poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 12-"Debilni kolesie się ścigają "

***
Jessica's POV:

Obudziłam się rano obok Justina. Przetarłam oczy i wstałam z łóżka. Justin tylko coś wymamrotał i wtulił się w poduszkę. Podejrzewam, że był zmęczony po nocy. Sprawdziłam godzinę na moim iPhone. Była 10:12. Postanowiłam się ogarnąć. Wyciągnęłam jeansy i bluzę, którą kupiłam wczoraj. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się i zrobiłam byle jakiego koka na czubku mojej głowy. Poszłam z powrotem do mojego pokoju żeby obudzić Justina. Ku mojemu zdziwieniu już nie spał.

-  Hej. Jak się spało.- podeszłam do niego i złożyłam pocałunek na jego ustach.

- Cześć skarbie.- powiedział mi w usta.- Bardzo dobrze. A jeszcze bardziej podobała mi się dzisiejsza noc.

- Mi też się podobało.- przyznałam i lekko się zarumieniłam.

- Cieszę się. Musimy to powtarzać częściej.- uśmiechnął się łobuzersko.

-Zdecydowanie. A teraz wstawaj!

- Dobra, dobra. - wstał z łóżka i podszedł do swoich ubrań.- Idę na chwilę do łazienki za moment jestem.

-Okej, ja tu trochę ogarnę.- musiałam pozbierać ubrania, które walały się wszędzie po dzisiejszej nocy. Za nim się obejrzałam Justin wrócił już ubrany i ogarnięty.

-Kochanie.- podszedł do mnie.

- Tak?

- Chciałbym, żebyś coś dla mnie zrobiła.- powiedział przytulając mnie.- Chciałbym żebyś poznała moich rodziców. Moja mama chciała żebym cię dzisiaj przyprowadził na obiad, ponieważ domyśliła się, że mam jaką dziewczynę i zaczęła mnie wypytywać i się przyznałem.

-Ymm.. Okej. Możemy iść dzisiaj na obiad do twojego domu.- musiałam się chwilę zastanowić, bo nie wiem czy jestem gotowa żeby zapoznać jego rodzinę.

-Nawet nie wiesz jak się cieszę Jess.- pocałował mnie.

- Dobra to o której ten obiad?- uśmiechnęłam się do niego.

- O 14. Przyjadę po ciebie, okej?

- No przecież, że przyjedziesz Justin. Ja nie wiem gdzie ty mieszkasz. Znaczy wiem, ale nie dokładnie.- powiedziałam na co Justin zachichotał.

- To widzimy się o 14. Ja muszę teraz lecieć.-  musnął moje usta i wyszedł.

-Pa.- krzyknęłam na co znowu usłyszałam jego śmiech. Czy ja jestem aż tak zabawna?

***

Była już 13 więc musiałam się zacząć szykować. Nie wiedziałam jak się ubrać. Wiedziałam tylko jedno: nie ubrać się seksownie ani zbyt elegancko. Stałam przy mojej szafie chyba z 20 minut, aż w końcu znalazłam coś idealnego na tę okazję. Wyciągnęłam lekko bufiastą, różową spódnicę, białą bluzkę, z lekkim wycięciem,czarne, buty na obcasie i krótką skórzaną kurtkę, żeby dać trochę charakteru tej stylizacji. Myślę, że to dobry zestaw na spotkanie z rodzicami mojego chłopaka. Poszłam do łazienki, ubrałam się, rozczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Założyłam jeszcze kilka bransoletek i wzięłam małą torebkę, żeby włożyć do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Z chodziłam na dół, gdy właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam drzwi i to był oczywiście Justin.

-Gotowa?- zapytał

- Tak. Myślisz, że dobrze się ubrałam?- obróciłam mu się żeby mógł w całości mnie ocenić.

-Wyglądasz cudownie kochanie, jak zawsze zresztą.- puścił mi oczko.

-Ale ja się pytam poważnie. Jestem odpowiednio ubrana na tę okazję ?

-Nie wiem. Jeszcze nigdy nie przyprowadzałem dziewczyny na obiad do domu.- przyznał Justin.

- No co ty ?! Justin Bieber jeszcze żadnej dziewczyny nie przedstawił rodzicom ?- zaśmiałam się.

- Nie kochanie. Jesteś pierwsza, więc powinnaś się stresować.- powiedział poważnie.

- No co ty?! Myślisz, że się nie denerwuję?- zanim coś powiedział zaczęłam mówić.- Denerwuję się. Cholernie się denerwuję.

- Nie ma czym. Moi rodzice nie są aż tacy źli.- powiedział patrząc mi w oczy.- Chyba.- zaczął się śmiać.

- To nie jest zabawne Justin! Lepiej chodźmy bo jeszcze tego nam brakuję żebyśmy się spóźnili.- złapałam go za rękę i poszliśmy w kierunku auta. W samochodzie mówiłam, że się denerwuję, a Justin cały czas sobie ze mnie żartował.

Justin's POV:

Kiedy dojechaliśmy do mojego domu. Widziałem, że Jessica była pozytywnie zaskoczona.

- To tu mieszkasz?- wskazała na dom z wielkim ogrodem.

- Tak, to jest mój dom.- powiedziałam z uśmiechem.

-Jest piękny. Naprawdę.

-Wejdźmy do środka.- otworzyłem drzwi od domu i weszliśmy. W kuchni stała moja mama, a tata oglądał TV w salonie.- Jesteśmy!- powiedziałem dosyć głośno żeby usłyszeli. Złapałem rękę Jessici i lekko ją ścisnąłem dając znać, że będzie dobrze. Poszliśmy do salonu. - Tato poznaj moją dziewczynę Jessice.- przedstawiłem ją.

-Dzień dobry panie Bieber. - powiedziała z uśmiechem do mojego ojca.

- Witaj. Mów mi Jeremy.- podał rękę Jess.

- Dobrze.

- Więc to jest ta twoja dziewczyna.- odezwała się mama idąc z kuchni.

- Tak, to jest Jessica.- powiedziałem.

- Dzień dobry. Miło mi panią poznać.- powiedział Jess

- Dzień dobry. Jestem Pattie.- przywitała się moja mama.- Chodźmy do stołu. Wszystko już jest gotowe.- wskazała na duży rodzinny stół dla 10 osób. Rzeczywiście już wszystko było na nim gotowe. Obiad zaczął się bardzo dobrze. Rodzice zaczęli wypytywać o różne rzeczy Jess, a ona zawsze dawała świetną odpowiedź. W końcu zapytali o bardzo nie przyjemną rzecz.

-Czym się zajmują twoi rodzice?- zapytał mój tata. Zauważyłem, że uśmiech na twarzy Jess znikną, a pojawiła się smutna mina.

- Moi rodzice nie żyją.- przyznała Jess a ja wiedziałem, że było jej trudno.

-Co się stało?- zapytała moja ciekawska mama.

-Mamo!- chciałem to przerwać.

- Nie Justin. W porządku.- powiedziała do mnie Jess i zwróciła się do moich rodziców.- Oni zginęli w wypadku samochodowym. Od tego czasu radzę sobie sama z siostrą.

- Tak mi przykro kochanie.- powiedziała moja mama i złapała rękę Jess.

- To kto chce dokładkę?- zapytał mój tata przerywając ciszę.

- Ja poproszę!- powiedziałem jak 5 letnie dziecko na co wszyscy się zaśmiali. Od tej pory reszta obiadu poszła gładko. Po zjedzeniu oprowadziłem Jess po domu. Na koniec zostawiłem mój pokój.

- A tutaj jest mój pokój.- otworzyłem drzwi i pozwoliłem Jess wejść pierwszej.

- Trochę inaczej go sobie wyobrażałam- zaśmiała się Jess.

- Myślałaś pewnie, że będzie brudno i pełno plakatów gołych pań co nie ?- zaśmiałem się.

- Może.. Nie myślałam, że tu będzie tak... nie wiem jak to nazwać.

-Perfekcyjnie ?- zapytałem

- Chyba tak.- patrzyła na wszystko w moim pokoju.- W końcu jesteś bad boy, a bad boy nie takiego pokoju jak ty. Jak to możliwe?- popatrzyła się na mnie.

- Oj kochanie jeszcze dużo o mnie nie wiesz.- zaśmiałem się i przyciągnąłem ją do siebie.

- Widocznie, ale chcę wiedzieć.- pocałowała mnie w usta.

- To bardzo się z tego powodu cieszę, bo mam zamiar cię dzisiaj gdzieś zabrać.

- Gdzie? Na pewno znowu mi nie powiesz.

- Zgadłaś! Nie powiem ci.- powiedziałem na co ona wywróciła oczami.

Jessica's POV:

Jestem ciekawa co on znowu wymyślił. Posiedzieliśmy jeszcze trochę u niego w domu, a później zaczęliśmy jechać 'gdzieś'. Gdy Justin się zatrzymał ujrzałam mnóstwo ludzi i sportowe samochody. Przez jakąś część drogi nie można było przejechać, bo była czymś wydzielona. Domyśliłam się, że odbędą się tu wyścigi.

- Nie przejedziemy tutaj Justin.- powiedziałam.- Widocznie odbędą się tutaj wyścigi. Musimy znaleźć inną drogę do miejsca  w które chcesz mnie zabrać.- spojrzałam na niego a ona miał uśmiech na twarzy.- Z czego się śmiejesz ?

- Jess to jest to miejsce do którego chciałem cię zabrać.- spojrzał na mnie.

- O ja... Justin to takie romantyczne patrzenie jak jacyś debilni kolesie się ścigają.- czujecie ten sarkazm.

- Czyli jestem debilny?- spojrzał na mnie i się uśmiechnął.

- O nie Justin chyba nie chcesz powiedzieć...- zabrakło mi słów.

-  Tak Jess, będę się ścigał. Dostałem newsa od chłopaków, że jest wyścig, więc nie mogło mnie tu zabraknąć.

- Ty chyba sobie ze mnie żartujesz.

- Nie. Jak bym mógł.- zaśmiał się- Ale tak na poważnie to mam zamiar się ścigać.- powiedział i wyszedł z samochodu. Podszedł do moich drzwi, otworzył je i podał mi rękę, żeby mi pomóc.

- Co ty właśnie do cholery powiedziałeś Justin.- powiedziałam i wysiadłam bez jego pomocy.

- To co słyszałaś Jess. Chodź! Dziewczyny też tu są.- powiedział wskazując na nie. Chociaż z tego się cieszyłam. Zauważyłam je i zobaczyłam, że chłopcy też tu są. Rozejrzałam się po tłumie ludzi i zatrzymałam wzrok na Miguel. On też się na mnie gapił. Kątem oka zobaczyłam jak Justin na mnie spojrzał a później na osobę na którą ja się gapiłam. Widziałam jak jego oczy ściemniały. Nie lubił Miguela. Nagle on do nas podszedł.

- Cześć skarbie.- powiedział do mnie.

- Nie mów do niej skarbie !- warknął Justin

- Spokojnie Bieber!- uniósł ręce w obronnym geście.- Dzisiaj wygrana będzie moją. Nie mówię tutaj tylko o wyścigach.- powiedział z uśmiechem na twarzy, spojrzał jeszcze raz na mnie i odszedł.

*************************************************************************************************************************
No, więc tak. Przepraszam za spóźnienie ;) Mam na dzieję, że wybaczycie.
 Rozdział miał być krótszy i miał być właśnie wcześniej, ale dostałam weny twórczej i nie mogłam przestać pisać. @Alix

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz