środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 19-"Wybaczysz mi?"

***

Przez całą drogę próbowałem się do niej odezwać, ale ona nie była taka "łatwa":

-Jess, ja przepraszam ,straciłem panowanie nad sobą, ale zrozum byłem umówiony z tym kolesiem, gdybym nie dostarczył mu towaru byłoby po mnie. Chciałabyś tego?

-Daj sobie spokój ze mną, rozumiesz?-warknęła

-Ja...ja nie po...-nie pozwoliła mi dokończyć

-Jesteśmy już na miejscu. Dziękuję za podwózkę i cześć.-wysiadła z samochodu, otworzyła tylni drzwi i wyciągnęła walizkę

-Może Ci pomogę?-zapytałem

-Chciałam tylko od Ciebie podwozu do domu o nic więcej nie mogę Cię poprosić .Przepraszam.-łzy spływały jej rzekami po policzkach, a ja głupi nie wiedziałem co mam robić. Tak normalnie pozwoliłem jej wejść do domu, a sam rozpłakałem się jak jakiś skurwiały dupek. Myślałem tylko "Ja nie mogę wrócić tam do nich i bawić się z nimi, podczas gdy moja księżniczka płacze przeze mnie !"Napisałem do Jacob'a ,że nie wracam tam do nich i mają się świetnie bawić. Postanowiłem pojechać do klubu "Heaven" żeby się trochę rozluźnić i przemyśleć to co zrobiłem.

***

Jessica's POV:

Czułam się jak niemowlę-Jak on mógł mi to zrobić?!-krzyczałam. Postanowiłam iść się od razu położyć spać, żeby nie myśleć o tym całym zamieszaniu. Weszłam na górę, do mojego pokoju, położyłam telefon na szafce nocnej i rzuciłam się na łóżko ,płacząc do poduszki. Po chwili dostałam sms'a :

Od:Siostra<3

Co jest? Dlaczego wyszłaś?

Do:Siostra<3

Nie ważne, proszę dajcie mi spokój i bawcie się dobrze.

Na szczęście nic nie odpisała i dała mi spokojnie spać.

Justin's POV:

Wszedłem do klubu, podszedłem do baru i poprosiłem momentalnie 4 kolejki. Był tam mój znajomy kelner, któremu sprzedawałem działy:

-Siemano, wszystko okej?-zapytał

-Nie, kurwa nic nie jest okej.-odpowiedziałem

-Co się stało? Może jakaś panienka na uspokojenie, mamy taką nową?

-Pojebało Cię kurwa do reszty?!-warknąłem- Zraniłem kobietę mojego życia.

-Nie martw się wszystko będzie okej.-uspokajał mnie

-No nie wiem-nasza rozmowa zakończyła się. Prosiłem o kolejne kolejki chociaż wiedziałem ,że jestem już kompletnie zalany.

-Bieber,jesteś tutaj autem?-zapytał mnie kelner

-Tsaaakyyh-"beblałem" już od rzeczy. Kelner wziął mnie pod pachę i zaprowadził do jakiegoś pokoju.

-Tu możesz się przespać, ale rano ma Cię tu nie być.-zaproponował. Położył mnie na łóżko i zamknął drzwi. Z tego co pamiętam było ciemno, a ja cały czas miałem myśli z Jess.

***

Nastał ranek. Wiedziałem ,że muszę się stąd jak najszybciej wynosić. Byłem nieźle skacowany. Wziąłem kurtkę i wyszedłem z klubu.Wsiadając do "cudeńka" wyciągnąłem paczkę fajek z kieszeni i zapaliłem jednego z nich. Wiedziałem ,że muszę jakoś przeprosić Jesicce, ale sam nie wiedziałem jak.-Co ja mam do chuja robić?-Postanowiłem dowiedzieć się tego od dziewczyn Nicol,Margaret itp. Więc ruszyłem w stronę domku dziadków.

***
Jessica's POV:

Wstałam rano i od razu poszłam do łazienki, czułam się tak jakoś nie swojo. Miałam wory pod oczami ,na szczęście wszystko sobie przypomniałam i znów zaczęłam ryczeć...Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie-chleb z nutellą-wiedziałam ,że nic innego nie przełknę. Po zjedzeniu ,miałam ochotę popływać, ale wiedziałam, że najpierw muszę po sobie posprzątać. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Modliłam się tylko, żeby nie był to Justin, nie byłam na to gotowa. Na szczęście był to listonosz:

-Dzień dobry ,czy zastałem panią Jesicce Room?

-Tak ,to ja ,a o co chodzi?

-Mam dla pani paczkę. Bardzo proszę.

-Dziękuję, do widzenia

-Do widzenia.

Zamknęłam drzwi i od razu pobiegłam do kuchni aby to otworzyć. Zupełnie zapomniałam, że właśnie dzisiaj mają przyjść conversy dla mnie i dla Margaret. Otworzyłam pudło i wyciągnęłam swoje kosmiczne buciki. Cieszyłam się z nich jak nigdy...

Justin's POV:

Dotarłem na miejsce ,wszedłem do domku i zauważyłem ich wszystkich wesołych ,jedzących śniadanie:

-Hej wszystkim.-powiedziałem-Muszę pogadać z dziewczynami, możecie?

-Siemano brachu. -podszedł do mnie Dan i podaliśmy sobie rękę -Co jest ?Gdzie Jess?-zapytał

-Nie ważne, zrobiłem coś bardzo złego ,czego teraz bardzo, ale to bardzo żałuję. No to jak dziewczyny możemy pogadać?-zapytałem

-Jasne.-powiedziała Margaret i podeszła do mnie, a zaraz za nią Nicol, Megan i Arii.

-O co chodzi ?-zapytała Nicol. Opowiedziałem im wszystko i prosiłem o pomoc:

-Wooo stary, będzie trudno.-powiedziała Megan

-Mam pomysł kup dużo róż, w jej ulubionych kolorach.-powiedziała Marg. Już wiedziałem, że będą to niebiesko-fioletowe róże, nie liczyło się dla mnie to ile zapłacę, a to ,że może Jess da mi szansę.

-Bardzo wam dziękuję, jesteście kochane.-przytuliłem je po kolei i wybiegłem z domu, wsiadłem do auta i pojechałem do najlepszej kwiaciarni w mieście.

-Dzień dobry, potrzebuję 50-niebiesko-fioletowych róż, da radę?

-Witam.-odpowiedział sam szef-Oczywiście, że da radę ,to musi być wyjątkowa kobieta.-zachichotał

-Taak ,ma pan zupełną rację.-śmiejąc się odpowiedziałem

Przemiły szef ,uszykował mi wszystko i powiedział ,że poradzę sobie. Zapłaciłem za kwiatki i wybiegłem do samochodu. Położyłem je delikatnie na przednim siedzeniu i jechałem w stronę domu mojej ukochanej.

***

Jessica's POV:

Tak jak mówiłam, poszłam popływać trochę. Kiedy wyszłam, poszłam na górę się przebrać i umalować,chciałam wyjść trochę do galerii... Ubrałam się i już brałam torebkę i miałam wychodzić ,kiedy nagle zadzwonił dzwonek sms'a na moim iPhone .Był to sms od Justina:

Od:Skarb<33

Dasz mi jeszcze jedną szansę? Kochanie, proszę<3

Bardzo mnie to wzruszyło, tak na prawdę cholernie za nim tęskniłam i go potrzebowałam. Dostałam drugiego sms'a

Od:Skarb<33

Spójrz przez okno!

***

Spojrzałam i ujrzałam Justina z moimi ulubionymi różyczkami...


*********************************************************************************

Może rozdział jest troszkę krótki, ale był pisany na szybko. Wybaczcie<3333 @Julix

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz