wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 28-"Dawna przyjaźń"

***
Obudziłam się po godzinie drzemki. Justin nadal spał, więc postanowiłam go nie budzić. Wstałam i oglądałam rzeczy w jego pokoju. Na jednej z półek były piłki do kosza, a obok znajdowało się dużo zdjęć. Były tam zdjęcia jego dziadków i rodziców z jakimś chłopcem. Domyśliłam się, że to Justin. Był na prawdę słodki w dzieciństwie. Miał dłuższe włosy i grzywkę. Trochę dalej były zdjęcia z jego starymi przyjaciółmi i drużyną hokejową. Jedno zdjęcie było na prawdę fajne. Był tak Justin i jacyś dwaj chłopcy. Jeden z nich trzymał piłkę od kosza i mieli szerokie uśmiechy. Na dole zdjęcia był napis "Na zawszę" i ich podpisy."Rayan, Justin i Chaz". Przyglądałam się zdjęciom przez długi czas. Nagle poczułam parę ramion oplatających moją talię. Justin położył głowę na moim ramieniu.

-Hej.- pocałował mnie w policzek.- Wyspałaś się?

-Tak a ty?- zapytałam.

- Tak.-spojrzał na mnie.-Oglądasz moje zdjęcia?- zapytał, poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi.

-Tak. Grałeś w hokeja ?- zapytałam.

-Tak. Uwielbiałem to, z resztą nadal uwielbiam tak samo jak koszykówkę.- powiedział Justin z lekkim uśmiechem.

-Zauważyłam.- uśmiechnęłam się.- To są twoi przyjaciele?- wskazałam na zdjęcie z Rayanem i Chazem.

-Nie widziałem ich od lat.- powiedział.

-Mieszkają tutaj ?- zapytałam.

-Nie wiem. Chyba nadal tak.- powiedział wpatrując się w zdjęcie.- Byli na prawdę dla mnie jak bracia.- powiedział a trochę smutku pojawiło się w jego oczach. Trwała cisza, kiedy postanowiłam zadać kolejne pytanie.

-Justin, kiedy się stąd wyprowadziłeś?- zapytałam.

-Jak miałem 12 lat. Moja mama dostała dobrą propozycję pracy w L.A. i musieliśmy się przeprowadzić. Nie byłem z tego zadowolony, ale nie miałem wyjścia.- powiedział i nastała chwila ciszy.- Kocham Stratford.- dodał po chwili.

- Wiem, że je kochasz. Jesteś tutaj taki szczęśliwy.- powiedziałam i musnęłam mu usta.- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś.

- Proszę.- uśmiechnął się. Nagle zaburczało mi w brzuchu.

-Uuu.. ktoś tu chyba jest znowu głodny.- zaśmiał się Justin.

-Nie moja wina. I nie śmiej się.- uderzyłam go w ramię.

-Dobra chodź. Babcia na pewno uszykowała coś do jedzenia.- złapał mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Weszliśmy do kuchni gdzie była babcia. Dziadek siedział w salonie i oglądał TV.

-Hej kochani! Właśnie robię obiad.- powiedziała.

-O to wspaniale! Jesteśmy trochę głodni.- zaśmiał się Justin.

-A zgadnij co będzie na obiad Justinku.- powiedziała. Zaśmiałam się gdy usłyszałam jak mówi 'Justinku' to było takie słodkie.

-Babciu nie mów już tak do mnie. Ja mam 21 lat.- oburzył się Justin, a ja znowu się zaśmiałam.

-Justin przestań. To jest słodkie.- powiedziałam.- Więc co będzie na ten obiad?- zwróciłam się do babci Jussa.

-Ulubione danie Justina.- podkreśliła 'Justina'- Spaghetti.-uśmiechnęła się.

-Świetnie.- odwzajemnił uśmiech.

-To ja może w czymś pomogę?- zapytałam.

-Och.. tak. Mogłabyś nakryć do stołu?

-Oczywiście.- odpowiedziałam, wzięłam talerze, sztuczce i poszłam do jadalni.

-To ja pójdę do dziadka.- poinformował Justin i poszedł w kierunku kanapy.

-Okej.- powiedziałam. Rozkładałam talerze i sztuczce a potem szklanki i przyniosłam sok.

-Możesz ich już zawołać.- wskazała na dwójkę gadającą i oglądającą TV. Przytaknęłam i poszłam do nich.

-Chodźcie już na obiad.- powiedziałam.

-Dobrze skarbie, już idziemy.- powiedział dziadek. Uśmiechnęłam się, kiedy powiedział do mnie 'skarbie'. Co ten Justin mu musiał nagadać? Po chwili zasiedliśmy wszyscy do stołu, odmówiliśmy modlitwę i zaczęliśmy jeść.

-Częstujcie się.- powiedziała babcia. Nałożyłam sobie dużą porcie spaghetti i zaczęłam jeść.

-To jest na prawdę bardzo smaczne.- powiedziałam.

-Dziękuję.- uśmiechnęła się babcia Diane.

-Tak moja babcia robi najlepsze  spaghetti.- powiedział Justin całując swoją babcie w dłoń. Był słodki.

***

Po zjedzeniu obiadu i posprzątaniu Justin zaproponował mi spacer. Powiedział, że oprowadzi mnie po okolicy. Zgodziłam się, bo chciałam zobaczyć jak wygląda to małe miasteczko. Wyszliśmy z domu i zaczęliśmy iść chodnikiem.

-Więc co mi pokażesz?- zapytałam i złapałam Justina za rękę.

-Moją starą szkołę, skatepark i co się jeszcze da.- powiedział i złapał mnie w tali przytulając do siebie. Szliśmy chwilę chodnikiem. Na drodze nie było zbytniego ruchu, tylko kilka samochodów przejeżdżało.

-O to jest szkoła, do której chodziłem.- wskazał na duży szary budynek. Wyglądał jak szkoła.

-To nie miałeś daleko do szkoły.- powiedziałam.

-Tak, chodziłem pieszo.- uśmiechnął się.- Mogłem przez to chodzić na wagary.- tym razem pojawił się ten łobuzerski uśmieszek.

-Chodziłeś na wagary?-zapytałam.- Ale byłeś niegrzeczny.- zaśmiałam się.

-Tak. Zawsze z Chazem i Rayanem szliśmy na lody, albo pojeździć na deskach.

-I nikt się nie dowiedział.- zapytałam.

-Oczywiście, że tak. Później musieliśmy zostawać dodatkowe godziny w szkole.- zaśmiał się.- A ty? Byłaś kiedyś na wagarach?- zapytał.

-Może..raz albo dwa razy.- przyznałam, a on zaczął się śmiać.

-Co? Raz albo dwa?- śmiał się nadal.

-Nie śmiej się Justin!- warknęłam.

-Dobrze, grzeczna dziewczynko.- zachichotał jeszcze raz. Tym razem uderzyłam go w tors. Poszliśmy dalej, ale nie trwało to długo. Po jakiś 5 minutach doszliśmy do skateparku.

-Tutaj było miejsce spotkań trzech przyjaciół.- powiedział i wskazał na jedną z ławek. Usiadłam koło niego.- To jest moja ulubiona ławka.-uśmiechnął się.

-Dlaczego?- zapytałam.

-Zobaczysz później.- powiedział uśmiechnął się do mnie.- Spodoba ci się.

-Mam nadzieję.- wtuliłam się w Justina.

-Popatrz tam.- wskazał na rampy i chłopców, którzy skakali deskami po rampach.- Też tak kiedyś robiłem..- powiedział.

-Fajnie. Nadal zostaje przy tym, że miałeś fajne dzieciństwo.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Siedzieliśmy chwile na ławce i rozmawialiśmy. Justin nagle zapatrzył się w coś i był zszokowany/zaskoczony.

-Justin, co jest.- zapytałam i spojrzałam w miejsce, w które się patrzy. Zauważyłam dwóch kolesi, którzy gadali ze sobą i szli przez park. Bardzo mi kogoś przypominali, ale nie wiem kogo... Aha, już wiem kogo. To byli chłopcy ze zdjęć. Rayan i Chaz. Jeden spojrzał w naszą stronę.

-Justin?- zapytał zszokowany.

-Rayan! Chaz!- Justin wstał.

-Stary, to na prawdę ty?- zapytał jeden z nich.

-Tak. Cześć! Dawno się nie widzieliśmy co ?- przywitał się z nimi w męskim uścisku.

Justin's POV:

Nie mogłem w to uwierzyć, że ich spotkałem. Minęło chyba z 7 lat odkąd się widzieliśmy ostatni raz.

-Siema brachu.- przywitał się ze mną Chaz.

-Wydoroślałeś Chaz.- powiedziałem do niego i się zaśmiałem.

-Ty też.- powiedział patrząc na mnie od stóp do głów.- Ale to ja jestem ten przystojniejszy

-Chciał być.- śmiałem się z jego słów.

-Trochę czasu minęło od naszego wspólnego spotkania co nie ?- powiedziałem.

-No tak. 7 lat.- powiedział Rayan.- Czemu się nie odzywałeś ?

-Yyy.. sam nie wiem. Jakoś tak wyszło. Ale od teraz na pewno już będę.

- Kto to?- zapytał Chaz wskazując na Jess, która stała obok.

-To jest Jessica. Moja dziewczyna. Jess to jest Rayan i Chaz, mówiłem ci o nich.- przedstawiłem ich sobie.

-Cześć. Miło mi was poznać. Wiele o was słyszałam.- podała im swoją dłoń.

-Hej. Nam też jest miło.- powiedział Rayan.

- O Bieber sobie znalazł dziewczynę.- zaśmiał się Chaz.

-Zamknij się.- powiedział Rayan.- Jak długo jesteście razem?- zapytał.

-Ponad 2 lata.- powiedziałem.

-A co wy tu robicie tak w ogóle?- zadał kolejne pytanie.

-Przyjechaliśmy do dziadków Justina i chciał mi pokazać okolicę. -powiedziała Jess.

-Tak, Justin ten romantyczny człowiek.- zaśmiał się Chaz a Jess i Rayan z nim.

-Boże.. będziecie się ze mnie nabijać czy siadamy na ławkę?- zapytałem. Byłem trochę podirytowany, ale kocham tych ludzi.

-Siadamy.- powiedział Rayan. Rozmawialiśmy na ławce dosyć długo. Wspominaliśmy stare czasy, a Jess się przy tym nieźle uśmiała.

-Ej, może jutro zagramy sobie w kosza?- zaproponował Rayan.

-Tak. Zaproszę jeszcze paru chłopaków. Na pewno przyjdą jak się dowiedzą, że Justin przyjechał.- powiedział podekscytowany Chaz.

-Okej, to może jutro o 15 ?- zapytałem.

-Okej, przy boisku. Tak gdzie kiedyś.- uśmiechnął się Ray.- My już będziemy iść, bo jest trochę późno. Pa Jess..- pożegnali się.

-Pa chłopcy.- pomachał im.- Są na prawdę fajni. Mają świetne poczucie humoru.- zwróciła się do mnie.

-Tak. Tęskniłem za nimi.- przyciągnąłem ją do siebie.-Patrz to jest to dlaczego uwielbiam tą ławkę.- wskazałem na piękne niebo. Był zachód słońca, a z tej ławki świetnie go było widać.

-Jest ślicznie.- spojrzała na mnie a później na niebo.

-Nie tak jak ty.- zaśmiałem się.

-Dziękuję.- zaśmiała się.

***********************************************************************************
Jest dosyć długi rozdział.

 Ta niespodzianka, o której mówiłam nie jest zbyt miła. @Alix

Czytasz=Komentujesz

1 komentarz: