedział Justin, złapał torby i poszedł w kierunku schodów. Uśmiechnęłam się do nich i poszłam za Justinem.

-Więc masz tutaj swój pokój?-zapytałam idąc koło niego korytarzem.

-Tak. Nie byłem tu od dawna, więc nie śmiej się z jego wyglądu. Miałem 14 lat jak tutaj ostatni byłem.

-To dużo czasu.- byłam zaskoczona.

-Tak. Żałuję, że nie odwiedzałem dziadków. Ale teraz będę starał się to nadrobić.- powiedział i otworzył drzwi jednych z pomieszczeń. Wpuścił mnie pierwszą do środka. Pokój rzeczywiście wyglądał jak pokój jakiegoś 14-latka. Ściany były całe w plakatach Spongebob'a, piłkarzy, Spiderman'a, piosenkarzy i modelek. Zaśmiałam się na widok tego wszystkiego i jeszcze pościel z Spiderman'em.

-Mówiłem żebyś się nie śmiała.- usłyszałam ochrypnięty głos.

-Przepraszam, ale nie mogę.- płakałam ze śmiechu jeszcze bardziej, gdy Justin wszedł pod pościel jak chłopiec.-Wyglądasz jak mały chłopiec.

-Co? Przypomniały mi się stare czasy. - zaśmiał się lekko.- Chodź tu!- wskazał na miejsce obok siebie. Weszłam na łóżko i położyłam się koło Justina.

-Chyba miałeś fajne dzieciństwo co nie?- powiedziałam i wtuliłam się w niego.

-Tak. Miałem.- powiedział z uśmiechem na ustach. Przytuliłam się do niego i chwile tak leżeliśmy. Po 10 minutach babcia zawołała nas na dół. Zeszliśmy żeby się dowiedzieć o co chodzi.

-Tak babciu?- zapytał Justin.

-Przygotowałam herbatę i placek. Pomyślałam, że może pójdziemy do ogrodu tak jak za dawnych lat.- powiedziała widocznie zachwycona, że to wymyśliła.

-Tak. Świetny pomysł.- uśmiechnął się Justin.

-Chętnie napiję się herbaty.-dodałam.

-To chodźmy.- powiedziała i przeszła przez drzwi balkonowe, które prowadziły do małego, ale miłego ogrodu. Dziadek Bruce siedział już na jednym z drewnianych krzeseł. Podeszliśmy do stołu i również usiedliśmy na krzesłach. Na każdym był koc lub poduszka.

-Częstujcie się.- powiedziała babcia wskazując na ciasto. Wzięłam sobie jabłecznik i nalałam herbaty. Słońce lekko obijało się o moją skórę i dawało przyjemność.

-Hej Justin! Może poszlibyśmy na ryby tak jak kiedyś pamiętasz?- zaproponował dziadek.

-Tak. Oczywiście, że pamiętam.- uśmiechnął się Justin.- A pamiętasz to dziadku jak kiedyś powiedzieliśmy mamie i babci, że przyniesiemy ryby na obiad, ale nic nie udało nam się złowić, więc kupiliśmy w sklepie?- zaśmiał się Justin. Było widać, że jest szczęśliwi.

-Tak, wtedy twoja mama i babcia udawały, że niby wierzą, że są to złowione przez nas ryby, żeby nie zrobić nam przykrości.- zaśmiali się obaj. Miło było patrzeć jak Justin się dobrze bawi. 

-Teraz jak zaczną wspominać stare czasy to nie przestaną.- powiedziała babcia i przewróciła oczami, a ja się zaśmiałam. Po chwili ciszy postanowiłam się odezwać.

-Bardzo dobry ten jabłecznik.- powiedziałam do babci.- Czego tutaj dodajesz, bo ma taki inny smak jak inne?- zapytałam.

-Dziękuję, na pewno kiedyś dam ci przepis.- powiedziała.

- Mam nadziej.- zaśmiałam się.

***

Po wypiciu herbaty z dziadkami Justina poszliśmy wszyscy do domu. Ja i Justin chcieliśmy trochę odpocząć, więc poszliśmy do pokoju. Wskoczyłam na łóżko i się przeciągnęłam.

-Masz świetny kontakt ze swoim dziadkiem.- powiedziałam do Justina.

-Tak. Kocham tego gościa.- odpowiedział.

-W ogóle twoi dziadkowie są bardzo fajni.- dodałam i uśmiechnęłam się do Justina, który leżał już koło mnie.

-Tak są.- odwzajemnił wyraz twarzy.

-Myślę, że powinniśmy tu częściej przyjeżdżać. Jesteś tutaj bardzo szczęśliwy.- powiedziałam.

-Z tobą jestem szczęśliwy.- powiedział.- Ale to nie znaczy, że nie chcę tutaj częściej przyjeżdżać.- dodał szybko, po czym pocałował mnie w usta. Odwzajemniłam pocałunek. Justin go jeszcze bardziej pogłębił, ale ja od niego się oderwałam.

-Ale powiesz mi dlaczego na prawdę tutaj przyjechaliśmy? Bo wiem, że jak by to był zwykły wyjazd do twoich dziadków nie kazał byś mi się tak szybko pakować.- powiedziałam patrząc w jego oczy. On uciekał ode mnie wzrokiem, więc wiedziałam, że coś jest nie tak, ale nie chciałam naciskać.

-Powiem ci.- przybliżył się do mojego ucha.- Wkrótce.-wyszeptał. Zaczął delikatnie całować moją szyję, ale odsunęłam się od niego.

-W takim razie chcę się zdrzemnąć.- powiedziałam się od niego plecami.

- Och.. kochanie. Nie musimy wcale spać.- przysunął się do mnie i zaczął ponownie całować moją szyję.

-Justin, ale ja chcę.- wychrypiałam, ale on nie przestawał.- Daj spokój.- powiedziałam i odsunęłam Justina od siebie.

-To ma być kara czy jak?- zapytał zdezorientowany.

-W pewnym sensie.- odpowiedziałam.

-Dobra, wiem że i to tak długo nie potrwa, bo nie będziesz mogła się oprzeć.- uśmiechnął się łobuzersko.

-Na twoim miejscu nie byłabym taka pewna Bieber.- zachichotałam.

-Co? Przecież jestem najseksowniejszy na świecie.- powiedział nadal się uśmiechając.

-No wiesz..- zaśmiałam się.

-I tak wiem swoje. Podniecam cię na każdym kroku.- zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.- Śnij o mnie.- pocałował mnie w policzek.

-A ty o mnie.- uśmiechnęłam się.

-Każdy mój sen jest o tobie kochanie.- powiedział i jeszcze raz mnie pocałował.

-To dobrze.- powiedziałam i poczułam parę rąk wokół mnie.

***********************************************************************************

Przepraszam, że trochę krótki i nie zbyt ciekawy, ale obiecuję z Julią, że będzie ciekawiej na pewno. Mamy niespodziankę. @Alix

Czytasz=Komentujesz


Rozdział 26-"Jesteśmy na miejscu!"

***

-No,ale ja po prostu chcę wiedzieć ,gdzie mnie zbierasz-opowiedziała z wyraźnym smutkiem w głosie

-Zrozum,że ja chcę dla Ciebie jak najlepiej.

Jessica's POV :

Zupełnie nie wiedziałam co się dzieję,w ogóle to wszystko działo się tak...tak szybko.Ja nie nadążałam.Wiedziałam ,że to nic złego,może po prostu to zwykła niespodzianka.No ,ale po co mi prawie cała garderoba.Gdzie on mnie zabiera i do tego na jak długo?I jeszcze te słowa "Zrozum,że ja chcę dla Ciebie ja najlepiej"-tego to już zupełnie nie rozumiałam,a może on zrobił coś złego?

-Juss czy ty ,no wiesz,czy ty zrobiłeś komuś coś?-zapytałam

-Yyyy ...nie,skąd Ci to w ogóle do głowy przyszło?-zapytał mnie

-Nie wiem,tak jakoś samo mi wpadło-odpowiedziałam

-Okej,skończmy ten temat-zachichotał-Jesteś głodna?-zapytał

-A wiesz,że od dłuższego czasu burczy mi w brzuchu.

-Co?Ale jak to nie jadłaś śniadania?

-Nie,nie jadłam,bo pokłóciłam się z Margaret.

-O co znowu?-zapytał

-Tak na serio to o nic takiego,ale moje zdanie nie liczy się już w naszym domu.-odpowiedziałam

-Aha,nic z tego nie rozumiem,ale dobra.Za chwilę stanę zatankować samochód i kupie coś do jedzenia na stacji,bo nie możemy się za dużo objadać,ponieważ babcia da mi popalić.,opsops-powiedział

-Co?Babcia da nam popalić?Justin?-nie wiedziałam o co mu chodzi,ale po jego wytłumaczeniu zrozumiałam.

-Pamiętasz jak opowiadałem Ci o moich dziadkach?-zapytał

-Tak,tak pamiętam

-No właśnie,więc zabieram Cię do nich na dłuższy czas.

-O jejciu,jaka to wspaniała niespodzianka.-byłam wyraźnie zaskoczona.-Dziękuje kochanie-pocałowałam go w policzek,ponieważ kierował i nie mogłam mu przeszkadzać.

***

Justin's POV:

No i się wygadałem,ale byłem z siebie zadowolony.To chyba jedyna niespodzianka ,która się udała.Po chwili zjechałem na inny pas,a następnie na stacje .Wysiadłem z samochodu i nalałem paliwa do pełna,aby starczyło nam na drogę do domu dziadków.W sumie zostało już nie dużo kilometrów.Mniej więcej półtora godzinki jazdy.

-Kochanie idę zapłacić i kupić coś do jedzenia-powiedziałem,ale Jess nic nie odpowiedziała,ponieważ zasnęła-wyglądała tak słodko,że nie mogłem się na patrzeć .Stałem tam chyba 10 minut,ale w końcu musiałem iść zapłacić,bo za chwile będą mnie ścigać,że niby nie zapłaciłem.Wszedłem do pomieszczenia,zabrałem koszyk i wziąłem to na co miałem ochotę,czyli bułki,jakieś parówki i coś do picia.Podszedłem do kasy i zapłaciłem za to wszystko no i paliwo.Wyszedłem,wsiadłem do samochodu i odjechałem,a ona nadal spała...

***

-Justin,kiedy będziemy?-obudziła się i zapytała

-O skarbie,obudziłaś się,na tylnim siedzeniu masz bułki,parówki i picie,zabierz sobie,a będziemy nie długo.-powiedziałem

-Dziękuję-powiedziała i sięgnęła po jedzenie,widać było po niej ,że jest na prawdę głodna.

-Proszę kochanie-powiedziała i podała mi bułkę z parówką w środku.

-Dzięki-odwróciłem głowę w jej stronę i pocałowałem ją w bok głowy.

***

Postanowiłem zawiadomić dziadków ,że przyjeżdżamy :

-Słucham Cię wnusiu-powiedziała

-Babciu,za jakieś trzydzieści minut przyjadę do was z dziewczyną,właśnie jesteśmy w drodze.

-O jeje,jaka to jest niespodzianka wspaniała,bardzo się z dziadkiem cieszymy  z tego powodu kochanie-ucieszyła się

-No to do zobaczenia-powiedziałem i rozłączyłem się.

***

-Twoi dziadkowie muszą być na prawdę mili-powiedziała do mnie Jess

-Tak masz rację,oni są aż przemili-odpowiedziałem

-Kochanie ,a tak właściwie czemu mnie tu zabierasz?-zapytała

-Znowu załączyła Ci się ciekawość?-zachichotałem.Jechaliśmy rozmawiając,ale nie przyznałem się ,że jedziemy tutaj ,bo zrobiłem coś Miguel'owi ,nie wiedziałem jak ona zareaguje.Po kilkunastu minutach bylismy już na miejscu.

***

Jessica's POV:

Wysiadłam z auta i ujrzałam dom z dużym i zadbanym ogródkiem.Bardzo mi się to podobało ,byłam bardzo zadowolona,że mam takiego wspaniałego chłopaka,a ja nie mam mu tak na prawdę nic do zaoferowania.

-Jesicca,chodź przywitamy się ,a później przyjdę po nasze rzeczy.-powiedział Justin

-Ja nie wiem jak mam się zachować,denerwuje się-powiedziałam

-Po prostu bądź sobą skarbie-pocieszał mnie Juss i przytulił mnie do siebie,a jego dziadkowie wyszli już z domu i czekali za nami.Podeszliśmy do nich-Justin przywitał się z nimi i w końcu przyszła kolej na mnie:

-Babciu i dziadku przedstawiam wam moją dziewczynę Jessicę-powiedział Juss

-Dzień dobry-podeszłam do nich i przywitałam się,a oni przytulili mnie jakby znali mnie już bardzo,bardzo długo,czułam jak płynie od nich takie ciepło.

***

Justin poszedł z dziadkiem po ubrania do samochodu,a ja z jego babcią weszłyśmy do domu.

-Może ja pani w czymś pomogę?-zapytałam

-Ależ kochanieńka,nie mów na mnie pani,mam na imię Diane.-powiedziała

-Ale ja nie jestem tak wychowana,nie potrafię mówić starszym osobom po imieniu,niech pani wybaczy-powiedziałam

-Dobrze,rozumiem Cię,dlatego mów do mnie babciu.-odpowiedziała

-W tym akurat nie będę miała problemu,babciu-zachichotała,a ona podeszła do mnie i przytuliła mnie.To było takie słodkie.Bardzo się cieszyłam ,że poznałam Justina.

*********************************************************************************

Przepraszam,że rozdział jest trochę krótki,ale był pisany na szybko,bo nie była moja kolej ;( xdd

Czytasz-komentujesz

@Julix

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 25-"Pakuj się!"

***

Justin's POV:

Dostałem sms'a od Miguela.Byłem na niego na maxa wkurzony.Myślałem ,że rozwali mnie od środka .Postanowiłem pojechać do niego i wyjaśnić mu wszystko, to znaczy on miał mi do chuja to wyjaśnić!.Po chwili byłem już pod jego domem .Zadzwoniłem do drzwi ,otwarła jego mama:

-Dzień dobry,zastałem Miguela?-zapytałem

-Witaj,tak pewnie jest na górze, wejdź.-odpowiedziała

-Nie,proszę panią,aby pani go zawołała.

-Dobrze,nie ma sprawy.- kiedy zawołała tego frajera,on od razu zszedł na dół,to znaczy wyszedł na zewnątrz. Jego mama zamknęła drzwi ,więc miałem "swój" czas .

-Bieber?Co ty tu robisz?-pytał

-Jak to co ja tu kurwa robię?!-warknąłem pytając-Masz mi to wszystko wyjaśnić,teraz!-powiedziałem

-No bo ...ja chciałem się zemścić na tej suce.-powiedział zadowolony

-Co ty na nią powiedziałeś frajerze?-zapytałem

-Suka,a co kurwa myślisz,że ona jest święta?-byłem tak zirytowany ,że złapałem go za ramię i kopnąłem w jaja mówiąc-Posłuchaj jeszcze raz powiesz na nią coś takiego ,a źle się to dla Ciebie skończy.-zagroziłem mu.

Zaśmiał się-Myślisz,że będziesz z nią cały czas?-zapytał-Ona czym prędzej będzie moją dziwką.-powiedział.

-Nie bądź śmieszny idioto!-zaczął się ode mnie odsuwać ,a ja podszedłem do niego i jebłem mu w ryj z pięści.-Posłuchaj,nie tylko na to mnie stać.-powiedziałem,a krew wypływała mu z buzi i nosa.Podbiegł do mnie i zaczął się na mnie rzucać z tymi rękoma,a ja złapałem go za nadgarstki i położyłem na glebe.Usiadłem na niego i biłem go po twarzy .Widać było,że nie może złapać oddechu,myślałem wtedy,ze zabije go w jednej sekundzie.Po chwili stracił przytomność ,ja spierdoliłem do auta i odjechałem ,a jego stara wybiegła i zaczęła krzyczeć i płakać.W drodze do domu widziałem jadąca w tamtym kierunku karetkę. Byłem z siebie wręcz zadowolony,że pokazałem temu gnojowi co o nim myślę i na co mnie stać.

Jessica's POV:

Wstałam rano i zeszłam na dół ,żeby zrobić sobie kakao i obejrzeć mój ulubiony program "Watch me"-lubiłam go na prawdę.Zastałam Margaret przy blacie robiącą jakąś sałatkę.

-To dla mnie? -zachichotałam,a ona zaczęła się śmiać.

-Nie,to dla Dana,a właśnie musimy pogadać.

-Tak ,a o czym?-zapytałam

-No bo ...ja i Dan chcielibyśmy zamieszkać razem.-odpowiedziała

-Aaa to wspaniale,cieszę się.

-No,ale my zamieszkamy tutaj.-odpowiedziała,nie byłam zadowolona z tego powodu,fakt ,że lubiłam Dan'a ,bo był to przyjaciel mojego chłopaka,ale nie byłam przygotowana na to ,że będę z nim mieszkała pod jednym dachem,nie podobało mi się to.

-Co?! No ,ale jak to?-zapytałam,przecież ona nawet nie spytała mnie o zdanie,myślałam ,że ja już nic nie mam do gadania.Straciłam ochotę na kakao i program telewizyjny.Postanowiłam pójść do swojego pokoju.Wchodząc na schody powiedziałam do siostry-To w takim razie ja nie mam już nic do gadania w tym domu. I poszłam do swojego pokoju.Włączyłam sobie laptopa i przemyślałam sprawę ,że muszę się ubrać,bo chodzę w samej koszuli nocnej.Weszłam do garderoby i od razu w moje oczy rzuciła się moja ulubiona,szara bluza z literką "A" co miało oznaczać "adidas" .Wiedziałam,że do tego świetnie pasują dresy Justina,które kiedyś u mnie zostawił,a ja je sobie przygarnęłam.Nie przeszkadzał mi taki ubiór ,ponieważ byłam w domu,a tutaj muszę czuć się swobodnie i swojo.

***

Weszłam na twittera i pomagałam twittować jakiejś tam lasce,żeby wygrała bilet na koncert kogoś tam.szczerze to mało mnie to obchodziło.Załączyłam gg i miałam wiadomość od Margaret.Śmiałam się z tego(nadal byłam na nią wściekła.) ,przecież mieszka obok mnie więc...Napisała mi czy nadal się na nią gniewam,a ja postanowiłam jej nie odpisywać.

***


Justin's POV:

Pojechałem do domu,pogadałem chwilkę z rodzicami,że impreza się udała i w ogóle,ale tak na prawdę to ja ich oszukiwałem,przecież to ja zjebałem ta imprezę....Poszedłem na górę ,aby zabrać prysznic,bo byłem trochę zmęczony.Wykąpałem się i położyłem się na łóżko i zasnąłem ,nawet nie słyszałem jak mama weszła do pokoju ,aby opróżnić mój kosz na brudne ciuchy.Miałem złe sny,ale cały czas myślałem o Jesicce.nagle przypomniało mi się ,że mam się z nią dzisiaj spotkać .Obudziłem się i zszedłem na dół.Rodzice czekali za mną z obiadem.Miałem zjeść i pojechać do Jess ,ale po zjedzeniu postanowiłem pogadać z tatą o interesach firmy.Mama zrobiła mój ulubiony deser,któremu nigdy nie potrafiłem się oprzeć.Tak "zleciało" mi ponad półtora godzinki,ale to nic tak jakoś ostatnio mało czasu spędzam z rodziną.

***

Nagle ktoś zapukał do drzwi ,a ja spojrzałem przez okno i ujrzałem samochód policyjny.Wiedziałem co się kroi dlatego "poleciałem" do mojego pokoju,napisałem kartkę mamie,że przykro mi ,ale muszę uciekać i zabieram Jess do dziadków.Spakowałem się i wyskoczyłem przez okno.Wsiadłem do auta i szybko wyjechałem z garażu,tak aby mnie nie zauważyli.Pojechałem po Jess.Miałem klucze od jej domu,dlatego sam do niego wszedłem.Zastałem Marg i Dan'a w salonie -oglądali jakiś film.

-Jest Jesicca?-zapytałem

-Tak idź do góry-odpowiedziała Margaret.Wszedłem do jej pokoju siedziała na laptopie wbiegłem do jej garderoby i zacząłem ją pakować ,a ona poirytowana nie wiedziała co ja robię.

-Kochanie co ty robisz ?-zapytała

-Pakuje Cię ,nie widać-odpowiedziałem

-No tak,ale w jakim celu ,wyjeżdżamy?-zapytała

-Tak,bierz laptopa,iPhona,kosmetyki i wszystko co będzie Ci potrzebne,chociaż tam wszystko jest.

-No ,ale powiesz mi gdzie jedziemy?

Nie odpowiedziałem na to pytanie ,zeszliśmy na dół i szliśmy w stronę drzwi;

-Ej młoda gdzie ty się wybierasz?-zapytała Margaret Jesicci

-Ja sama tego nie wiem-odpowiedziała,przeszkodziłem im mówiąc

-Dobra,dobra nie ma czasu,damy znać jak będziemy na miejscu.Złapałem Jess za rękę i wyszliśmy z domu,a oni patrzyli przez okno .Zapakowałem wszystko do bagażnika i wsiadłem do auta,ona zrobiła już to prędzej.Zapaliłem papierosa i odjechaliśmy.Było cicho,ale nie trwało to długo

-Gdzie jedziemy?-znowu zapytała

-Kurwa,kochanie jesteś bardzo ciekawska-odpowiedziałem

**********************************************************************************

Czytasz=komentujesz

Przepraszam,ale jest troszkę krótki ,pozdro @Julix

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 24-"Nie wytrzymam bez niej ani jednego dnia"

Poszedłem zobaczyć czy nie mam jej, w którymś z pokoi chłopaków i dziewczyn. Najpierw zapukałem do Dana i Marg.

-Sorry, że przeszkadzam, ale nie widzieliście może Jessici?- zapytałem.

-Ona była tu jakieś 20 minut temu, ale wyszła.- powiedziała Marg.- Justin możesz ty mi wytłumaczyć wszystko co się stało?- zapytała.

-Gdzie poszła?- zignorowałem jej pytanie.

-Ona po prostu wyszła i nie powiedziała gdzie idzie stary.- powiedział Dan.

-Dobra dzięki. Muszę jej poszukać.- powiedziałem i wyszedłem z ich pokoju. Poszedłem do kolejnych pokoi, ale tam też nie wiedzieli gdzie jest.
Szukałem jej w całym hotelu. Kiedy byłem w holu głównym podszedłem do starszej pani. Na plakietce miała napisane- 'Recepcjonistka Isabelle Don"

-Przepraszam panią czy nie widziała pani dziewczyny w fioletowej sukience?- zapytałem

-Och tak... wychodziła stąd jakieś pół godziny temu i wzięła taksówkę.- powiedziała, w przerwie patrząc na zegarek.

- Dziękuję pani bardzo.- powiedziałem i wybiegłem z hotelu. Pomyślałem, że na pewno pojechała do domu. Podszedłem do mojego auta, wsiadłem do niego i odjechałem. Cały czas myślałem o tym jak zjebałem sprawę. Jestem dupkiem. Ten jebany Miguel za to zapłaci, kurwa zrobił to specjalnie.

***

Podjechałem pod dom Jess, zaparkowałem i wysiadłem z auta. Podszedłem i zapukałem w drzwi. Po chwili otworzyła, ale gdy zobaczyła, że to ja chciała zamknąć drzwi. Niestety jej się to nie udało, bo zatrzymałem drzwi moją ręką.

-Jess porozmawiajmy. Proszę.- powiedziałem puszczając drzwi i wszedłem szybko do środka.

-Nie chcę teraz z tobą rozmawiać Justin. Zostaw mnie w spokoju. Chciałabym iść spać.- powiedziała i weszła do kuchni. Poszedłem za nią od razu. Robiła sobie herbatę.-Justin...- zaczęła mówić, gdy mnie tylko zobaczyła, ale jej przerwałem.

-Wysłuchaj mnie!-warknąłem.- To wszystko przez tego pieprzonego Miguela. Miał do mnie interes. Dobrze płacił, więc się zgodziłem.- wytłumaczyłem jej.

-Co? Jeszcze Miguel jest to wplątany świetnie!- zadrwiła.

-On chciał żebyśmy się pokłócili.- powiedziałem i podszedłem do niej trochę bliżej.

-Justin, ale ty mi obiecałeś... było dobrze, a teraz to.- miała zeszklone oczy. Nie odzywałem się.- W dodatku zepsułeś moje urodziny.-powiedziała i nastąpiła chwila ciszy. W głowie obwiniałem się za bycie dupkiem, dla dziewczyny, która zasługuję na wszystko co najlepsze.- Myślę, że powinniśmy się nie spotykać przez jakiś czas.- powiedziała po chwili ciszy, a ja byłem kompletnie zaskoczony. 'Powinniśmy się nie spotykać przez jakiś czas' Czy ona zwariowała? Nie wytrzymam bez niej ani jednego dnia.

-Co? Na pewno nie!- odpowiedziałem szybko.

-Justin, to będzie dla nas najlepsze. Muszę przemyśleć kilka spraw.- powiedziała i zaczęła czegoś szukać po szafkach, pewnie sama nie wiedziała czego.

-Jess, nie! Nie zgadzam się! Nie wytrzymam przez ciebie ani jednego dnia.- byłem zdenerwowany i zrzuciłem kubek, który był na blacie kuchni. Potrzaskał się na małe kawałki. Widziałem, że Jess była w szoku.- Przepraszam.- zacząłem się do niej zbliżać.- Ja po prostu tak bardzo cię kocham.

-Ja też cię kocham Justin, cholernie, ale nie wiem czy mogę być z tobą nadal i ci zaufać.- łzy zaczęły ponownie napływać do jej oczu.

- Przeszliśmy już tyle razem. Daj mi jeszcze szanse. Zrobię wszystko żebyś mi ponownie zaufała i była ze mną szczęśliwa.

-Przepraszam cię Jess.- przytuliłem ją, a ona zaczęła płakać.- Proszę cię nie płacz.- wyszeptałem, ale ona nadal płakała. Odchyliłem się trochę od niej i wziąłem jej podbródek w palce żeby na mnie spojrzała.- Nie płacz już proszę. Nienawidzę jak płaczesz przeze mnie.- powiedziałem, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Odwzajemniłem go i przytuliłem ją znowu. - Wybaczysz mi ?- szepnąłem je w ucho.

-Ja na prawdę muszę to wszystko przemyśleć.- powiedziała, a ja odsunąłem się od niej.

-Rozumiem.- powiedziałem i zacząłem iść do drzwi.

-Zaczekać!- krzyknęła, a gdy się odwróciłem jej usta były na moich. Pocałunek był bardzo namiętny. Odwzajemniłem go. Po chwili się cofnęła i przestała mnie całować.- Teraz możesz iść.

-Myślisz, że teraz wyjdę.- na mojej twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek. Jess wywróciła oczami, a moje usta były na jej w ciągu pięciu sekund. Przycisnąłem ją do ściany w kuchni i zaczęliśmy namiętny pocałunek. Zjechałem rękami na tyłek Jess i go lekko ścisnąłem. Na co ona jęknęła i owinęła nogi wokół mojego ciała. Podwinąłem lekko jej koszulkę i gładziłem jej boki kciukami, a ona jeździła rękami po moich włosach. Posadziłem ją na stole w kuchni, a Jess ściągnęła mi bluzkę i rzuciła w jakiś kąt kuchni. Zacząłem ssać jej szyję robiąc delikatne malinki. Jessica jeździła rękami po moim ABS. Wiedziałem, że go kochała, bo kto by tego nie kochał. Po chwili ja ściągnąłem jej koszulkę całkiem. Była teraz w czarnym staniku.

Jessica's POV:

Byłam na niego zła, ale nie mogłam się powstrzymać. Musiałam go pocałować. Nie sądziłam, że to się tak może skończyć-nie żebym narzekała, bo Justin była najseksowniejszym facetem na ziemi.
Justin zaczął masować moje plecy i zatrzymał się przy zapięciu od stanika, kiedy ktoś wszedł do domu. Odsunęłam się od Justina, ale on i tak się do mnie przysunął i zaczął całować. Chyba nie słyszał trzasku drzwi.

-Ktoś jest w domu.- wysapałam w przerwie pocałunku.

-Zdaje ci się.- powiedział i zaczął składać mokre pocałunki na mojej szczęce i szyi.

-Nie Justin.- odsunęłam się od niego i zaczęłam szukać mojej koszulki.

-Jess, co ty robisz?- zapytał Justin łapiąc mnie od tyłu w tali.

-Jak to co? Szukam mojej bluzki.- powiedziałam.- Margaret chyba przyszła do domu.

-No, ale wiesz moglibyśmy to dokończyć u ciebie w pokoju.- zaczął mnie całować, kiedy do kuchni weszła Marg z Danem. Justin odsunął się ode mnie, a ja założyłam koszulkę, którą w końcu znalazłam.

-Co wy tu robicie?- zapytała moja siostra.

-My... no wiesz...- jąkałam się.

-A na co to wygląda? Ile wy macie lat?- Justin powiedział , a na mojej twarzy pojawił się rumieniec, kiedy Dan się zaśmiał.

-Dobra. My zaraz idziemy spać.- powiedziała Margaret.

-Dan tu dzisiaj nocuje?-zapytałam.

-Tak, ponieważ trochę wypił.

Nagle zawibrował telefon Justina- dostał sms. Gdy go czytał miał dziwną minę i zaciskał pięści. Wiedziałam, że jest wkurzony.

-Co jest?- zapytałam.

-Przepraszam, ale muszę iść.- powiedział Justin i pocałował mnie w policzek.

-Ale jak to?-byłam zaskoczona. Przed chwilą chciał dokończyć to co zaczęliśmy, a teraz idzie? Coś było nie tak.

-Spotkamy się później ok? Zadzwonię.

-Okej.- powiedziałam a ona jeszcze raz mnie pocałował i wyszedł. To było dziwne.

***********************************************************************************

Przepraszam, że nie było wcześniej rozdziałów. @Alix

Czytasz=Komentujesz